wtorek, 12 maj 2015 13:16

MULTI Program odchudzania

Odchudzanie z sukcesem, bez efektu jo - jo to nie tylko dieta i gimnastyka. To pojęcie dużo szersze, dotyczące całego naszego życia. Zgrabna, wysportowana figura i śliczna, uśmiechnięta buzia to jeden z efektów wielu naszych działań. I właśnie od nich dziś zaczynamy.

Każdy, kto czyta ten artykuł chce zmienić u siebie coś na lepsze, lepiej się poczuć, schudnąć, a ja z tych samych powodów go piszę. Dla tych, którzy jeszcze nie czytali podpowiem, że zanim przejdziemy dalej, warto zajrzeć do artykułu Marudom dziękujemy. Wtedy zobaczymy, czy jesteśmy na właściwym miejscu i czego naprawdę należy się wystrzegać. 

Teraz przejdźmy do programu

Odchudzałam się wiele razy i przyznam, że prawie zawsze dopadał mnie efekt jo - jo. Jednak ostatnio, a było to już trzy lata temu, waga spadła i nie wzrastała. Dodam też, że nic szczególnego w kierunku odchudzania nie robiłam. Zaczęłam dopiero, gdy dotarło do mnie, o co w tym wszystkim chodzi. Przyznam, że przez ostatnią zimę nieco się zaniedbałam. Jakoś katastrofalnie to nie, jednak nie wyglądam już tak, jak przed rokiem, nie tylko zewnętrznie. I postanowiłam. Pora wrócić do normalnego stanu, do zmotywowanego życia, energii, radości, rozmiaru 36, w porywach małego 38. A skoro mam już moją multilady.pl - spełnione marzenie, zrobię to właśnie tutaj. Wszyscy możemy zmienić coś na lepsze. Wspólnie, z radością i łatwością :-)

 

Zadowolenie z samej siebie to również szczupła figura. Ale nie tylko. To wiele powiązanych ze sobą elementów. Często jeden, który zaniedbamy popsuje nam całość i nasz wysiłek pójdzie na marne. A ja wolę osiągnąć sukces, z wysiłkiem może być, jak najbardziej, ale sensownym.

Moja recepta na sukces składa się z następujących elementów:

  1. Zdrowie
  2. Własne nastawienie
  3. Prawidłowe odżywianie
  4. Przemiana materii
  5. Oczyszczanie organizmu
  6. Ruch i gimnastyka
  7. Pielęgnacja i zadbanie
  8. Redukcja stresu
  9. Wypoczynek
  10. Odpowiednie otoczenie
  11. Codzienne małe sukcesy
  12. Poczucie satysfakcji

To dwanaście dość ogólnych, ale jasnych punktów, dzięki którym wszystko się zmieniło. Z naciskiem dodam, że bez większego wysiłku i podkreślę, że jest to możliwe również u Was, przecież każdego dnia mamy do czynienia ze wszystkim, co wymieniłam. Jak myślicie, które z powyższych dwunastu punktów mają największe znaczenie w drodze do zadowolenia, również z własnej sylwetki? Na pewno zdrowie. A poza nim? Wiem, ale teraz nie powiem. Zobaczcie, co u Was najbardziej szwankuje, a ja siadam do następnego artykułu, a potem do kolejnego. Każdy będzie dotyczyć któregoś z elementów i w każdym napiszę Wam o swoich aktualnych działaniach, planach, sukcesach i wpadkach. Tak, o wpadkach też. Wszyscy jesteśmy ludźmi :-)

Pomyślcie, co u Was najbardziej szwankuje i czy macie pomysł, by temu zapobiec, zmienić. A ja opowiem Wam o moich małych osiągnięciach.

Wczoraj dałam radę trochę poćwiczyć. Nic wielkiego, od kilku miesięcy mało się ruszałam, więc "Skalpel" z Ewą Chodakowską nie wchodzi na razie w grę. Ale były kontrolowane podskoki, skłony, ćwiczenia na uda, przysiady i trochę rozciągania. Nawet nie kwadrans, a jednak, pierwsze koty za płoty. Gimnastyka dodała mi takiego kopa, że jedzenie samo się zredukowało. Mała kolacyjka, bo na więcej nie miałam ochoty. Fajnie. A do tego wszystkiego dochodzi jeden mały sukces. Skończyłam porządkowanie ogrodu, a walka ze ślimakami, o której też napisałam artykuł wygląda całkiem, całkiem. Mam z czego się cieszyć.

Dziś zakładam, że mój apetyt nie wzrośnie. W planach mam dłuższe ćwiczenie, jakieś pół godzinki, sporo robót domowych i zajęcia różne z naszymi Trojaczkami. Trzymajcie kciuki za mnie, a ja trzymam za Was.

A kolejny artykuł na temat dla nas niezwykle ważny jest TUTAJ. Zajrzyjcie koniecznie.

Pozdrawiam,

środa, 21 styczeń 2015 10:00

Vive la France - Beziers - bywało lepiej

Świat jest piękny, to nie ulega wątpliwości. Niestety, czasami tylko z wierzchu, podczas gdy wnętrze sprawia nam spory zawód. Dziś opowieść o miejscowości, którą wstępnie oceniałam jako top, okazała się jednak multi flopem. A szkoda, bo z zewnątrz reprezentowała się wspaniale.

Beziers, stare, francuskie miasteczko, położone w południowej Langwedocji, niedaleko wybrzeża, które znaleźliśmy w przewodnikach, zaznaczone, jako warte zobaczenia. Pierwsze wrażenie, kiedy to, jadąc na wycieczkę i przejeżdżając akurat koło Beziers, z samochodu zobaczyliśmy starówkę, potwierdziło wyczytane opinie. Sami zobaczcie, przecież to piękno samo w sobie.


Już wyobrażałam sobie, jak przechadzamy się po wielowiekowych uliczkach i wsłuchujemy w echa głosów, które rozbrzmiewały tu przed setkami lat. Bywając we Francji, czy w innych krajach basenu Morza Śródziemnego po prostu zakochałam się w takich miejscach. Za parę dni pojechaliśmy. Wszystko było super do momentu, gdy wjechaliśmy na starówkę, która jednocześnie powinna nosić nazwę brudnówka i ciasnówka. Nawet pstrykać mi się nie chciało. Na domiar złego centrum miasta jest fatalnie oznakowane i kiepsko zorganizowane, żeby gdzieś zaparkować trzeba mieć wiele szczęścia, a odnalezienie drogi do parkingu podziemnego, wtedy i tak całkowicie zapełnionego, graniczy z cudem. Gdy w końcu znaleźliśmy wolne miejsce parkingowe, poszliśmy zwiedzać. Zapowiadało się nienajgorzej, piękna bazylika ...


