piątek, 18 listopad 2016 17:48

Prezent na ... urodziny

Święta Bożego Narodzenia już niedługo, ale to wcale nie o nich, tylko o prezencie urodzinowym, imieninowym albo jakimkolwiek innym. Ważne, że w okresie przedświątecznym i że to właśnie w tym czasie można samodzielnie skomponować podarek - dekorację. W tym przypadku bardzo nastrojową.

Inspiracją do tego artykułu był sam prezent, którym na urodziny obdarowała mnie moja przyjaciółka. Kolejną inspiracją był post Pauliny Felińskiej - mojej koleżanki blogerki oraz post Agnieszki, również mojej koleżanki blogerki, oba dotyczące świąt. I tak oto chwyciłam za aparat fotograficzny i z każdej strony obfotografowałam mój prezent.

 


Jeśli więc w czasie przedświątecznym wybieracie się do kogoś na urodziny, imieniny, rocznicę, ślub, czy szczęśliwy rozwód, dajcie uwieść się własnej inspiracji. Mój prezent to tzw. własnoróbka. Wystarczy dobrać kilka gustownych elementów i gotowe. A co najważniejsze, prezent jest niepowtarzalny, tylko jeden, unikat. To właśnie najbardziej mnie w nim cieszy, został przygotowany specjalnie dla mnie. Będę się nim cieszyć przez następne dwa miesiące, a potem w przyszłym roku i w następnym ... :-) Co ważne, na taki podarek ucieszą się również nasi panowie, szczególnie, jeśli uświadomią sobie, że powstał specjalnie i tylko dla nich ;-)
A poniżej jeszcze kolka fotek.

 

 


Pozdrawiam serdecznie,

środa, 02 listopad 2016 09:37

Pomysł na prezent

Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej i znów pojawia się jeden malutki problem. Jakie prezenty przygotować naszym najbliższym. Dziś jedna z propozycji, które zawsze się sprawdzają, w dodatku można w ten sposób obdarować całą rodzinę. Rozwiązanie wprost idealne!

Ile razy, będąc na plaży zdarza nam się zatęsknić za dużym, grubym, porządnym ręcznikiem plażowym? Pytam tu i tam, pytam również samą siebie i odpowiedź na to pytanie znam. Często myślimy o takim właśnie nowym nabytku, a warto zaznaczyć, że dobrej jakości produkt wcale nie jest tak łatwo kupić. W Polsce niezłą jakością cieszą się ręczniki firmy Zwoltex, niestety, w moim odczuciu design nie powala. My nasze nabyliśmy na włoskim wybrzeżu od handlarza chodzącego od plaży do plaży. Kupiliśmy też ręczniki - prezenty dla rodziny, tak dla dorosłych, jak dla dziecka. Super rozwiązanie, bo do ręcznika zawsze można coś dołożyć, co tym bardziej uatrakcyjni nasz pomysł. Oto kilka fotek.

Dla mamy i tatyDla mamy i taty

 

Dla mamyDla mamy

 

Dla tatyDla taty

 

I jeszcze dla dzieckaI jeszcze dla dziecka


Co dodamy do ręczników? Ha! Tu oferta jest ogromna.
Dla dorosłych książki, kapelusz przeciwsłoneczny, czapeczkę bejsbolówkę, coś do picia (to po plaży ;-), kosmetyki. 
Dla dzieci też książki, przytulanki, zabawki wodne, gry.
I tak oto kłopot mamy z głowy i jednocześnie gwarancję radości w rodzinie.


Serdeczne pozdrowienia,

wtorek, 13 styczeń 2015 07:51

Do zobaczenia w listopadzie

Święta, święta i po świętach. W Nowym Roku 2015 też już się zadomowiliśmy, więc czas na małe zmiany. W styczniu wielu z nas bardzo lubi oddekorować dom. Pochować wszystkie świąteczne ozdoby, wyłączyć światełka i spokojnie cieszyć się zimą.

Zimą, której w tym roku znów nie ma, niestety, ale nie w tym rzecz. 

U nas po świętach pozostały cudne wspomnienia, bo właśnie w zeszły weekend oddekorowałyśmy każde pomieszczenie. Lubię to uczucie, gdy znika choinka, wszystkie ozdoby, nawet oświetlenie, które jeszcze wczoraj wnosiło tak pięny nastrój. Drzewko, jeszcze przed chwilą ustrojone,


stoi łyse i trochę okurzone, by jeszcze tego samego dnia w ogóle zniknąć z domu.


Wszystkie dekoracje trafiają do kartonów, które z radością ustawiam w piwnicy.


Do zobaczenia w listopadzie, wtedy znów będziemy stroić dom na Boże Narodzenie. A teraz posprzątamy, wywietrzymy ostatnie świąteczne zapachy i rozejrzymy się wokół. Ależ miejsca się zrobiło, przestrzeni. Jakoś tak jest, że po Nowym Roku świąteczne dekoracje źle na mnie działają, przytłaczają mnie. Ich wielką zaletą jest radość, którą przynoszą ze sobą, gdy je wyciągamy i druga radość, gdy je chowamy. Ależ multi-funkcjonalność, a kto nie lubi się cieszyć?

Życzę Wam udanego dnia.

