niedziela, 07 czerwiec 2015 20:37

Jogging z aparatem

Po raz kolejny go zaliczyłam. Jogging z aparatem. Ostatecznie czego się nie robi tak dla figury, jak dla przyjemności. Odchudzanie trwa, a ja łączę kilka pasji; bieganie, fotografię i przemyślenie sobie tego i owego. A że dziś biegałam sama, na wszystko przyszła pora. Po prostu idealnie.

Miejsce na jogging było wprost wymarzone, droga nad rzeką, po obu stronach drzewa, więc upał nie doskwierał, a od wody bił przyjemny chłód. Do tego był względny spokój, wszyscy gdzieś się rozjechali, a ja przybiegłam nad rzekę. Całość zajęła mi łącznie godzinę i kwadransik, z czego pół godziny przypadło na jogging, drugie pół na walking, a reszta na fotki. Poniżej krótki raport, tym razem w formie galerii, z opisami. Klikamy pierwsze zdjęcie, a potem strzałki :-) Przyjemności.


Dziś joggingu nie będzie. Do biegania w deszczu musiałabym się zmusić. A że figura jeszcze nie taka, trochę ćwiczeń owszem. Tym razem na brzuch. Tak się zastanawiałam, czy w moim wieku można osiągnąć kaloryfer. Powiem Wam za jakiś czas.


Udanego poniedziałku, pozdrawiam,

sobota, 20 grudzień 2014 10:19

Odchudzajmy się bez błędów - Cz. II

Kilka dni temu ukazał się pierwszy artykuł o błędach w odchudzaniu, o TUTAJ. Myślę, ze miałyśmy wystarczająco dużo czasu, by ze wszystkim porządnie się oczytać i wprowadzić w życie. Dziś kolejna porcja wiadomości. Tym razem skupimy się na sprawach żywieniowych. Do dzieła :-)

Ano właśnie, jak już pisałam, często się odchudzamy, a waga stoi w miejscu, albo, o zgrozo, rośnie. Dlaczego? Może dziś znajdziemy powody. Zobaczmy.

Zbyt mało płynów
W ostatnim artykule pisaliśmy już o wybieraniu tuczących napoi, co oczywiście do pięknej figury nas nie zaprowadzi. Dziś powiemy sobie jeszcze, ile należy pić. Wiele źródeł i wielu mędrców podaje, że około 3 litrów płynów dziennie. Mniej nie i w większości nie więcej, choć spotkałam się i z opinią, że do 5 litrów nic się nie stanie. Osobiście uważam, że trzy - trzy i pół litra jest absolutnie w porządku. Warto przy tym pamiętać, że prawidłowa gospodarka wodna w naszym organizmie w 30 procentach odpowiada za przemianę materii, warto więc zająć się tematem. A pragnieniu już dziękujemy.


Jedzenie w biegu i najadanie się do sytości

Ach, nie ma czasu, jeszcze tyle do zrobienia, więc szybko, prędko, bułkę, kanapkę, batonika, banana, oczywiście bez popicia, bo wciąż ten pośpiech, a do tego jeszcze się oblejemy!!! Same nie wiemy, ile zjadłyśmy, poza tym, że o wiele za dużo. Na domiar złego nasz żołądek otrzymuje z mózgu sygnały "Stary, musisz się spieszyć, bo nie ma czasu", więc trawi jak wariat. Poza tym, że można się nieźle rozchorować, szybciej jesteśmy głodne.
I co? Znów się najadamy, na maxa, na zapas, do sytości albo przesycenia, a spirala otyłości się nakręca.
Postawmy na jedzenie w spokoju, które nie musi przecież trwać godzinami. 10 minut wystarczy. Powiedzmy sobie:
"Zjem jedną bułkę i spokojnie wypiję kawę" po czym wstańmy od stołu. Z lekkim takim poczuciem niedosytu. Gwarantuję Wam, że za pięć minut zniknie.