 ... i w miarę miły plac, ozdobiony małymi fontannami.


I komunikat moich Trojaczków.
- Mamuś, muszę siusiu.
- Ja też.
- Ja też.
- OK, szukamy toalety.
A tej oczywiście ani widu ani słychu, choć to centrum miasta. W końcu JEST! Znalazłam odpowiednie szyldy przy schodach do garażu podziemnego. Schodzimy i schodzimy, sceneria coraz bardziej przypominała taką z horroru, a toalety brak, więc, z lekkim poczuciem strachu w sercu wróciłyśmy na powierzchnię.
Po chwili wypatrzyliśmy małą kafejkę. Weszłyśmy.
- Bonjure madame. Excuse-moi, toilettes? – spytałam łamanym francuskim.
Pani przyglądała mi się niezadowolona i odpowiedziała coś, również po francusku.
- Excuse-moi, madame, no France.
Pani wysiliła się i łamanym angielskim wyjaśniła, że toaleta tylko dla klientów. Dobrze, bardzo chętnie wypijemy u niej kawę. Tylko najpierw musimy zrobić siusiu, a potem poszukać mojego Bossa. Wyjaśniłam i … uzyskałam pozwolenie na udanie się do WC.
Po załatwieniu sprawy pani, choć wiedziała, że nic po francusku nie rozumiemy, uparcie coś do mnie mówiła. No ty bezmózgu w multi wydaniu, pomyślałam sobie i zapragnęłam w spokoju poszukać mojej drugiej połowy.
- Moment, madame, moment. My husband … - tu wskazałam na plac i budynki.
I wyszłyśmy. Mojego Bossa znalazłam w bazylice zlokalizowanej zaraz obok, którą przy okazji od razu sobie zwiedziliśmy.


Piękna, prawda? I jeszcze organy.


Po spokojnym obejściu pragnęliśmy już tylko kawy. Gdy tylko wyszliśmy, pani z kafejki natychmiast wycelowała we mnie swój chudy palec i darła się po francusku na cały plac. Stanęliśmy jak wryci, a miny całej naszej piątki jasno pokazywały multi zaskoczenie.
- Tak się nie robi. - babsko darło się dalej, tym razem po angielsku. – Pani obiecała zamówić u mnie kawę, a co pani zrobiła? Skorzystała z mojej toalety i bezczelnie uciekła. A ja mam przecież koszty!
Próbowaliśmy wyjaśnić, że nie uciekliśmy, tylko byliśmy w bazylice. W końcu mówiłam, że moment. Ale za cholerę, babsko nie dopuściło nas do głosu, tylko dalej ochrzaniało jak święty Michał diabła. Mój Boss, kompletnie zrezygnowany chciał jej zapłacić za toaletę. Ale nigdy w życiu, babsko uniosło się honorem. A ja złością.
- Za nic na świecie nie wypijemy u pani kawy. – oświadczyłam.
- I dobrze, bo i tak nie macie do mnie wstępu. – odkrzyknęła.
- A widzi pani, przynajmniej w jednym jesteśmy zgodne.

Odwróciłam się jeszcze, by sfotografować kafejkę.


Uwaga, jakby zdarzyło Wam się odwiedzić Beziers i zapragnęlibyście wypić kawę właśnie tu, dobrze byłoby znać francuski. Kto wie, jaki pani będzie mieć humor i który język wzbierze, by z Wami pokonwersować. I może od razu zapytajcie o reguły panujące w kafejce, by potem uniknąć rozczarowania. Dla nas, obcokrajowców i turystów zwiedzających, było nie było, najbardziej turystyczną część miasteczka takie zachowanie było szokiem.

Po całym tym multi niemiłym incydencie odechciało nam się Beziers. Wypiliśmy kawę u konkurencji, niestety, brzydkiej i brudnawej konkurencji, więc zdjęć nie będzie i pojechaliśmy do domu.

Wiele mówi się o tym, jacy to aroganccy są Francuzi. Nie wierzę w takie ogólnikowe opinię i jeżdżę do Francji od lat, w dodatku multi chętnie. Nigdy, z ręką na sercu, nigdy nie spotkała mnie ze strony żadnego Francuza jakakolwiek nieuprzejmość. Wręcz przeciwnie, zawsze byli mili, pomocni i uczynni, nawet, gdy rozmawiałam z nimi po niemiecku.  Pani okazała się wyjątkiem potwierdzającym regułę, pierwszym, jaki w życiu spotkałam. Cóż, po prostu mieliśmy multi pecha. Może ktoś z Was odkryje Beziers od lepszej strony, będę wtedy wdzięczna za krótką opowieść.

A na zakończenie, Beziers? Nie, dziękuję. Za to zacisze mojego domu, którym właśnie lubuję się siedząc w nim, UWAGA!!! zupełnie sama, aaa TAK!!! To jak najbardziej.

Pozdrawiam,

wtorek, 13 styczeń 2015 07:51

Do zobaczenia w listopadzie

Święta, święta i po świętach. W Nowym Roku 2015 też już się zadomowiliśmy, więc czas na małe zmiany. W styczniu wielu z nas bardzo lubi oddekorować dom. Pochować wszystkie świąteczne ozdoby, wyłączyć światełka i spokojnie cieszyć się zimą.

Zimą, której w tym roku znów nie ma, niestety, ale nie w tym rzecz. 

U nas po świętach pozostały cudne wspomnienia, bo właśnie w zeszły weekend oddekorowałyśmy każde pomieszczenie. Lubię to uczucie, gdy znika choinka, wszystkie ozdoby, nawet oświetlenie, które jeszcze wczoraj wnosiło tak pięny nastrój. Drzewko, jeszcze przed chwilą ustrojone,


stoi łyse i trochę okurzone, by jeszcze tego samego dnia w ogóle zniknąć z domu.


Wszystkie dekoracje trafiają do kartonów, które z radością ustawiam w piwnicy.