Pozdrawiam serdecznie,

Dział: Nasze salony
poniedziałek, 22 grudzień 2014 21:15

Prezent naprawdę dobry

Boże Narodzenie to również czas prezentów. Wielu mówi, że to szał prezentów, szczególnie, jeśli nam ich brakuje. I co? Znowu książka. Ale jaka? Polecam Wam właśnie tą, wspomnienia Danuty Wałęsowej, naszej pierwszej Pierwszej Damy. Tak, Damy. Z pełną odpowiedzialnością używam tego terminu.

Pamiętam, gdy "Marzenia i Tajemnice", bo właśnie taki tytuł noszą wspomnienia Danuty Wałęsy, pojawiły się na naszym rynku. Komentarzom nie było końca, niestety, często pełnym drwin, oszczerstw, obrazy. Ich autorzy nie mają racji i nie będę poświęcać im więcej czasu, nie są tego warci. Za to opowieść Autorki tak.


Obie zrobiły na mnie ogromne wrażenie, tak opowieść, jak Autorka, niby prosta, a jednak szczególna Kobieta. Jestem i zawsze będę dla Niej pełna szacunku, szczególnie po przeczytaniu Jej zwierzeń. Powiem Wam tylko jedno, Danuta Wałęsa od zawsze jest Damą, a do tego wcale nie trzeba się wysoko urodzić. 

Pozdrawiam serdecznie,

wtorek, 23 grudzień 2014 20:35

Święta to magiczny czas

Wigilia Bożego Narodzenia już jutro, już za chwileczkę. Część z nas wciąż jeszcze biega, coś szykuje, układa, pakuje. Inni, zmęczeni, zasypiają przed telewizorem, jeszcze inni podchodzą do sprawy ze sporym dystansem i nie dają się zwariować, a niektórzy siedzą przed komputerem i piszą, że święta to magiczny czas :-)

To prawda, Święta Bożego Narodzenia to czas prawdziwej magii, chwile, gdy jesteśmy naprawdę blisko siebie. Albo czujemy, że chcielibyśmy być blisko, tylko brakuje nam tego kogoś, za kim tak tęsknimy, choć wcale go nie znamy. 

Wszystkim nam życzę prawdziwej bliskości, nie takiej naciąganej, czy wciąż oczekiwanej, tylko prawdziwej. Życzę byśmy mieli kogo kochać, dla kogo żyć. Zdrowych, pełnych bliskości Świąt Bożego Narodzenia.


Pozdrawiam Was świątecznie,

Dział: Troszkę o mnie
niedziela, 21 grudzień 2014 15:07

Róża Bożego Narodzenia

Jedną z najpiękniejszych dekoracji na Święta jest róża Bożego Narodzenia, cudny kwiat ogrodowy, który wielobarwnie zakwitnie w naszym ogródku lub na naszym balkonie jeszcze przed Wigilią. Ważne jest również, że roślina ta wcale nie wymaga zaawansowanej pielęgnacji. Zobaczmy, naprawdę warto :-)

Róża Bożego Narodzenia potocznie nazwana ciemiernikiem to jedna z niewielu roślin, które w zimowym kresie w naturalny sposób dostarczą naszemu ogródkowi lub balkonowi barw. Swą świąteczną nazwę uzyskała dzięki okresowi kwitnienia rozpoczynającemu się jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Kolorystyka ślicznych, pięciopłatkowych kwiatków jest niezwykle szeroka. Zachwycać nas będą płatki białe, kremowe, żółte, różowe, czerwone, ciemno wiśniowe oraz prawie czarne. Od wyboru do koloru. My zaczeliśmy tradycyjnie, od bieli.


Pielęgnacja ciemiernika nie jest skomplikowana. Roślina potrzebuje półcienistego, osłoniętego od wiatru miejsca oraz lekko przepuszczalnej, wilgotnej gleby. Róża Bożego Narodzenia jest odporna na niskie, nawet mocno ujemne temperatury. Jak sama nazwa wskazuje, kwitnie właśnie zimą, na Święta. Jako że kiepsko znosi przesadzanie, warto od razu wybrać dla niej prawidłowe miejsce, a latem nie zapominać o podlewaniu. Ciemiernik nie wymaga specjalnego nawożenia, wystarczy uniwersalny, wieloskładnikowy nawóz, może być również wolnouwalniający się.

Rozmnażanie gwiazdy Bożego Narodzenia jest dość mozolne. Można postarać się o nowe roślinki z nasion tej, którą już mamy, jednak na potomstwo trzeba czekać minimum pół roku, często nawet dłużej, a gwarancja, że w ogóle się pojawi jest, niestety, niska. Niektóre odmiany rozmnażają się same, tu jednak musimy wiedzieć, że właśnie taką mamy. Jeśli chcemy otrzymać nowe roślinki, nie wolno nam przekopywać ziemi wokół rośliny - matki.

UWAGA!!! Ważna informacja. Wszystkie odmiany ciemiernika są trujące i mogą być dla człowieka nawet śmiertelne, więc zapomnijmy o ich spożyciu lub pomocy dzieci przy ich pielęgnacji. Najlepiej sami się nimi zajmijmy i podziwiajmy, podziwiajmy, podziwiajmy.


Teraz również i za naszym oknem natura rozwinęła paletę swych barw, tutaj w donicy przed drzwiami wejściowymi, byśmy za każdym razem mogli podziwiać naszą świąteczną różyczkę.