Równoważenie stresu jedzeniem
Dzieciak mnie wkurzył więc sięgam po dwa cukierki, a i cztery nie zaszkodzą. No tak to my nie schudniemy, szczególnie, jeśli mamy więcej dzieci, do których zalicza się i mąż, a z teściowej niezła jędza. Jeżeli już musimy coś zjeść, chwyćmy za niskokaloryczne owoce, warzywa, które lubimy albo za jednego cukierka, a nie od razu dziesięć. Naszą słodycz zjedzmy powoli, to się przy okazji uspokoimy, a i wyrzutów sumienia nie będzie, bo zgubne są również

Żelazne zakazy
Odchudzamy się, więc pod żadnym pozorem nie wolno nam jeść słodyczy. Niestety, często bywa tak, że jednak się skusimy, coś tam sobie uskubniemy i ... mamy fatalne wyrzuty sumienia. Często dieta bierze w łeb, bo skoro już zjadłyśmy kawałek czekolady, to nie ma sensu tego ciągnąć. A właśnie, że jest. Od kawałka czekolady jeszcze nikt otyłości się nie nabawił, a skoro już zjadłyśmy, to mamy motywację, by np. wybrać się na spacer szybszym krokiem.


Głodna na zakupy

Taaak, to stary motyw. Nie idziemy głodne na zakupy. To, że kupimy więcej odchudzi nie nas, tylko nasz portfel, a my jeszcze w sklepie zaspokoimy pierwszy głód. Ponownie zrobimy to w domu, bo przecież jesteśmy głodne, w dodatku żarcia nakupiłyśmy tyle, że lodówka się nie zamyka. A D rośnie :-(

Eliminacja któregoś z posiłków
Wielu nie przekonuje ta metoda i mnie również nie. Wszystkie posiłki są ważne tak dla naszego organizmu, jak dla nas i nasz mózg prędzej, czy później się o nie upomni. Albo wciągniemy coś w ukryciu, w pośpiechu i będziemy potem miały wyrzuty sumienia. Albo udamy się do lodówki w nocy, na pół śpiąco, bez pełnej kontroli i wtedy właśnie nasz organizm odbuduje braki, oczywiście z nawiązką (Na marginesie, nawet nie wiecie, jaką plagą jest nocne jedzenie!). Albo zabraknie nam sił, a sprawa skończy się w szpitalu. Lepiej więc jest jeść mniej, a częściej.

Rezygnacja z tłuszczy
Skoro i tak mam w sobie tyle tłuszczu, to na pewno nie będę go jeść. A to błąd. Nasz organizm potrzebuje wszystkich składników zdrowej diety, tłuszczy również. Warto też pamiętać, że często, nawet podświadomie zastępujemy je innymi składnikami, których automatycznie zjadamy więcej, a to prowadzi do zachwiania równowagi. To samo dzieje się, gdy w imię odchudzania całkowicie rezygnujemy w wszelkich cukrów, czy węglowodanów. 

 

Odchudzanie się na święta
W święta na pewno znów się obeżremy i utyjemy, więc przed nimi należy schudnąć, by się potem wyrównało. Śmiesznie brzmi, ale wiele osób tak właśnie myśli. I co? Ano wielka huśtawka dla naszego organizmu. Najpierw drakońska dieta, potem obżarstwo, a po nim znów drakońska dieta, bo utyłyśmy z nawiązką. Kto wie, czy to nie skończy się szpitalem, a w najlepszym razie nerwicą żołądka.
Co powiecie, by przygotować się mentalnie? Owszem, smakuje i pyszne jest, ale zjemy tylko kawałek. A drugi za godzinę. Wiecie, ile razy zapomnimy o tym drugim kawałku?

Zapominanie o przemianie materii
Rozmawiałam o tym ostatnio z lekarką.
- Nawet pani nie wie, - powiedziała - ilu ludzi idzie na dłuższe posiedzenie maksymalnie dwa razy w tygodniu. Nie mają czasu, albo moment nie ten, a potem to już zapomną. Poza możliwością trwałego zaparcia oraz naturalnym zatruwaniem organizmu po prostu się tyje.
Potrzebę, że tak ją nazwę, o wyższym stopniu zaangażowania załatwiamy co najmniej raz na dobę i wtedy jest ok. Jeśli przytrafi nam się dwa - trzy razy, dobra nasza, po prostu będziemy lżejsze. Jak pouczyła mnie pani doktor, po prostu należy dać sobie trochę czasu, a nie pędzić nie wiadomo za czym z pełnymi jelitami.