Do zobaczenia w listopadzie, wtedy znów będziemy stroić dom na Boże Narodzenie. A teraz posprzątamy, wywietrzymy ostatnie świąteczne zapachy i rozejrzymy się wokół. Ależ miejsca się zrobiło, przestrzeni. Jakoś tak jest, że po Nowym Roku świąteczne dekoracje źle na mnie działają, przytłaczają mnie. Ich wielką zaletą jest radość, którą przynoszą ze sobą, gdy je wyciągamy i druga radość, gdy je chowamy. Ależ multi-funkcjonalność, a kto nie lubi się cieszyć?

Życzę Wam udanego dnia.

Pozdrawiam serdecznie,

Dział: Nasze salony
środa, 28 październik 2015 10:10

Pierwsze święta w górach

Marzenia! Piękna rzecz, szczególnie, gdy je spełniamy. Pytanie brzmi, co następuje potem. Jedną z możliwości przedstawiają "Pierwsze święta w górach", historia, która tak mnie powaliła, że z przyjemnością ją tutaj zamieszczam. Oby i Was rozbawiła. To taki codzienny zastrzyk dobrego humoru :-) Zapraszam serdecznie i życzę dużo zabawy :-D

PIERWSZE ŚWIETA W GÓRACH

Motto

Zawsze marzyłem o białych świętach Bożego Narodzenia. Ach, gdyby tak jeszcze w górach. I stało się, kupiliśmy z żoną domek w Tatrach. Wprowadziliśmy się w drugiej połowie listopada, po prostu idealnie. Z zapałem rozpocząłem prowadzenie pamiętnika, przecież takich wrażeń nie można zapomnieć. Niecierpliwie wyglądam przez okno, kiedy wreszcie spadnie śnieg. Ależ to będzie multi frajda z tym odśnieżaniem, wcześniej, na nizinach prawie tego nie zaznałem. Żona mówi, że mi się znudzi, ale się myli. Oczywiście, że się myli! Na pewno mi się nie znudzi!
 

26 listopada 2014
Dziś spadł pierwszy śnieg! Nareszcie! 10 cm! Wszystko tak pięknie wygląda pokryte białym puchem. Natychmiast pobiegłem odśnieżać. Jakież to wspaniałe zajęcie! Sąsiad, wiekowy Góral powiedział, że to robota na darmo, bo śnieg jutro stopnieje. 
Ale co on tam wie, stary baran ...

 
27 listopada 2014
Cały śnieg stopniał.

 
28 listopada 2014
Szaro, buro, brzydko. Modlę się o śnieg, a on nie pada. Nad moją głową wiszą piękne, multi śnieżne chmury, a śniegu … zero!!! Czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego ten głupi śnieg nie pada!? Sąsiad, stary baran, dziwnie na mnie patrzy, gdy go o to pytam ...


29 listopada 2014
D blada, nadal szaro, buro i brzydko. W sumie mógłbym napisać dokładnie to, co wczoraj. Eh, planowałem, że pójdę sobie na narty, a tu nici. No, chyba, że wodne. Ale po to nie musiałem przeprowadzać się w góry. Narty, śnieżne, rzecz jasna mimo to przygotowałem, przed domem, żeby wszyscy widzieli, jakie mam fajne. A sąsiad, stary baran, nawet do mnie nie podszedł. Ale on jeszcze wróci na moje podwórko.


30 listopada 2014

Śnieg nadal nie pada. Poszedłem do sąsiada, żeby się zapytać, czy wie, kiedy śnieg będzie padał. Sąsiad powiedział, że śnieg spadnie dziś w nocy. Cóż za multi radość! Pierwszy dzień Adwentu będzie biały :-))) Ale sąsiad popatrzył na mnie z kpiną w oczach i powiedział, że jeszcze będę to przeklinał. Nigdy w życiu! – walnąłem pięścią w stół - Nie pozwolę, by popsuł mi moje pierwsze święta w górach! Nigdy! No ten stary baran!


1 grudnia 2014

Sąsiad miał rację, od północy pada śnieg. Ach, jak pięknie, wszędzie tak bielutko, czyściutko, zero szarzyzny. Teraz jeszcze nie pójdę odśnieżać, poczekam, aż napada trochę więcej. Biały adwent, białe święta, o to mi właśnie chodzi! Jestem multi szczęśliwy! Wreszcie i dla mnie zaświeciło słońce, które tak pięknie rozświetla wszechobecną, śnieżną biel.
PS. A ten sąsiad, hmmm, stary to on ci jest, ale czasami nie aż taki baran …


2 grudnia 2014

Śnieg nadal pada. Moje pierwsze święta w górach są po prostu multi fantastyczne! Wczoraj odśnieżałem dwa razy, dziś już trzy. Mam potężne zakwasy, ale je ignoruję, jeszcze dwa dni i znikną. A ja na same święta będę szczupły i zgrabny, bo teraz to trochę misio ;-) Od lata zupełnie nic nie schudłem, mimo przeprowadzki, noszenia gratów i wysłuchiwania mundrości mojej szanownej małżonki. Za to teraz moja figura się zmieni. O tak, z całą pewnością!


3 grudnia 2014

Wstałem skoro świt, by odśnieżyć śnieg, który spadł w nocy. Meteorolodzy obiecali przed południem słońce, więc po solidnym śniadaniu przygotowanym przez moją ukochaną żonę, zapodałem na narty. Wprawdzie nadal wszystko mnie boli, ale co tam, klina klinem. Sąsiad znów dziwnie na mnie patrzył, gdy, wesoło pogwizdując maszerowałem z nartami na plecach. Chyba się pomyliłem, on to faktycznie stary baran. Przy wyciągu ukradkiem obserwowałem, jaki inni mają sprzęt. Ja cię sunę, ale multi wypasy! Jednak nie aż takie fajne te moje narty. Ale i tak nikt na nie nie patrzył, bo na stoku szalały małe Trojaczki. Te to miały publikę! Ech, ja chyba nigdy takiej nie doczekam. Za to moje pierwsze święta w górach nadchodzą wielkimi krokami. I wszystko wskazuje na to, że będą białe :-)))


4 grudnia 2014

Wczoraj, na nartach nie pojeździłem szczególnie długo, bo zaczęło sypać. I to tak, że nie widziałem dosłownie nic. Nic poza bielą. Pierwszy raz w życiu przekonałem się, że biały kolor potrafi porządnie wkurzyć człowieka. A co by było, gdyby pierwsze święta w górach były czarne? Hmmm ... No cóż, wróciłem do domu i zabrałem się za odśnieżanie. Sąsiad, stary baran, nawet nosa nie wytknął z tej swojej multi pięknej chaty z bali, a żona powiedziała, żebym przyjmował dużo płynów, bo to pomaga na zakwasy. Mądralińska! Niech lepiej sama chwyci za szuflę i mi trochę pomoże. Na kolację zamarzyło mi się grillowane mięcho, ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Dopiero co wymiotłem śnieg spod, było nie było, zadaszonego tarasu przed naszym ogrodowym domkiem, a tu masz, znów biało. Jak będę sterczał przy grillu, to jeszcze i mnie zasypie. Rozczarowany do bólu chwyciłem za telefon i zamówiłem pizzę. Ostatecznie pogrillować mogę sobie jutro.