Pozdrawiam Was niedzielnie,

Dział: Uroki ogrodu
środa, 28 październik 2015 10:10

Pierwsze święta w górach

Marzenia! Piękna rzecz, szczególnie, gdy je spełniamy. Pytanie brzmi, co następuje potem. Jedną z możliwości przedstawiają "Pierwsze święta w górach", historia, która tak mnie powaliła, że z przyjemnością ją tutaj zamieszczam. Oby i Was rozbawiła. To taki codzienny zastrzyk dobrego humoru :-) Zapraszam serdecznie i życzę dużo zabawy :-D

PIERWSZE ŚWIETA W GÓRACH

Motto

Zawsze marzyłem o białych świętach Bożego Narodzenia. Ach, gdyby tak jeszcze w górach. I stało się, kupiliśmy z żoną domek w Tatrach. Wprowadziliśmy się w drugiej połowie listopada, po prostu idealnie. Z zapałem rozpocząłem prowadzenie pamiętnika, przecież takich wrażeń nie można zapomnieć. Niecierpliwie wyglądam przez okno, kiedy wreszcie spadnie śnieg. Ależ to będzie multi frajda z tym odśnieżaniem, wcześniej, na nizinach prawie tego nie zaznałem. Żona mówi, że mi się znudzi, ale się myli. Oczywiście, że się myli! Na pewno mi się nie znudzi!
 

26 listopada 2014
Dziś spadł pierwszy śnieg! Nareszcie! 10 cm! Wszystko tak pięknie wygląda pokryte białym puchem. Natychmiast pobiegłem odśnieżać. Jakież to wspaniałe zajęcie! Sąsiad, wiekowy Góral powiedział, że to robota na darmo, bo śnieg jutro stopnieje. 
Ale co on tam wie, stary baran ...

 
27 listopada 2014
Cały śnieg stopniał.

 
28 listopada 2014
Szaro, buro, brzydko. Modlę się o śnieg, a on nie pada. Nad moją głową wiszą piękne, multi śnieżne chmury, a śniegu … zero!!! Czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego ten głupi śnieg nie pada!? Sąsiad, stary baran, dziwnie na mnie patrzy, gdy go o to pytam ...


29 listopada 2014
D blada, nadal szaro, buro i brzydko. W sumie mógłbym napisać dokładnie to, co wczoraj. Eh, planowałem, że pójdę sobie na narty, a tu nici. No, chyba, że wodne. Ale po to nie musiałem przeprowadzać się w góry. Narty, śnieżne, rzecz jasna mimo to przygotowałem, przed domem, żeby wszyscy widzieli, jakie mam fajne. A sąsiad, stary baran, nawet do mnie nie podszedł. Ale on jeszcze wróci na moje podwórko.


30 listopada 2014

Śnieg nadal nie pada. Poszedłem do sąsiada, żeby się zapytać, czy wie, kiedy śnieg będzie padał. Sąsiad powiedział, że śnieg spadnie dziś w nocy. Cóż za multi radość! Pierwszy dzień Adwentu będzie biały :-))) Ale sąsiad popatrzył na mnie z kpiną w oczach i powiedział, że jeszcze będę to przeklinał. Nigdy w życiu! – walnąłem pięścią w stół - Nie pozwolę, by popsuł mi moje pierwsze święta w górach! Nigdy! No ten stary baran!


1 grudnia 2014

Sąsiad miał rację, od północy pada śnieg. Ach, jak pięknie, wszędzie tak bielutko, czyściutko, zero szarzyzny. Teraz jeszcze nie pójdę odśnieżać, poczekam, aż napada trochę więcej. Biały adwent, białe święta, o to mi właśnie chodzi! Jestem multi szczęśliwy! Wreszcie i dla mnie zaświeciło słońce, które tak pięknie rozświetla wszechobecną, śnieżną biel.
PS. A ten sąsiad, hmmm, stary to on ci jest, ale czasami nie aż taki baran …


2 grudnia 2014

Śnieg nadal pada. Moje pierwsze święta w górach są po prostu multi fantastyczne! Wczoraj odśnieżałem dwa razy, dziś już trzy. Mam potężne zakwasy, ale je ignoruję, jeszcze dwa dni i znikną. A ja na same święta będę szczupły i zgrabny, bo teraz to trochę misio ;-) Od lata zupełnie nic nie schudłem, mimo przeprowadzki, noszenia gratów i wysłuchiwania mundrości mojej szanownej małżonki. Za to teraz moja figura się zmieni. O tak, z całą pewnością!


3 grudnia 2014

Wstałem skoro świt, by odśnieżyć śnieg, który spadł w nocy. Meteorolodzy obiecali przed południem słońce, więc po solidnym śniadaniu przygotowanym przez moją ukochaną żonę, zapodałem na narty. Wprawdzie nadal wszystko mnie boli, ale co tam, klina klinem. Sąsiad znów dziwnie na mnie patrzył, gdy, wesoło pogwizdując maszerowałem z nartami na plecach. Chyba się pomyliłem, on to faktycznie stary baran. Przy wyciągu ukradkiem obserwowałem, jaki inni mają sprzęt. Ja cię sunę, ale multi wypasy! Jednak nie aż takie fajne te moje narty. Ale i tak nikt na nie nie patrzył, bo na stoku szalały małe Trojaczki. Te to miały publikę! Ech, ja chyba nigdy takiej nie doczekam. Za to moje pierwsze święta w górach nadchodzą wielkimi krokami. I wszystko wskazuje na to, że będą białe :-)))