 

Za to teraz, bez pośpiechu i w opróżnionymi, mam nadzieję, jelitami powolutku, punkt po punkcie będziemy wprowadzać w życie powyższe punkty. Choć to właśnie ja jestem autorką tych mądrości ;-), sama mam pewne braki, nad którymi muszę popracować. A że w grupie raźniej, proponuję wykonać to zadanie wspólnie.

Pięknej soboty, pozdrawiam Was serdecznie,

poniedziałek, 22 czerwiec 2015 21:06

Dieta, od której chudnę

Nie jestem zwolenniczką diet. Jeżeli już, wyznaję zasadę "Jedz połowę" lub stosuję jedną dietę sprawdzoną od lat, jeszcze od czasów szkoły średniej. Jest to, przynajmniej jak na razie, jedyna, od której chudnę. Zobaczcie, oto ona :-) Dodam, że właśnie ją zaczynam.

Dieta nazywa się "Cztery kilogramy w cztery dni". Przyznam, że nigdy aż tyle nie wytrzymałam. Najwyżej trzy dni. Po prostu, po tym czasie mój organizm słabnie i muszę wrócić do normalnego odżywiania. Po kilku dniach przerwy wracam do niej i znów wytrzymuję tylko 2-3 dni. Tak, czy siak, przy stosowaniu tej diety chudnę i gorąco ją Wam polecam.

"Cztery kilogramy w cztery dni"

Dieta polega na przyjmowaniu wielu prostych posiłków w dwugodzinnych odstępach czasowych. Zanim zaczniemy, najpierw się przygotujmy. Warto w przeddzień rozpoczęcia diety mniej jeść i więcej pić, uważać na cukier i ograniczyć sól. Dobrze jest, jeśli odrobinę skurczy nam się żołądek.


A teraz o samej diecie. Gdy ją stosuję, pierwszego dnia zawsze jestem głodna i mam apetyt na coś innego, cokolwiek. Zakazany owoc, ha, ha ... Tu jednak wyznaję zasadę, że jeden dzień wytrzymam. Jeśli potrafię to ja, nienajmłodsza już mama Trojaczków, potraficie i Wy :-) Następnego dnia głód i wszelkie apetyty znikają, znika więc i problem. Pamiętajmy, przygotowując składniki diety nie kupujemy produktów modyfikowanych, np. niskotłuszczowych.

Jemy CO DWIE GODZINY następujące posiłki:

herbata (zaraz po wstaniu)

dwa średnie jajka, gotowane, smażone lub sadzone na niewielkiej ilości oleju (ja nie przełknę ich bez odrobinki soli)

100 g szynki

100 g żółtego sera

300 ml jogurtu (uważamy na cukier)

dwa jabłka

dwa pomidory

puszka tuńczyka w sosie własnym

Możemy bez ograniczeń pić wodę niegazowaną, kawę i herbaty, byle bez cukru. Jeśli ktoś nie może żyć bez węglowodanów, jeden z wcześniejszych posiłków można zastąpić kawałkiem chleba, małą bułeczkę, czy miseczkę makaronu, najważniejsze, by bez dodatków i by zachować dwugodzinny rytm. I nie czarujmy się, przyjmując węglowodany schudniemy mniej. Ja węglowodany na razie odstawiam.

ŻYCZĘ POWODZENIA, WAM I SOBIE :-)

Pozdrawiam,

poniedziałek, 01 grudzień 2014 18:46

Odchudzajmy się bez błędów - Cz. I

Wiele z nas często się odchudza i … nie chudniemy. W czym tkwi błąd? Przez kilka ładnych lat nazbierałyśmy sporo doświadczeń i pora zrobić z nich użytek. Popatrzmy na nasze błędy w dążeniu do pięknej figury. Sporo się tego nazbierało, więc dziś część pierwsza.

Ano właśnie, by prawidłowo się odchudzać, trzeba najpierw wiedzieć, czego nie robić. Po co mamy po raz kolejny zaliczyć wpadki, które inni mają już za sobą, wykorzystajmy to. Siedziałam, myślałam, wspominałam i jak wszystko spisałam, postanowiłam podzielić błędy w odchudzaniu na części. Dziś pierwsza z nich. Poczytajmy spokojnie i zobaczmy, co szwankuje u nas. Wiecie co? Jesteśmy szczęściarami, bo tych błędów już nie popełnimy.