5 grudnia 2014

Wszystko mnie boli. Bolą zakwasy w moich mięśniach, bo wczoraj odśnieżałem jeszcze dwa razy. I raz w nocy. Boli żołądek, bo  na kolację zżarłem pizzę w wersji jumbo i się przeżarłem. Boli głowa, oj, ta to najbardziej, bo w akcie desperacji strzeliłem sobie jabola. Tak niewinnie się nazywał, EDEN, a zaprowadził mnie do piekła. Żona podała mi aspirynę i ze zdegustowaniem na twarzy opuściła sypialnię mówiąc, że jedzie ode mnie jak od kloszarda. Hipokrytka! Przecież sama nie raz się wstawiła. I co? Mówiłem coś? Nie. A w D niech się ugryzie! Idę sobie poodśnieżać, przynajmniej nie będę musiał oglądać tej jej nadąsanej gęby.


6 grudnia 2014

Dziś Mikołajki. Śnieg sypie tak, że poza nim nic nie widać, nawet pierwsze święta w górach zniknęły z moich myśli. Byłem z żoną na imprezie mikołajkowej w naszym miasteczku. Rozdawali torebki z czekoladowymi pysznościami. Też ustawiłem się w kolejkę, a co! I jakież było moje zdziwienie, gdy przebrany za Mikołaja Górol  roześmiał się szyderczo i powiedział, że darmocha to tylko dla dzieci, a dorośli musza złożyć datek na kościół. Co łaska. Złożyłem, pewnie! Tak się wściekłem, że była to multi łaska. A sąsiad popatrzył na mnie i pokręcił głową. Stary baran. Potem od razu poszliśmy z żoną do domu. Nawet nie wiedziałem, że całe to party tak długo trwało i jak wróciliśmy miałem strasznie dużo odśnieżania. W sumie nie pogniewałbym się na małą przerwę w opadach, tylko trochę wstydzę się powiedzieć o tym głośno. Na pocieszenie postawiłem zakupiony pakiet mikołajkowy na moim nocnym stoliku. Żona też pokręciła głową, tak jak sąsiad. Zmówili się, czy co?


7 grudnia 2014

Dziś rano żona powiedziała, że na chwilę wychodzi do miasta po prezent dla mnie. Mikołajkowy. Wprawdzie trochę spóźniony, ale za to szczery. Po godzinie wróciła z nową szuflą do odśnieżania, dużo większą, niż ta moja. Już się ucieszyłem, że moja ukochana chce mi pomóc, a tu D biała. Z szyderą w głosie powiedziała, że to ja chciałem w góry, większą szuflę kupiła, żebym szybciej uporał się z robotą, a ona nosa z domu nie wytknie. No co za krowa! Mówcie sobie, co chcecie, ale na moje nie sra się we własne gniazdo.


8 grudnia 2014
Śnieg nadal pada. Żona strzela  multi fochy, bo siedzi sama, podczas gdy ja szufluję. A mówiłem, żeby mi pomogła, to nie. Ach baby, baby … Do tego chodzi wkurzona, bo ciągle musi prać moje przepocone ciuchy. No jak tu się, człowieku, nie spocić, kiedy nie tylko musisz odśnieżać lecz jeszcze wrzucić śnieg na coraz większe śnieżne hałdy, które zewsząd nas otaczają? Żona chyba podejrzewa, że trochę mi się nudzi to odgarnianie śniegu, ale nic nie mówi. A ja myślę, że po drobnym kryzysie zawsze przychodzi ożywienie :-)


9 grudnia 2014
Wczoraj chciałem wcześniej położyć się spać, ale żona wysłała mnie na odśnieżanie. Gdy zapytałem, czy by mi pomogła, powiedziała, że to ja zmusiłem ją do przeprowadzki, bo tylko pierwsze święta w górach się liczą i sam mam sobie odśnieżać. Wcale tak nie było, ale nie dyskutowałem. A żona, no co to za wredna małpa, owszem, wyszła razem ze mną, ale wcale nie po to, żeby mnie wesprzeć. Ciesząc się urokami zimy po prostu mnie pogrążyła. Powoli tracę wiarę w małżeńską lojalność, więc zrobiłem swoje i poszedłem spać zostawiając żonę samą w multi śnieżnej otchłani. Rano w wiadomościach powiedzieli, że dziś ma przestać śnieżyć i przyjdzie odwilż. Tak się ucieszyłem, że pobiegłem do sąsiada, żeby mu o tym powiedzieć. Spojrzał na mnie dziwnie i powiedział, że prognoza pogody jest błędna. W nocy jakiś tam ptak trzy razy wrzasnął, a to znaczy, że śnieżyć będzie jeszcze przez trzy dni. Bzdury opowiada, stary baran! Ja tam wierzę wiadomościom.


10 grudnia 2014

D blada, stary baran miał rację. Śnieg pada dalej, a po odwilży ani śladu. Dzisiaj żona jednak spytała, czy mi się przypadkiem nie znudziło to całe odśnieżanie. Ma rację, znudziło mi się. Do jasnej cholery! Dlaczego ona zawsze musi mieć rację? I w ogóle dlaczego żony zawsze muszą mieć rację? Głupie baby!

A zamiast zdjęcia ...