4 grudnia 2014

Wczoraj, na nartach nie pojeździłem szczególnie długo, bo zaczęło sypać. I to tak, że nie widziałem dosłownie nic. Nic poza bielą. Pierwszy raz w życiu przekonałem się, że biały kolor potrafi porządnie wkurzyć człowieka. A co by było, gdyby pierwsze święta w górach były czarne? Hmmm ... No cóż, wróciłem do domu i zabrałem się za odśnieżanie. Sąsiad, stary baran, nawet nosa nie wytknął z tej swojej multi pięknej chaty z bali, a żona powiedziała, żebym przyjmował dużo płynów, bo to pomaga na zakwasy. Mądralińska! Niech lepiej sama chwyci za szuflę i mi trochę pomoże. Na kolację zamarzyło mi się grillowane mięcho, ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Dopiero co wymiotłem śnieg spod, było nie było, zadaszonego tarasu przed naszym ogrodowym domkiem, a tu masz, znów biało. Jak będę sterczał przy grillu, to jeszcze i mnie zasypie. Rozczarowany do bólu chwyciłem za telefon i zamówiłem pizzę. Ostatecznie pogrillować mogę sobie jutro.


5 grudnia 2014

Wszystko mnie boli. Bolą zakwasy w moich mięśniach, bo wczoraj odśnieżałem jeszcze dwa razy. I raz w nocy. Boli żołądek, bo  na kolację zżarłem pizzę w wersji jumbo i się przeżarłem. Boli głowa, oj, ta to najbardziej, bo w akcie desperacji strzeliłem sobie jabola. Tak niewinnie się nazywał, EDEN, a zaprowadził mnie do piekła. Żona podała mi aspirynę i ze zdegustowaniem na twarzy opuściła sypialnię mówiąc, że jedzie ode mnie jak od kloszarda. Hipokrytka! Przecież sama nie raz się wstawiła. I co? Mówiłem coś? Nie. A w D niech się ugryzie! Idę sobie poodśnieżać, przynajmniej nie będę musiał oglądać tej jej nadąsanej gęby.


6 grudnia 2014

Dziś Mikołajki. Śnieg sypie tak, że poza nim nic nie widać, nawet pierwsze święta w górach zniknęły z moich myśli. Byłem z żoną na imprezie mikołajkowej w naszym miasteczku. Rozdawali torebki z czekoladowymi pysznościami. Też ustawiłem się w kolejkę, a co! I jakież było moje zdziwienie, gdy przebrany za Mikołaja Górol  roześmiał się szyderczo i powiedział, że darmocha to tylko dla dzieci, a dorośli musza złożyć datek na kościół. Co łaska. Złożyłem, pewnie! Tak się wściekłem, że była to multi łaska. A sąsiad popatrzył na mnie i pokręcił głową. Stary baran. Potem od razu poszliśmy z żoną do domu. Nawet nie wiedziałem, że całe to party tak długo trwało i jak wróciliśmy miałem strasznie dużo odśnieżania. W sumie nie pogniewałbym się na małą przerwę w opadach, tylko trochę wstydzę się powiedzieć o tym głośno. Na pocieszenie postawiłem zakupiony pakiet mikołajkowy na moim nocnym stoliku. Żona też pokręciła głową, tak jak sąsiad. Zmówili się, czy co?


7 grudnia 2014

Dziś rano żona powiedziała, że na chwilę wychodzi do miasta po prezent dla mnie. Mikołajkowy. Wprawdzie trochę spóźniony, ale za to szczery. Po godzinie wróciła z nową szuflą do odśnieżania, dużo większą, niż ta moja. Już się ucieszyłem, że moja ukochana chce mi pomóc, a tu D biała. Z szyderą w głosie powiedziała, że to ja chciałem w góry, większą szuflę kupiła, żebym szybciej uporał się z robotą, a ona nosa z domu nie wytknie. No co za krowa! Mówcie sobie, co chcecie, ale na moje nie sra się we własne gniazdo.


8 grudnia 2014
Śnieg nadal pada. Żona strzela  multi fochy, bo siedzi sama, podczas gdy ja szufluję. A mówiłem, żeby mi pomogła, to nie. Ach baby, baby … Do tego chodzi wkurzona, bo ciągle musi prać moje przepocone ciuchy. No jak tu się, człowieku, nie spocić, kiedy nie tylko musisz odśnieżać lecz jeszcze wrzucić śnieg na coraz większe śnieżne hałdy, które zewsząd nas otaczają? Żona chyba podejrzewa, że trochę mi się nudzi to odgarnianie śniegu, ale nic nie mówi. A ja myślę, że po drobnym kryzysie zawsze przychodzi ożywienie :-)


9 grudnia 2014
Wczoraj chciałem wcześniej położyć się spać, ale żona wysłała mnie na odśnieżanie. Gdy zapytałem, czy by mi pomogła, powiedziała, że to ja zmusiłem ją do przeprowadzki, bo tylko pierwsze święta w górach się liczą i sam mam sobie odśnieżać. Wcale tak nie było, ale nie dyskutowałem. A żona, no co to za wredna małpa, owszem, wyszła razem ze mną, ale wcale nie po to, żeby mnie wesprzeć. Ciesząc się urokami zimy po prostu mnie pogrążyła. Powoli tracę wiarę w małżeńską lojalność, więc zrobiłem swoje i poszedłem spać zostawiając żonę samą w multi śnieżnej otchłani. Rano w wiadomościach powiedzieli, że dziś ma przestać śnieżyć i przyjdzie odwilż. Tak się ucieszyłem, że pobiegłem do sąsiada, żeby mu o tym powiedzieć. Spojrzał na mnie dziwnie i powiedział, że prognoza pogody jest błędna. W nocy jakiś tam ptak trzy razy wrzasnął, a to znaczy, że śnieżyć będzie jeszcze przez trzy dni. Bzdury opowiada, stary baran! Ja tam wierzę wiadomościom.