Uwaga, zaczynamy :-)

Oszukiwanie samych siebie
Nie zdarzało nam się tygodniami, ba, miesiącami nawet opowiadać, że właśnie się odchudzamy? Niestety, nic w tym kierunku nie zrobiłyśmy, więc nie ma się czemu dziwić, że waga nie spadła, a bywało nawet, że wzrosła. Jeśli się odchudzamy, zastanówmy się jak i realizujmy nasze postanowienia. Jeśli nic nie robimy, skończmy oszukiwać same siebie.


Przeładowany plan odchudzania

Ach, czego to my nie zrobimy. Będziemy się zdrowo odżywiać, biegać, pływać, ćwiczyć, codziennie zrobimy sobie piękny makijaż i uczeszemy włosy jak do filmu. Bardzo fajnie, kto ma na to wszystko czas, temu wszystkie zazdrościmy, ale my nie mamy, więc potem głupio będzie stwierdzić, że ponad połowy naszego planu nie wykonałyśmy, w związku z czym jesteśmy do bani. Powiedzmy sobie krótko i zwięźle, trzy razy w tygodniu biegam, na kolację jem jedną kromkę chleba, nie piję soków i niezdrowych napojów, codziennie nakładam lekki makijaż. Kropka, nic więcej.

Wymówki i dyspensy
Ach ileż to razy słyszałyśmy, że ktoś się wprawdzie odchudza, ale dziś ma dyspensę, bo są urodziny cioci. Albo ktoś pokłócił się z mężem i musi zjeść całą tabliczkę czekolady. Ile razy same tak zrobiłyśmy? Hmmm … Nie zapominajmy, taka huśtawka jest dla naszego organizmu najgorsza i działając w ten sposób na pewno nie schudniemy. U cioci na urodzinach można sobie troszkę zjeść, ale może tak w myśl zasady: ŻP, a po kłótni z mężem wystarczy rządek z tabliczki czekolady.


Chęć szybkiego schudnięcia

To najgorsza pułapka, która sprawi, że wiele z nas w efekcie utyje. Nasz organizm, nieprzyzwyczajony do nowej, niskiej wagi będzie dążył do odzyskania starej. Zaczną się apetyty, ochoty na cukiereczka, kawałek szynki wykradziony cichaczem z lodówki, może nawet popadniemy w nałóg nocnego jedzenia, a waga bezlitośnie pokaże nam więcej, niż miałyśmy przed odchudzaniem. I właśnie dlatego odchudzanie na letnie wakacje zaczynamy już teraz.

Dieta cud
Już niejednokrotnie czytałyśmy i doświadczyłyśmy, że diet cudów nie ma. Nawet, jeśli schudniemy, po zakończeniu diety różnie może być. W dodatku, jeśli dieta jest monotonna, np. dieta ryżowa – ryż do każdego posiłku, mamy spore problemy z jaj przestrzeganiem. Ja osobiście stosuję od czasu do czasu tylko jedną dietę, ale o tym za parę dni.

Wybór złych napojów
Że przy odchudzaniu należy dużo pić to nic nowego. Sęk w tym, że często sięgamy po napoje z dużą zawartością cukru. Należą do nich nawet naturalne soki, bogate we fruktozę. A w co nasza wątroba przerobi cukry? W tłuszcz. Warto więc pić dużo wody, kawy i herbaty bez dodatków i w ilościach umiarkowanych, a soki, które sama bardzo lubię rozcieńczać.


Wiara w super środki

Wiele z nas stosowało różnego rodzaju preparaty typu slim fast. Albo zastępują one posiłek, albo mają za zadanie wspieranie odchudzania. W obu przypadkach dużo lepiej jest po prostu zmodyfikować naszą dietę, a cudowne i pełne chemii środki pozostawić na półce w aptece.

Wmawianie sobie złego
Siedząc spoglądamy na swoje uda i myślimy: „Boże, ale jestem gruba.”, „Przecież ja nigdy nie schudnę.”, „Jeszcze nigdy tak fatalnie nie wyglądałam.” Wiele mówi się o potędze podświadomości. Jeśli faktycznie uwierzymy w te stwierdzenia, trudniej będzie osiągnąć cel. Nie trzeba się okłamywać mówiąc, że wyglądamy jak top modelka. Za to warto popatrzeć na swoje przysadziste uda i szepnąć:
„Pożegnania nastał czas :-)”


I właśnie tym optymistycznym akcentem zakończymy pierwszą część naszych odchudzaniowych błędów. Kolejne już przygotowuję i dziwie się, ze aż tyle tego. Ale, nie wszystko na raz, co za dużo, to niezdrowo.