OGŁOSZENIE W GAZECIE

Sprzedam encyklopedię Britanica
40 tomów
Stan bardzo dobry
Nie będzie mi potrzebna, bo się ożeniłem.
Żona wie, kurwa, wszystko najlepiej :-/


11 grudnia 2014
To że śnieży to już norma. Dziś sąsiad powiedział, żebym uważał na lawinę z dachu. Może się zdarzyć, że spadnie mi na głowę. Albo zasypie wejście do domu. Od tego czasu obserwuję śnieg na dachu. Oczywiście z zewnątrz, bo właśnie tam spędzam większość czasu z szuflą w rękach. Na razie dachowej lawiny nie było. Na razie, choć poziom śniegu rośnie. Wszędzie rośnie... Hmmm, że te pierwsze święta w górach będą aż tak białe, tego się, kur*a, nie spodziewałem.


12 grudnia 2014
Dziś wczesnym rankiem obudził mnie dziwny, nieznany odgłos. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem na dół. Choć za oknem było jeszcze ciemno, natychmiast zobaczyłem, co się stało. Lawina jednak zeszła z dachu i przed wejściowymi drzwiami usypała ponad metrową multi zaspę. Nawet nie musiałem sobie poodśnieżać, żeby spocić się jak szczur. No bo kto, do cholery ciężkiej ma usunąć te tony śniegu sprzed naszego domu!? No kto...!!!? Te durne pierwsze święta w górach bokiem mi już wychodzą i tak, ku*wa jasna, tak, znudziło mi się to pieprzone odśnieżanie! Jeszcze trochę, a kota dostanę!


13 grudnia 2014

No właśnie, 13 grudnia. Oczywiście pech. Dziś przyszedł do nas sąsiad, żeby zapytać, czy nasz dach jest wzmocniony. A skąd niby mam to wiedzieć? Sąsiad mówi, że śnieg będzie dalej padać i jak na dachu będzie go za dużo, to dach może się zawalić. Jak kupowaliśmy nasz dom, do głowy mi nie przyszło, żeby sprawdzić, czy ma jakieś dachowe wzmocnienia. Na nieszczęście całą rozmowę słyszała moja żona. Potem zrobiła mi awanturę, że nie dbam o jej bezpieczeństwo i co będzie, jeśli dach się zawali. A jak ma się zawalić, skoro właśnie zeszła z niego lawina? Śniegu napadało tylko tyle. No sami zobaczcie, czy taka cieniuteńka warstwa śniegu jest w stanie zniszczyć porządny dach? Baby to jednak nie myślą... 


14 grudnia 2014

Śnieg sypie jak głupi, a ja go odśnieżam. Kilka razy na dzień. I na noc. W całej okolicy potworzyły się multi ogromne śnieżne korytarze. Pierwsze święta w górach to ostatnie, o czym w ogóle myślę. A pierwsze to jakieś dobre SPA. Jak już jestem w domu, to leżę w wannie i wygrzewam obolałe mięśnie. Z zamkniętymi oczami, żeby nie widzieć, że wanna jest biała.  Boże, jak ja nienawidzę białego koloru. Żona chyba to zauważyła i od jakiegoś czasu nie podaje na śniadanie twarożku i białej kiełbasy. Baby jednak czasami myślą...


15 grudnia 2014
Dzisiaj był u nas sąsiad. Powiedział, że się martwi, bo warstwa śniegu na dachu rośnie. Potem zapytał, czy może obejrzeć sobie dach od wewnątrz. Czyżby on wiedzial coś, czego ja nie wiem? Pozwoliłem mu iść na strych. Jak wrócił to powiedział, żebyśmy uważali, bo to dość stary dach, jeśli rozumiem, o co mu chodzi. I poszedł.
Wieczorem żona zaproponowała, byśmy na pierwsze święta w górach pojechali do jej matki na niziny, bo tam w ogóle nie ma śniegu. Nie zgodziłem się. A ona wstała i wyszła. Bez słowa. To babsko na pewno coś knuje. Tylko co…???


16 grudnia 2014
Wciąż pilnie odśnieżam, choć mi się już rzygać chce. Warstwa śniegu na dachu nadal rośnie, ale co tam. Na pewno znów zjedzie dachowa lawina i po zawodach. Żona się do mnie nie odzywa, a do jedzenie podaje mi tylko twaróg, białą kiełbasę i białe pieczywo. Oczywiście muszę jeść sam. Multi głupia krowa!


17 grudnia 2014

Na nasze pierwsze święta w górach żona definitywnie chce wyjechać do matki. Powiedziała, że boi się tu zostać, bo wciąż słyszy jakieś dziwne odgłosy. Jej zdaniem to dach stęka pod ciężarem śniegu i wkrótce się zawali. A moim zdaniem to jej stęka w tej jej zakutej łepetynie. Ale to nieoficjalna opinia. Oficjalnie powołałem się na przysięgę małżeńską i powiedziałem jej o miłości, wierności i że miała mnie nie opuścić aż do śmierci. Popukała się palcem w czoło i wyszła. Z tym „Na dobre i na złe” to jednak lipa.

Dopasowałem nawet tekst:

Na dobre i na złe stracisz wreszcie
Bo bardzo tego chcesz, Twoje szczęście
Na dobre i na złe własne miejsce
Tam, gdzie zostawiłaś mnie

Żyję w takim ciągłym biegu
Że nie widzę płatków śniegu
Nasze pierwsze święta w górach
Będę spędzał sobie sam :-P

Dobre, no nie?

18 grudnia 2014
Tego, że śnieg wciąż sypie nie muszę już pisać. To jasne jak słońce, którego i tak nie widać, bo niby jak? Dziś był u nas sąsiad. Ten stary, świński baran, wciąż ładuje się do nas nieproszony i siedzi całą wieczność. Już mi to na nerwy działa. Tym razem zapytał, czy może iść na strych, a jak wrócił, powiedział, że byłoby lepiej, gdybyśmy na nasze pierwsze święta w górach wyjechali na niziny. Stanąłem dumnie przy kominku i oświadczyłem, że tutaj jest nasz dom i tutaj zostaniemy. Po chwili zorientowałem się, że mówię do ścian, bo oboje opuścili pomieszczenie. I sąsiad i żona.


19 grudnia 2014
Żona wyjechała. Zdrajczyni! To wstrętne babsko nawet nie spytało, czy też chcę jechać. Że o pożegnaniu nie wspomnę. Ona jeszcze wróci na moje podwórko, ale wtedy to ja pokażę jej palec. A właściwie to palce, trochę inaczej, niż wszyscy, żeby nie robiła sobie nadziei, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi, he, he ...  A teraz napalę w kominku i zrobię dobrego grzańca - mieszańca. Życie bez bab też jest piękne. Nie! Źle! Życie bez bab jest dużo piękniejsze.