10 grudnia 2014

D blada, stary baran miał rację. Śnieg pada dalej, a po odwilży ani śladu. Dzisiaj żona jednak spytała, czy mi się przypadkiem nie znudziło to całe odśnieżanie. Ma rację, znudziło mi się. Do jasnej cholery! Dlaczego ona zawsze musi mieć rację? I w ogóle dlaczego żony zawsze muszą mieć rację? Głupie baby!

A zamiast zdjęcia ...

OGŁOSZENIE W GAZECIE

Sprzedam encyklopedię Britanica
40 tomów
Stan bardzo dobry
Nie będzie mi potrzebna, bo się ożeniłem.
Żona wie, kurwa, wszystko najlepiej :-/


11 grudnia 2014
To że śnieży to już norma. Dziś sąsiad powiedział, żebym uważał na lawinę z dachu. Może się zdarzyć, że spadnie mi na głowę. Albo zasypie wejście do domu. Od tego czasu obserwuję śnieg na dachu. Oczywiście z zewnątrz, bo właśnie tam spędzam większość czasu z szuflą w rękach. Na razie dachowej lawiny nie było. Na razie, choć poziom śniegu rośnie. Wszędzie rośnie... Hmmm, że te pierwsze święta w górach będą aż tak białe, tego się, kur*a, nie spodziewałem.


12 grudnia 2014
Dziś wczesnym rankiem obudził mnie dziwny, nieznany odgłos. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem na dół. Choć za oknem było jeszcze ciemno, natychmiast zobaczyłem, co się stało. Lawina jednak zeszła z dachu i przed wejściowymi drzwiami usypała ponad metrową multi zaspę. Nawet nie musiałem sobie poodśnieżać, żeby spocić się jak szczur. No bo kto, do cholery ciężkiej ma usunąć te tony śniegu sprzed naszego domu!? No kto...!!!? Te durne pierwsze święta w górach bokiem mi już wychodzą i tak, ku*wa jasna, tak, znudziło mi się to pieprzone odśnieżanie! Jeszcze trochę, a kota dostanę!


13 grudnia 2014

No właśnie, 13 grudnia. Oczywiście pech. Dziś przyszedł do nas sąsiad, żeby zapytać, czy nasz dach jest wzmocniony. A skąd niby mam to wiedzieć? Sąsiad mówi, że śnieg będzie dalej padać i jak na dachu będzie go za dużo, to dach może się zawalić. Jak kupowaliśmy nasz dom, do głowy mi nie przyszło, żeby sprawdzić, czy ma jakieś dachowe wzmocnienia. Na nieszczęście całą rozmowę słyszała moja żona. Potem zrobiła mi awanturę, że nie dbam o jej bezpieczeństwo i co będzie, jeśli dach się zawali. A jak ma się zawalić, skoro właśnie zeszła z niego lawina? Śniegu napadało tylko tyle. No sami zobaczcie, czy taka cieniuteńka warstwa śniegu jest w stanie zniszczyć porządny dach? Baby to jednak nie myślą... 


14 grudnia 2014

Śnieg sypie jak głupi, a ja go odśnieżam. Kilka razy na dzień. I na noc. W całej okolicy potworzyły się multi ogromne śnieżne korytarze. Pierwsze święta w górach to ostatnie, o czym w ogóle myślę. A pierwsze to jakieś dobre SPA. Jak już jestem w domu, to leżę w wannie i wygrzewam obolałe mięśnie. Z zamkniętymi oczami, żeby nie widzieć, że wanna jest biała.  Boże, jak ja nienawidzę białego koloru. Żona chyba to zauważyła i od jakiegoś czasu nie podaje na śniadanie twarożku i białej kiełbasy. Baby jednak czasami myślą...


15 grudnia 2014
Dzisiaj był u nas sąsiad. Powiedział, że się martwi, bo warstwa śniegu na dachu rośnie. Potem zapytał, czy może obejrzeć sobie dach od wewnątrz. Czyżby on wiedzial coś, czego ja nie wiem? Pozwoliłem mu iść na strych. Jak wrócił to powiedział, żebyśmy uważali, bo to dość stary dach, jeśli rozumiem, o co mu chodzi. I poszedł.
Wieczorem żona zaproponowała, byśmy na pierwsze święta w górach pojechali do jej matki na niziny, bo tam w ogóle nie ma śniegu. Nie zgodziłem się. A ona wstała i wyszła. Bez słowa. To babsko na pewno coś knuje. Tylko co…???


16 grudnia 2014
Wciąż pilnie odśnieżam, choć mi się już rzygać chce. Warstwa śniegu na dachu nadal rośnie, ale co tam. Na pewno znów zjedzie dachowa lawina i po zawodach. Żona się do mnie nie odzywa, a do jedzenie podaje mi tylko twaróg, białą kiełbasę i białe pieczywo. Oczywiście muszę jeść sam. Multi głupia krowa!