Co powiecie na krótką gimnastykę dla rozrywki?

Pozdrawiam serdecznie,

poniedziałek, 01 grudzień 2014 10:32

Początek nowego życia

Popatrzcie tylko, jaki fantastyczny dziś dzień. Początek tygodnia, początek miesiąca i początek adwentu. A jednocześnie ostatni miesiąc w roku. Nie sądzicie, że to idealny dzień, by zmienić swoje życie, zacząć wreszcie poważniej myśleć o sobie? Koniec siedzenia, koniec myślenia. Zaczynamy :-)

Zamiast bezproduktywnego ruszania mózgiem, ruszmy nim teraz produktywnie. I ciałem również.
STOP MENELSTWU! (Hania, trafiłaś w sedno) KONIEC NADWAGI :-)
Nasza figura, uroda, a przede wszystkim nasza samoakceptacja też się liczy. Kto chce pięknie wyglądać na Święta Bożego Narodzenia? Kto chce wspaniale czuć się na Sylwestra i ze szczęściem w sercu wkroczyć w Nowy Rok 2015?

Zaczynamy nowe życie.

Zdecydujcie, numerologia nie kłamie, suma cyfr roku 2015 to 8. Położona ósemka oznacza nieskończoność, a warto być nieskończenie szczęśliwą.


Mamy na to miesiąc czasu, a to bardzo dużo. I damy radę, dopniemy swego. Jeśli potrafię to ja, nienajmłodsza już mama Trojaczków, potraficie i Wy.

Do tego mam propozycję. Wy zrobicie teraz coś dla siebie, choćby małą rzecz, inną fryzurę, pięć minut w fotelu, choć chata woła Was od przedwczoraj, telefon do przyjaciółki, albo zajrzenie TUTAJ, by się trochę pośmiać, a ja tymczasem napiszę artykuł o błędach w odchudzaniu. Sama mam kilka za sobą, plus jeszcze parę rozmów ze specjalistami i tym, co wiem chętnie się podzielę. O tym, co robimy źle, poczytamy sobie jeszcze dziś.

Do za jakiś czas, pozdrawiam,

niedziela, 16 listopad 2014 22:16

Jogging wzbogacony o ćwiczenia

Dla dbających o figurę i kondycję jogging to fajna sprawa. Wielu uważa też, że warto poprzeplatać bieganie odrobiną gimnastyki. Zgadzam się i bardzo chętnie to robię w dużym poszanowaniu mając, co pomyślą sobie ludzie widzący moje wygibasy. A te gorąco Wam polecam. Człowiek wraca potem dużo bardziej odprężony.

Taaak, dużo bardziej, a i figurze ćwiczenia tylko pomogą. Przy ładnej pogodzie, gdy idziemy na jogging, zdecydowanie warto trochę poćwiczyć. I to nawet, jeśli ktoś nas widzi. W końcu nic nas to. A jak pogoda nie dopisze, można poruszać się w domu, choćby jako przerywnik.

Dziś przedstawiam Wam dwa ćwiczenia, które podczas joggingu często wykonuję plus jeszcze coś na rozluźnienie mięśni.

Moje pierwsze, często wykonywane ćwiczenie to znane wszystkim przysiady, u mnie trochę skorygowane. Stajemy w lekkim rozkroku, takim na szerokość miednicy, leciutko uginamy nogi w kolanach i szukamy dobrego kontaktu z podłożem. Stać trzeba pewnie, prosto, wygodnie, tak, by czuć dobry kontakt z ziemią. Następnie ściągamy łopatki, wciągamy brzuch i tak zaciskamy mięśnie pośladków, by schowana tam moneta (np. 5 złotych) nie wypadła.