20 grudnia 2014
Rozkoszuję się wolnością. Wczoraj znów był ogień w kominku, grzane wino i co ino. Dałem sobie porządnie w gaz i dziś wygramoliłem się z wyra krótko przed dwunastą. Trochę bolała mnie głowa, ale w planie i tak miałem zajęcia fizyczne na świeżym powietrzu. Wczesnym rankiem nie odśnieżyłem, bo byłem jeszcze za bardzo zalany, więc roboty się nazbierało. I dobrze. Mam czas. Nikt mnie nie goni. Odśnieżałem do osiemnastej z kilkoma przerwami na dwa łyczki grzańca. Potem skoczyłem jeszcze po małą zagrychę, a wieczorem, no cóż, znowu się zalałem.


21 grudnia 2014
Robota na kacu to nie je-bajka, to je-bitwa. Biorę tony Aspiryny. Do tego dziś się nie zaleje, bo mnie alkohol odrzuca. Szkoda. Poza odśnieżaniem muszę iść na zakupy, bo w lodówce jest tylko biała kiełbasa i twaróg, a ja, do jasnej cholery, na białe już patrzeć nie mogę.
Po południu jakoś dziwnie mi się zrobiło i zadzwoniłem do żony. Nie żebym się wielce stęsknił, nie nie... Chciałem tylko zapytać, czy szczęśliwie dojechała do matki. Lodowatym głosem pożyczyła mi wesołych świąt. Spojrzałem na dach. Warstwa śniegu urosła...


22 grudnia 2014

Dziś w nocy zawalił się dach. Spałem sobie smacznie, a tu naraz multi łomot!  A sru, pozwolę sobie. Do białej kurwy nędzy!!! Dlaczego nie sprawdziłem stanu technicznego tej budy, zanim ją kupiliśmy? No właśnie, z żoną kupiliśmy. A ona milczy. Może to i lepiej, bo musiałbym jej powiedzieć o tym cholernym dachu. I znów miałaby rację. I ten pieprzony sąsiad też. Stary baran! A co tam, pozwolę sobie jeszcze raz! Kurwa, dlaczego to zawsze inni mają rację?!!! Ze złości ulepiłem na górze swój śnieżny pomnik, ostatecznie śniegu jest tam pod dostatkiem i zamknąłem za sobą drzwi.


23 grudnia 2014
Na strychu i w sypialniach tyle śniegu, że aż na pawia przyszła mi ochota. Zamiast tego przeprowadziłem się do pokoju dziennego, uwaliłem na szybko skręcone legowisko przed kominkiem i tak se tu koczuję. Jutro Wigilia. A wała, nie kupię żywego karpia, kto go niby ma smażyć? Bez żony lipa. Śniegu też już nie odgarniam. Pierdziu. Jak nie wyjdę drzwiami, to jakoś wylezę oknem, a w warunkach ekstremalnych wygramolę się przez rozwalony dach. Ja pierdykam, zaspy rosną w oczach. Przynajmniej dzieciaki mają radochę, bo ja na pewno nie. Po zakupy już byłem, nakupiłem opór wszystkiego i zabarykadowałem się w domu. Nie chcę pokazywać tym pieprzonym Góralom mojej głupkowatej gęby. A ci pewnie niezłe kpiny se ze mnie urządzają. Co za czort podkusił mnie na te pierwsze święta w górach?!


24 grudnia 2014, Wigilia Bożego Narodzenia

Dziś w miasteczku zorganizowano wyścig reniferów. Raz się żyje, dałem sobie porządnie w gaz i poszedłem. O ja Cię pierdykam, ale była multi jazda...


25 grudnia 2014, Pierwsze Święto Bożego Narodzenia

Żadnych wspomnień, wpisów i komentarzy ...
... ale ... cdn


26 grudnia 2014, Drugie Święto Bożego Narodzenia

Hmmm? Znów żadnych wspomnień, wpisów i komentarzy?
A pierwsze święta w górach? A multi śnieżna frajda? A co z koczowiskiem przed kominkiem, chlaniem do upadłego i wyłażeniem przez rozwalony dach?
Czy ciąg dalszy nastąpi?
A jakże! Oczywiście, że nastąpi … 


27 grudnia 2014

Żadnych wspomnień, wpisów i komentarzy. Kto by pomyślał ... Więc na pocieszenie wierszyk własnej produkcji :-)

Późna już pora, coś koło wieczora
I choć w to nie wierzę, wciąż cisza w eterze
Bez przerwy klikam na multistronie
Plus bezustannie, co chwilę dzwonię
I powiem Wam po cichu
Ani go widu, ani słychu ;-)
Aaaale coś mi w uchu dzwoni
że on jutro się odsłoni …

No właśnie, cdn jutro ;-)


UWAGA, UWAGA!!! 
Pora już na finał, pointa się zaczyna, coraz więcej przebierańców, coraz trudniej o oryginał ;-)

28 grudnia 2014
Ja pierdykam, ale było fajnie w Wigilię. Super, że to właśnie ja wygrałem ten wyścig reniferów. Moje pierwsze święta w górach są faktycznie, uwaga, zapodam z grubej rury, multi zajebiste!!!
A z nowości, mieszkam teraz w nowym hotelu. Bardzo mi się tu podoba. Mam sekretarkę, która dziś nawet spisała moje ostatnie wspomnienia. Niezła rura, zawsze ubrana na biało. Codziennie daje mi smaczne pastylki,  ooo, szczególnie te białe są bardzo dobre. Tylko, choć bez przerwy o to pytam, nikt nie chce mi wyjaśnić, dlaczego przywiązali mnie do łóżka :-/


Ciąg dalszy nastąpi, może, jeśli lekarz prowadzący zezwoli na regularne używanie długopisu. Bo wiecie, nawet takim najtańszym można zrobić sobie niezłe ku-ku ;-)

*****


A tutaj kilka słów, jak doszło do spisania tej opowieści.