17 grudnia 2014

Na nasze pierwsze święta w górach żona definitywnie chce wyjechać do matki. Powiedziała, że boi się tu zostać, bo wciąż słyszy jakieś dziwne odgłosy. Jej zdaniem to dach stęka pod ciężarem śniegu i wkrótce się zawali. A moim zdaniem to jej stęka w tej jej zakutej łepetynie. Ale to nieoficjalna opinia. Oficjalnie powołałem się na przysięgę małżeńską i powiedziałem jej o miłości, wierności i że miała mnie nie opuścić aż do śmierci. Popukała się palcem w czoło i wyszła. Z tym „Na dobre i na złe” to jednak lipa.

Dopasowałem nawet tekst:

Na dobre i na złe stracisz wreszcie
Bo bardzo tego chcesz, Twoje szczęście
Na dobre i na złe własne miejsce
Tam, gdzie zostawiłaś mnie

Żyję w takim ciągłym biegu
Że nie widzę płatków śniegu
Nasze pierwsze święta w górach
Będę spędzał sobie sam :-P

Dobre, no nie?

18 grudnia 2014
Tego, że śnieg wciąż sypie nie muszę już pisać. To jasne jak słońce, którego i tak nie widać, bo niby jak? Dziś był u nas sąsiad. Ten stary, świński baran, wciąż ładuje się do nas nieproszony i siedzi całą wieczność. Już mi to na nerwy działa. Tym razem zapytał, czy może iść na strych, a jak wrócił, powiedział, że byłoby lepiej, gdybyśmy na nasze pierwsze święta w górach wyjechali na niziny. Stanąłem dumnie przy kominku i oświadczyłem, że tutaj jest nasz dom i tutaj zostaniemy. Po chwili zorientowałem się, że mówię do ścian, bo oboje opuścili pomieszczenie. I sąsiad i żona.


19 grudnia 2014
Żona wyjechała. Zdrajczyni! To wstrętne babsko nawet nie spytało, czy też chcę jechać. Że o pożegnaniu nie wspomnę. Ona jeszcze wróci na moje podwórko, ale wtedy to ja pokażę jej palec. A właściwie to palce, trochę inaczej, niż wszyscy, żeby nie robiła sobie nadziei, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi, he, he ...  A teraz napalę w kominku i zrobię dobrego grzańca - mieszańca. Życie bez bab też jest piękne. Nie! Źle! Życie bez bab jest dużo piękniejsze.


20 grudnia 2014
Rozkoszuję się wolnością. Wczoraj znów był ogień w kominku, grzane wino i co ino. Dałem sobie porządnie w gaz i dziś wygramoliłem się z wyra krótko przed dwunastą. Trochę bolała mnie głowa, ale w planie i tak miałem zajęcia fizyczne na świeżym powietrzu. Wczesnym rankiem nie odśnieżyłem, bo byłem jeszcze za bardzo zalany, więc roboty się nazbierało. I dobrze. Mam czas. Nikt mnie nie goni. Odśnieżałem do osiemnastej z kilkoma przerwami na dwa łyczki grzańca. Potem skoczyłem jeszcze po małą zagrychę, a wieczorem, no cóż, znowu się zalałem.


21 grudnia 2014
Robota na kacu to nie je-bajka, to je-bitwa. Biorę tony Aspiryny. Do tego dziś się nie zaleje, bo mnie alkohol odrzuca. Szkoda. Poza odśnieżaniem muszę iść na zakupy, bo w lodówce jest tylko biała kiełbasa i twaróg, a ja, do jasnej cholery, na białe już patrzeć nie mogę.
Po południu jakoś dziwnie mi się zrobiło i zadzwoniłem do żony. Nie żebym się wielce stęsknił, nie nie... Chciałem tylko zapytać, czy szczęśliwie dojechała do matki. Lodowatym głosem pożyczyła mi wesołych świąt. Spojrzałem na dach. Warstwa śniegu urosła...


22 grudnia 2014

Dziś w nocy zawalił się dach. Spałem sobie smacznie, a tu naraz multi łomot!  A sru, pozwolę sobie. Do białej kurwy nędzy!!! Dlaczego nie sprawdziłem stanu technicznego tej budy, zanim ją kupiliśmy? No właśnie, z żoną kupiliśmy. A ona milczy. Może to i lepiej, bo musiałbym jej powiedzieć o tym cholernym dachu. I znów miałaby rację. I ten pieprzony sąsiad też. Stary baran! A co tam, pozwolę sobie jeszcze raz! Kurwa, dlaczego to zawsze inni mają rację?!!! Ze złości ulepiłem na górze swój śnieżny pomnik, ostatecznie śniegu jest tam pod dostatkiem i zamknąłem za sobą drzwi.


23 grudnia 2014
Na strychu i w sypialniach tyle śniegu, że aż na pawia przyszła mi ochota. Zamiast tego przeprowadziłem się do pokoju dziennego, uwaliłem na szybko skręcone legowisko przed kominkiem i tak se tu koczuję. Jutro Wigilia. A wała, nie kupię żywego karpia, kto go niby ma smażyć? Bez żony lipa. Śniegu też już nie odgarniam. Pierdziu. Jak nie wyjdę drzwiami, to jakoś wylezę oknem, a w warunkach ekstremalnych wygramolę się przez rozwalony dach. Ja pierdykam, zaspy rosną w oczach. Przynajmniej dzieciaki mają radochę, bo ja na pewno nie. Po zakupy już byłem, nakupiłem opór wszystkiego i zabarykadowałem się w domu. Nie chcę pokazywać tym pieprzonym Góralom mojej głupkowatej gęby. A ci pewnie niezłe kpiny se ze mnie urządzają. Co za czort podkusił mnie na te pierwsze święta w górach?!