 

Teraz robimy 10 kontrolowanych przysiadów. Nie kucamy, zatrzymujemy się mniej więcej w połowie i pozostajemy tak na kilka sekund, po czym wracamy do pozycji stojącej, pozostawiając nogi leciutko ugięte w kolanach. I kolejny przysiad i jeszcze jeden. Nie zapominamy o równomiernym oddychaniu, schodząc w dół wdech, przy podchodzeniu w górę wydech. Przy takim wysiłku nasze mięśnie potrzebują tlenu. Bolą nas już uda, a pośladki pewnie drżą, więc możemy je pomasować, plus jeszcze zacisnąć zęby i pomyśleć o ładnej figurze. 


Wytrzymajmy, damy radę, a potem zaraz rozluźniamy mięśnie. Wykonujemy kilka lekkich podskoków na zasadzie prawe biodro do przodu, ręce w prawo, lewe biodro do przodu, ręce w lewo.


Teraz kolejne ćwiczenie, rozciągające i ujędrniające uda. Lewą nogą wykonujemy krok do przodu.

 

Lewą nogę uginamy w kolanie. Ważne, by kąt ugięcia wynosił około 90 stopni. Tu jest za mały, więc poprawiamy.


O, mniej więcej tak.

 

Ważne też by prawa noga było leciutko ugięta. Teraz zginamy prawą nogę w kolanie i zatrzymujemy tuż nad ziemią, po czym prawie prostujemy. Ćwiczenie powtarzamy 10 razy i zmieniamy nogę.


Kto chce, może zafundować sobie wyższy stopień zaawansowania i uginaną nogą wykonywać tuż nad ziemię niewielkie, kontrolowane ruchy w dół i w górę. Po chwili będzie boleć, ale to nic. To znak, że żyjemy i wszystko z nami w porządku :-)

Teraz pora na rozluźnienie, podskoki z lekkimi skrętami bioder i naprzemiennymi wymachami rąk, lewe biodro z przodu, prawa ręka w górze.


Tak, teraz można sobie dalej pobiegać. Aaa, jeszcze pytanie. Jak Wam się podobają zdjęcia. Pstrykała jedna z moich córeczek, oczywiście na JOGGINGU W TOWARZYSTWIE :-)

Miłego joggingu, pozdrawiam,

czwartek, 13 listopad 2014 07:27

Ćwiczymy

Ile razy zaczynaliśmy już odchudzanie? Każdy sam to wie. Teraz znów zaczęliśmy i znowu to samo. Tak nam się nie chce ruszyć i tak nam się chce jeść. Nie, Ludzie Kochani, nie. To my jesteśmy silniejsi, a nie lenistwo i zachcianki. Zdecydowałam. Idę poćwiczyć aerobic.

Co prawda nie tak, jak na zdjęciu. Za oknem szaro, mokro, brzydko, więc na jooging się nie wybiorę. Szkoda.

 

Ale aerobic jak najbardziej. Pół godzinki i potem hula hoop. Dokładnie tak, jak TUTAJ. Następnym razem poćwiczę, gdy nasze Trojaczki będą w domu i pokażę Wam moje ćwiczenia na tarkę na brzuszku. Nawet nie wiedziałam, że takową mam, ale jedna z Trojaczek złapała ją na zdjęciu, a przyjaciółka wypatrzyła.

 


Zaskakujące, bo ćwiczenia to nic specjalnego. Działąją u mnie, może zadziałąją i u Was, a na przyszłą wiosnę figura będzie jak marzenie.
A teraz pa, pa, idę ćwiczyć.

Pozdrawiam serdecznie,

piątek, 07 listopad 2014 09:58

Pierwszy krok do figury

Najważniejsze, to zacząć. Nie siedzieć i myśleć, kiedy i jak. Po prostu to robić, tu i teraz. Co to będzie, każdy sam może zadecydować. Wystarczy choćby dziesięć przysiadów, a po nich szklanka wody mineralnej. Z czasem sami utworzymy sobie naszą drogę do sukcesu :-)

SUPER!!! Początek zaliczony. Kto tylko siedzi i czyta, proszę, niech wstanie, otworzy okno, wykona kilka kontrolowanych skłonów albo przysiadów, a potem wypije szklankę wody mineralnej. Dopiero teraz możemy powiedzieć, że zaczęliśmy. Spokojnie, małymi kroczkami. Nie trzeba od razu wykonywać godzinnego bloku ćwiczeń, szczególnie, jeśli od dawna niewiele się ruszamy.