"Pierwsze święta w górach" to historia, którą przed laty, na imprezie opowiedział nam kolega. Popłakałam się ze śmiechu, zresztą nie tylko ja. Nie jestem jej pomysłodawczynią, za to przyznam, że z pasją pisałam tekst i tak mi się coś wydaje, że trochę go podrasowałam (MultiLady ;-). Historię tą umieszczałam już w necie, umieszczę ją i tutaj. Na mojej multilady.pl koniecznie musi być. Jest to pamiętnik, więc wpisy najnowsze będą zawsze na samej górze. By poczytać te starsze oraz początek, trzeba zjechać w dół. Koniec tłumaczeń, przecież każdy wie, jak się pisze pamiętnik.

Pozdrawiam serdecznie,

poniedziałek, 06 październik 2014 08:40

Październik pełen barw

Jesień na dobre już u nas zagościła, również w ogródku, gdzie aż się roi od kolorów. Siedzimy, patrzymy, chodzimy, podziwiamy i zapamiętujemy jak najwięcej, by mieć co wspominać zimą, przetrwać marcowe pluchy i dotrwać do wiosny. Zobaczcie sami, jak pięknie :-)

Nie będę się już rozpisywać i od razu zapraszam Was go ogrodowej galerii :-)

Ten tydzień ma być przepiękny, więc skoczę pewnie z moimi Trojaczkami do lasu albo nad wodę i popstrykam trochę jesieni. Już za parę dni znajdziecie ją u MultiLady.

Pozdrawiam serdecznie,

Dział: Uroki ogrodu
środa, 16 lipiec 2014 18:32

Makaron z pysznym sosem

Ależ miałam wczoraj multi dzień! Nawet na chwilę nie usiadłam. I co? Ano na obiad był chleb z czymś tam, więc na kolację musiałam przygotować jakieś ciepłe danie. Jak każda MultiLady zdałam się na własną kreatywność plus na to, co się nawinie w lodówce. W efekcie powstał nowy przepis i na talerzach zagościł makaron z pysznym sosem.

Dziś nie ma żadnych większych wstępów. Od razu gotujemy ;-)

Makaron z pysznym sosem

Składniki - takie prosto z lodówki i szafki, bez specjalnych zakupów
makaron spirelli
200 g szynki, szynkowej, parówki albo jakiejś innej wędliny
250 ml słodkiej śmietany 12% (może być tłustsza)
łyżka serka Almette
posiekany szczypiorek
troszkę soli, curry, przyprawa włoska
olej

Przygotowanie - szybkie i multi łatwe :-)
Makaron gotujemy tak, jak zawsze.



Wędlinę kroimy w małe kawałki i smażymy na rozgrzanym tłuszczu. Dodajemy śmietanę, serek Almette, mieszamy, by się rozpuścił i dodajemy przyprawy. Im chudsza śmietana, tym rzadszy sos. Można go zaciągnąć, tylko po co dodawać zbędnych kalorii. Ja pozostawiam na małej mocy tak długo, jak długo gotuje się makaron. Wtedy nadmiar wody odparuje. Na koniec do sosu trafia posiekany szczypiorek.



Teraz to już tylko podawać. Mniam!



Zamiast warzyw, na deser był u nas talerz owoców. Smacznego Wam życzę.

Pa, miłego dnia,

Dział: Obiadkowo
sobota, 12 lipiec 2014 12:32

Piersi z kurczaka w panierce

Jeśli, podobnie jak ja macie multi problem, co zaserwować na obiad, polecam panierowane piersi z kurczaka, dziś z puree ziemniaczanym i szybką sałatką z pomidorów. Łatwy przepis, pyszne danie i wyśmienite zajęcie dla dzieci, które mogą nam pomóc w panierowaniu.

Niby taka MultiLady, a często zachodzę w głowę, co na obiad. Przepisów wszystkie mamy tysiące, a mimo to proste danie, które lubi cała rodzina to rzadkość. U nas ideałem są piersi z kurczaka, a do nich różne dodatki. Ostatnio było tak:

Piersi z kurczaka w panierce

Składniki na pięć osób - bez wielkiej filozofii
3 duże piersi z kurczaka
ok. 1 kg ziemniaków
4 średnie pomidory
szczypiorek
przyprawy do kurczaka, jakie lubimy
mąka, jajko i tarta bułka do panierki
sól, przyprawa do pomidorów
mleko i masło do puree ziemniaczanego

 

Przygotowanie - zna każda MultiLady :-)
Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie. Piersi z kurczaka kroimy ma mniejsze kawałki, lekko rozbijamy, przyprawiamy i panierujemy. Wszystko, poza krojeniem to świetne zajęcie dla dzieci. Przez ostatnie lata moje Trojaczki nawet przyprawianie opanowały do perfekcji.

 

Następnie przygotowujemy sałatkę z pomidorów. Prościzna, pomidory kroimy w kostkę, dodajemy posiekany szczypiorek, odrobinę oleju i doprawiamy, solą, pieprzem albo przyprawą do pomidorów, mogą też być zioła, bazylia, oregano etc.

 

Gdy ziemniaki zaczynają mięknąć, smażymy opanierowane piersi z kurczaka. Usmażone zostawiamy na ciepłej patelni, przykryte, by nam nie ostygły, jak będziemy przygotowywać puree.

 

Ziemniaki odcedzamy, dusimy, pod koniec dodając najpierw masło, potem gorące mleko. Do ziemniaków można też dodać posiekany szczypiorek, koperek albo pietruszkę. Teraz już tylko ułożyć wszystko na talerzach i ... SMACZNEGO :-) Od razu widać, że to multi łatwe danie.


Pozdrawiam serdecznie i idę coś upichcić.

Dział: Obiadkowo
niedziela, 29 czerwiec 2014 13:20

Niedzielne porządki

Pan Bóg sześć dni tworzył świat, a siódmego odpoczywał. A my? Hmmm, nie zawsze. W niedzielne świątki bywają porządki. I w sumie ... nie aż taki wielki to grzech.