24 grudnia 2014, Wigilia Bożego Narodzenia

Dziś w miasteczku zorganizowano wyścig reniferów. Raz się żyje, dałem sobie porządnie w gaz i poszedłem. O ja Cię pierdykam, ale była multi jazda...


25 grudnia 2014, Pierwsze Święto Bożego Narodzenia

Żadnych wspomnień, wpisów i komentarzy ...
... ale ... cdn


26 grudnia 2014, Drugie Święto Bożego Narodzenia

Hmmm? Znów żadnych wspomnień, wpisów i komentarzy?
A pierwsze święta w górach? A multi śnieżna frajda? A co z koczowiskiem przed kominkiem, chlaniem do upadłego i wyłażeniem przez rozwalony dach?
Czy ciąg dalszy nastąpi?
A jakże! Oczywiście, że nastąpi … 


27 grudnia 2014

Żadnych wspomnień, wpisów i komentarzy. Kto by pomyślał ... Więc na pocieszenie wierszyk własnej produkcji :-)

Późna już pora, coś koło wieczora
I choć w to nie wierzę, wciąż cisza w eterze
Bez przerwy klikam na multistronie
Plus bezustannie, co chwilę dzwonię
I powiem Wam po cichu
Ani go widu, ani słychu ;-)
Aaaale coś mi w uchu dzwoni
że on jutro się odsłoni …

No właśnie, cdn jutro ;-)


UWAGA, UWAGA!!! 
Pora już na finał, pointa się zaczyna, coraz więcej przebierańców, coraz trudniej o oryginał ;-)

28 grudnia 2014
Ja pierdykam, ale było fajnie w Wigilię. Super, że to właśnie ja wygrałem ten wyścig reniferów. Moje pierwsze święta w górach są faktycznie, uwaga, zapodam z grubej rury, multi zajebiste!!!
A z nowości, mieszkam teraz w nowym hotelu. Bardzo mi się tu podoba. Mam sekretarkę, która dziś nawet spisała moje ostatnie wspomnienia. Niezła rura, zawsze ubrana na biało. Codziennie daje mi smaczne pastylki,  ooo, szczególnie te białe są bardzo dobre. Tylko, choć bez przerwy o to pytam, nikt nie chce mi wyjaśnić, dlaczego przywiązali mnie do łóżka :-/


Ciąg dalszy nastąpi, może, jeśli lekarz prowadzący zezwoli na regularne używanie długopisu. Bo wiecie, nawet takim najtańszym można zrobić sobie niezłe ku-ku ;-)

*****


A tutaj kilka słów, jak doszło do spisania tej opowieści.

"Pierwsze święta w górach" to historia, którą przed laty, na imprezie opowiedział nam kolega. Popłakałam się ze śmiechu, zresztą nie tylko ja. Nie jestem jej pomysłodawczynią, za to przyznam, że z pasją pisałam tekst i tak mi się coś wydaje, że trochę go podrasowałam (MultiLady ;-). Historię tą umieszczałam już w necie, umieszczę ją i tutaj. Na mojej multilady.pl koniecznie musi być. Jest to pamiętnik, więc wpisy najnowsze będą zawsze na samej górze. By poczytać te starsze oraz początek, trzeba zjechać w dół. Koniec tłumaczeń, przecież każdy wie, jak się pisze pamiętnik.

Pozdrawiam serdecznie,

czwartek, 27 listopad 2014 11:43

Dom świątecznie udekorowany

Często już grubo przed Bożym Narodzeniem myślimy, jak w tym roku świątecznie udekorować nasz dom. A potem rozpoczyna się faza kreacji i realizacji. Jak wygląda proces w toku? To pokazuje kilka fotek. Do tego sporo jeszcze w planach. A jak u Was dekoracyjne szaleństwa?

Sporo dekoracji leży jeszcze w kartonach, drugie tyle już można podziwiać. W tym roku nasze Trojaczki i ja rozpoczęłyśmy OD KUCHNI. Teraz pokazujemy drugi etap naszych dekoracyjnych działań.

Nasz świąteczny wianek, kupiony grubo ponad 10 lat temu. Patrzcie, jak się trzyma :-)


Stroik adwentowy z czterema świecami, po jednej na każdą niedzielę adwentu. Nabytek poczyniony w Lidlu chyba 3 lata temu, dodatkowo ustrojony przez nas złotym łańcuchem.


Wieczna świeca, woskowa kula, do której wstawiamy płonącą świecę. Teraz pięknie świątecznie ustrojona. Zaletą tej dekoracji jest to, że wszędzie można ją postawić.


Mój Boss i ja przed świątecznymi piramidami.


Nasza własnoręcznie wykonana świąteczna gwiazda.


W łazience też świątecznie. Przyznam, że lubię sobie posiedzieć przy świecach ;-)


Nasze Trojaczki zawsze znajdą haczyk i dekorację, którą tam natychmiast powieszą.


Dziś po południu jedna duża MultiLady i trzy małe mają w planach iluminacje świetlne. Zobaczymy, czy da się je ładnie sfotografować.

Pozdrawiam świątecznie,

Dział: Nasze salony
wtorek, 11 listopad 2014 09:41

Multi świąteczna kaczka

Boże Narodzenie już za chwilę, więc może warto zastanowić się nad naszym świątecznym menu. W Wigilię, wiadomo, tradycyjnie królują ryby, ale co na obiad w Pierwsze i Drugie Święto? Dziś proponuję Wam mój przepis na kaczkę, pyszną, dobrze doprawioną, soczystą i pachnącą. A dlaczego multi, dowiecie się z artykułu.