Co do rozruszania, mam dla Was fantastyczną propozycję, wypróbowaną wielokrotnie metodę dość szybko redukującą fałdy na brzuchu, grubą pupę i uda. Teraz sama, również w ten sposób chcę schudnąć, lepiej się poczuć. A że czasami lubię kręcić, polecam Wam hula hoop. Wcale nie musi być multi wypasione, z masażem, albo kulkami. Wystarczy najprostsze, takie za kilka złotych.
Do tego ćwiczenia nawet nie trzeba się specjalnie przygotowywać, przebierać. Wystarczy po prostu wstać i kręcić hula hoop pięć minut, jeśli da się dwa razy dziennie, to marzenie. Ważne, by wiedzieć, jak i właśnie to chcę Wam teraz przekazać.


Stajemy na dywanie w lekkim rozkroku. Dobrze jest zdjąć obuwie i najpierw znaleźć wygodną dla nas pozycję. Stopy muszą pewnie trzymać się podłoża, tak, jakby się z nim połączyły. Teraz trochę filozofii z jogi Czujmy się tak, jakbyśmy my i Ziemia byli jednym. Może na początek to śmieszne, jednak zapewniam Was, prawidłowa podstawa - podłoże i stopy - zapewnia prawidłowe wykonanie ćwiczenia.


Już kręcąc zaczynamy od góry. Patrzymy przed siebie, głowę trzymamy prosto, tak, jakby przyczepiono do niej wstążkę ciągnącą nas w górę, a ramiona opuszczamy w dół.


Pokręćmy tak chwilę i przejdźmy do kolejnego kroku. Teraz ściągamy łopatki lekko wypinamy biust. 
UWAGA!!! Nie wypinamy przy tym pupy, może to zaszkodzić lędźwiowej części naszego kręgosłupa.


Ooo, hula hoop mi spadło. Uśmiech na usta i kręcimy dalej.


Teraz kolej na brzuszek. Jak się domyślacie, wciągamy go. Próbujcie na tyle mocno, na ile się tylko da, to najbardziej pomaga w zrzuceniu niechcianych tu fałdek. Kto nie daje rady, spokojnie, na początek i leciutkie wciągnięcie wystarczy.


Schodzimy piętro niżej. Pośladki zaciskamy tak, jakbyśmy ukrywały między nimi pięciozłotową monetę, która za nic na świecie nie może wypaść. To spowoduje, że miednica przesunie się trochę do przodu, co ochroni nasz kręgosłup. Nogi lekko uginamy w kolanach i napinamy mięśnie ud. Czujecie, jak powoli schodzi Wam stąd tłuszcz? Cały czas pamiętamy o stabilnej pozycji dla stóp i ... kręcimy. Teraz rozciągamy nasze ciało. Stopy wciskamy w ziemię tak, jakbyśmy chcieli ją odpychać, a głowę siągniemy w górę, jakbyśmy chcieli dosięgnąć nieba. Cały czas regularnie i głęboko oddychamy. Tlen to jak paliwo dla naszych mięśni.

Dłuży się, wiem, wiem, mi też się dłuży.


Zaczynamy się lekko męczyć? 


I bardzo dobrze. To oznacza, że idziemy właściwą drogą. Jeszcze dwie minutki i koniec ćwiczenia. Przyznam jednak, że uwielbiam to uczucie satysfakcji, gdy zamiast pięciu minut kręcę siedem. I jeszcze uczucie przetrenowanego całego ciała, bo właściwe kręcenie hula hoop to właśnie oznacza.
No dobrze, koniec, teraz wypijamy szklankę wody mineralnej. Nie coli, nie soku, nie napoju, czy nektaru, te mają w sobie tony cukru, który od razu przrodzi się w tłuszcz i odłoży, oczywiście na brzuchu albo pupie. Koniecznie sięgamy po wodę mineralną.

Daliśmy radę, pierwszy mały sukces na drodze do pięknej figury mamy już na naszym koncie. Jak się czujecie? Ja fantastycznie. Dziś proponuję jeszcze raz trochę pokręcić ;-) Lubię się odchudzać.

Aaa, jeszcze jedno, autorką zdjęć jest jedna z moich Córeczek. Wiem, wiem, musimy w tej kwestii jeszcze trochę poćwiczyć, tak Trojaczki, jak i ich mama. Uważam jednak, że jesteśmy na dobrej drodze :-)

Pozdrawiam,

niedziela, 02 listopad 2014 20:32

Jogging w towarzystwie

Lubię się odchudzać. Tak, właśnie tak :-) To ważne, by to, co robimy sprawiało nam przyjemność, więc się staram. Jogging uprawiam regularnie, w dodatku nie sama. Zawsze towarzyszy mi jedna z moich córeczek. I tak sobie przemierzamy okolicę, dziecko na rowerze, a ja na nogach. Rewelacja :-)

Konsekwencja, bez niej ciężko wypracować ładną figurę, a nadwaga za choinkę jasną nie chce nas opuścić. Ale że z tą konsekwencją różnie bywa, wplotłam moje odchudzanie w nasz styl życia. I tak, jeśli tylko się da, na jogging startuję z naszymi Trojaczkami, a konkretnie z jedną Trojaczką. Ja sobie biegnę, a córcia jedzie obok mnie na rowerze. Ludzie kochani, czy Wy wiecie, jaka to radość spędzać czas tylko z jednym dzieckiem. Mogłabym tak biec godzinami.

 

Moich Córeczek na zdjęciach nie ma, bo to właśnie one je robią. Takie, gdy sobie biegnę,


a potem takie artystyczne, uchwycone w powietrzu.

Fotka zrobiona dzisiaj, dnia 2 listopad 2014. Cieplutko, słonecznie, nie można sobie nie pobiegać :-)Fotka zrobiona dzisiaj, dnia 2 listopad 2014. Cieplutko, słonecznie, nie można sobie nie pobiegać :-)


A na koniec zawsze docieramy do toru treningowego, które dzieci z naszej wsi stworzyły sobie z kamieni do różnych zabaw. Ach, Trojaczki szaleją, a ja mogę odsapnąć. Wiecie, wiek robi swoje ;-)

 

 


Hej, posiadacze fałdek, małych i większych, a co Wy powiecie na pobieganie sobie w towarzystwie dzieci? My możemy tylko polecić :-) Nasze Trojaczki dopytują codziennie, kiedy znów wybieramy się na jogging. Od dawna nie miałam takiej motywacji :-)

Pozdrawiam,

niedziela, 26 październik 2014 18:20

Koniec z nadwagą

Pewnie nie jestem jedyną osobą, która dość ma swojej nadwagi. Nawet lekkiej, kilku przeklętych kilogramów. I dojrzałam. Jeśli tylko będę siedzieć i nie lubić, nic się nie zmieni. Więc przeszłam do czynów. Pierwsze, małe efekty już są :-)

Powiem szczerze, szlag mnie trafił, że tak się dałam temu przeklętemu efektowi jo-jo. A że od siedzenia i rozważania nic się nie zmieni, zdecydowałam. Dość.

DOŚĆ. BASTA. FINITO. ENDE. KONIEC!

Pierwsze kroki dla ładnej figury już podjęte. Lubię jogging, więc zaczęłam biegać.

 


Ze spokojem, bo po kilku miesiącach lenistwa kondycja już nie ta, co kiedyś, ale byle do przodu. Od przyszłego tygodnia jogging na stałe wejdzie w mój plan, a jeśli będzie padać, pobiegam sobie po schodach. Na razie działam raptem od trzech tygodni, a jedne z za małych spodni już mogę dopiąć w pasie. Cieszę się, bo nie wysilałam się jakoś szczególnie. To chyba bardziej efekt psychologiczny. Skoro już się wysiliłam i sobie pobiegałam, to szkoda wrzucić w siebie wielką kolację. Co tam, z radości, że coś robię nawet trochę jeść mi się odechciało. 

KOCHANI, NAJWAŻNIEJSZE TO SIĘ ZMOBILIZOWAĆ.

A MOŻE KTOŚ BY DO MNIE DOŁĄCZYŁ. W GRUPIE ZAWSZE RAŹNIEJ :-)

Jogging nie jest jedyną drogą do sukcesu. Moje kolejne aktywności, takie, które działają już za kilka dni :-)

Pozdrawiam,

Strona 1 z 2