Przygotowałam w życiu już kilka kaczek. Albo wg przepisu babci, albo teściowej, albo z Kuchni Polskiej, albo obcej. Ale tandeta, do D z takim daniem. Ptak albo był za twardy, albo za suchy, albo mdły, albo wszystko na raz. W zeszłym roku pozamykałam moje książki kucharskie, Internet, wyłączyłam telefon i zabrałam się do dzieła na swój własny rozum. Ludzie Kochani!!! Odlot, po prostu multi odlot. Polecam Wam serdecznie :-)

MULTI ŚWIĄTECZNA KACZKA

Składniki
jedna duża kaczka, taka ok. 5 kg
dwie średnie cebule
dwa średnie jabłka
wędzonka
olej
sól i pieprz, kto lubi, majeranek

 

Przygotowanie
Wyciągamy z kaczki wszystko to, co zapakował do niej producent, dokładnie myjemy i osuszamy, wewnątrz też. Oczyszczoną cebulę i jabłka kroimy w kawałki, talarki, ósemki, nie ma to znaczenia. Wędzonkę albo kupujemy już pokrojoną, albo kroimy w kostkę. Kaczkę najpierw doprawiamy od środka solą i pieprzem. Jeśli wydaje nam się, że przesoliłyśmy, na pewno będzie dobrze. Następnie wlewamy trochę oleju, wkładamy szyję i podroby i kaczy tłuszcz, do tego kilka kawałków cebuli i jabłka, tak, by kaczka była pełna. Jeśli przy naciśnięciu w otworze nie widać oleju, dolewamy i spinami szpilką.


Teraz, w ten sam sposób przyprawiamy kaczkę z zewnątrz. Dokładnie smarujemy ją olejem, posypujemy solą, pieprzem, obkładamy jabłkami i cebulą, po czym na dobę odstawiamy do lodówki.

 

Na drugi dzień przystępujemy do pieczenia. Grill lub piekarnik (bez turboobiegu) ustawiamy na 200 stopni, kaczkę instalujemy na rożnie albo na blasze i pieczemy. Na jeden kilogram kaczki przypada jedna godzina pieczenia.


Naszą kaczkę regularnie podlewamy zbierającym się pod nią tłuszczem. Jeśli pieczemy w piekarniku na blasze, musimy ją od czasu do czasu obrócić. Przed ostatnią godziną redukujemy temperaturę do 160 stopni.
A potem do dzieła :-) W święta Bożego Narodzenia obiad wprost idealny. Smacznego.


Ach, wiecie co? Chyba zafunduję sobie takie pyszne danie jeszcze przed świętami. A co, żyje się tylko raz.

Pozdrawiam,

Dział: Obiadkowo
czwartek, 06 listopad 2014 09:08

W tym roku od kuchni

Święta Bożego Narodzenia to chyba najbardziej dekoracyjny czas w całym roku. Warto zastanowić się już teraz, jak w tym roku wyglądać będzie nasz dom. Może sprawimy sobie coś nowego? Albo sami coś wyczarujemy? My tym razem zaczynamy od kuchni :-)

To nic dziwnego, że w domu, gdzie są pomysłowe dzieci i wyrozumiali rodzice, a kult kreatywności kwitnie, świąteczne dekoracje pojawiają się niemal tak wcześnie, jak w sklepach. U nas zawitały już w październiku, a w tym roku zaczęłyśmy od kuchni.

Jeśli mamy dekoracje, których nie wykorzystujemy, warto pomyśleć właśnie o kuchni, a konkretnie o szafkach. Po pierwsze zmobilizuje nas to do zrobienia na nich porządku, po drugie tym razem tutaj też będzie pięknie, a po trzecie wszystko to, co zalegałoby w szafach ujrzy światło dzienne. U nas są to bombki choinkowe, na które dałam się namówić w zeszłym roku, na krótko przed Bożym Narodzeniem na super atrakcyjnej wyprzedaży. Patrzymy, ile ich mamy, jak je rozplanować, pogrupować, najlepiej  związać je sznureczkiem, który taśmą klejącą przyklejamy do szafki. W końcu to kule, więc o wypadek nietrudno.

 

 

 

 

 


Jeśli nad kuchenką mamy pochłaniacz, i jemu możemy nadać świąteczny wygląd. U nas od zawsze zdobi go bożonarodzeniowy wianek.

 


I tak oto powolutku robi się u nas świątecznie. Przyznam też, że po prostu się cieszę, bo na szafkach mam czyściutko. Nie czarujmy się, właśnie tam nie sprząta się często. Już w tym tygodniu nasze kolejne pomysły :-)

Aaa, jeszcze jedno, pewnie nikogo nie zdziwi, że niektórzy sąsiedzi patrzyli na nas cynicznie.
- A co wy tak wcześnie wyskakujecie z tymi dekoracjami? Przecież święta dopiero za dwa miesiące. - spytał ktoś.
"A co cię to obchodzi?" - cisnęło mi się na usta, ale odpowiedź była inna.
- Takie piękne dekoracje. Co? Nie podobają ci się? Nam bardzo. Masz chwilkę? Może nam pomożesz?
Na szczęście odpowiedź była negatywna :-)

Pozdrawiam Was serdecznie,

Dział: Nasze salony
Strona 1 z 2