Wszyscy lubimy mieć porządek. A tu, jak na złość, bałagan zawsze jakoś tak perfidnie się wkradnie.
Niby mam plan, co kiedy w domu robię i czy sama, czy z moimi Trojaczkami. Ale, jak to w życiu, czasami mój misternie ułożony plan bierze w łeb, multi zaświniona łazienka aż błaga o posprzątanie, a środki czyszczące wołają:

- Halo, tu jesteśmy! Nie bądź dłużej brudaską, użyj nas wreszcie. Pliiisss ;-)

 

I użyłam. Choć dziś niedziela, wzięłam się za sprzątanie łazienki. Czy mam wyrzuty sumienia, że nie święcę dnia świętego? W tajemnicy powiem Wam, że nie, ani trochę.
Primo po pierwsze: Nie robię tego każdej niedzieli.
Primo po drugie: Ostatnie dni spędziliśmy na świeżym powietrzu, a do domu oczywiście wkradł się bałagan.
Primo po trzecie: Dziś pada, mój Boss nadrabia zaległości w dokumentach, necie i kontaktach z rodziną, nasze Trojaczki czytają książki, a ja, co niby mam robić? Powiedzieć, że dziś niedziela, sprzątanie zabronione, a bałagan potowarzyszy nam na pewno do wtorku (jutro na domowe aktywności brak szans)? Nie, nic z tych rzeczy! Przeprowadziłam wspaniałe sprzątanie łazienki, a na wieczór zaplanowałam relaksującą kąpiel. W czystości! Bajka, ludzie kochani, po prostu bajka.

Pozdrawiam serdecznie, multi zadowolona,

Dział: Nasze salony
piątek, 20 styczeń 2017 15:10

Cudowny multi placek

Przepis na multi łatwe i pewne ciasto to prawdziwy skarb. Powiem nieskromnie, ja taki właśnie mam. Mój cudowny multi placek. Zawsze się udaje i jest przepyszny. Normalnie luksus!

Cudowny multi placek piekę od lat i jest to absolutny ciastowy hit w mojej kuchni. Jest przepyszny jako placek, natomiast pieczony bez dodatków może nam posłużyć jako podstawa do tortu lub powalającego przekładańca. Tym razem wystąpił u nas w wersji z rabarbarem, jabłkami, kruszonką i niechcianą czekoladą. Tak, tak, byle jaką, taką z zajączków wielkanocnych, która nadaje się tylko do pieczenia. Popatrzcie.

 

Cudowny multi placek

Składniki na ciasto - nic szczególnego
4 jajka
szklanka cukru (ok. 250 g)
szklanka słodkiej śmietany 12%
3 łyżki oleju, najlepiej słonecznikowego
2 szklanki mąki (ok. 500g)
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Składniki na kruszonkę - też nic szczególnego
100 g miękkiej margaryny
200 g mąki
50 g cukru
ćwierć łyżeczki proszku do pieczenia

Do tego owoce, jakie lubimy, albo jakie mamy (nam najbardziej smakują kwaśne, mieszanka też mile widziana), bakalie, czekolada, również ta niechciana, z wielkanocnych zajączków. 

Wsjo :-)

Przygotowanie - multi łatwe

Owoce myjemy, oczyszczamy i kroimy, czekoladę łamiemy.  


Jajka i cukier miksujemy na puszystą masę. Dalej miksując dodajemy śmietanę, olej, mąkę i proszek do pieczenia.


Teraz dochodzą pyszności typu czekolada lub bakalie i gotowe. Przekładamy ciasto na blachę.


Na równomiernie rozprowadzonym cieście gęsto układamy owoce. Następnie przygotowujemy kruszonkę. Łatwizna. Margarynę, cukier, mąkę wraz z proszkiem do pieczenia umieszczamy w miseczce i miksujemy tak długo, aż składniki się połączą. Jeśli uważamy, że kruszonka jest za tłusta, lub za sucha, dodajemy odpowiednio odrobinę mąki lub margaryny. Gotową równomiernie wysypujemy na ciasto.


Ciasto wstawiamy do rozgrzanego na 180  stopni piekarnika na 20 minut do pół godziny. Gdy widzimy, że ciasto ładnie urosło i na obrzeżach jest już lekko brązowe, sprawdzamy, nakłuwając patyczkiem, czy jest wypieczone. Gdy patyczek jest suchy, możemy już nasz cudowny multi placek wyciągnąć z piekarnika. Na ostatnie pięć minut dobrze jest włączyć termoobieg, wtedy kruszonka będzie chrupiąca. 

Kochani, gotowe! A trwało to jakąś godzinkę. Luksus, normalnie luksus!


A tutaj kawałek dla mojej przyjaciółki. Wraz z mężem uwielbiają nasz cudowny multi placek. Mam nadzieję, że i Wam zasmakuje.


Przyznam, że cudowny multi placek jest też powodem pewnych małych grzeszków. Takich wywołujących na naszych twarzach lekki uśmiech. Jakie to grzeszki, dowiecie się tutaj.

Życzę smacznego i pozdrawiam,

Dział: Ciasta i torty
poniedziałek, 26 maj 2014 15:42

Takie małe grzeszki, ...

... które wszyscy popełniamy. O ile wiem, nie tylko każda kobieta, również każdy mężczyzna. Gdzieś w ukryciu, po cichu, gdy nikt nie widzi (teoretycznie), trochę sobie powyżerać. Ach, poezja :-)

Parę dni temu, po raz kolejny, pewnie tysięczny z rzędu, piekłam cudowny multi placek. Tym razem z rabarbarem i kruszonką. Zawsze, gdy wyciągam ciasto z piekarnika, analizuję, które kruszonkowe kuleczki podkradnę, gdy tylko trochę ostygną. Sami zobaczcie, za nic w świecie nie można ich zostawić w spokoju. Aż proszą się o degustację. A to przecież nie wielki grzech ;-)


A jakże, podkradłam, w dodatku dużo więcej, niż tylko jedną kuleczkę. I jak zawsze była to multi tajemnica, o której pewnie wszyscy wiedzą. 

Drugi mały grzech wszystkich to wyrównywanie ciasta. Znacie to? Oczywiście też jest tajemnicą, ale tym razem uzasadnioną. Jakkolwiek kradnięcie kruszonki jest grzechem samym w sobie, troskę o krzywo ukrojone ciasto zaliczyć można do dbania o estetykę albo dążenia do perfekcjonizmu, lub też przygotowania rodzinie komfortowych warunków spożycia. W dodatku bez względu na to, czy działaniu towarzyszy tajemnica, czy nie.


Aaa, i co ważne, kruszonka szybko się kończy, a ciasto można wyrównywać w nieskończoność.

Niejedna kobieta i niejeden mężczyzna, po takim złodziejstwie wkurza się na siebie. Bo znów pochłonęliśmy coś tam po cichu, w multi tajemnicy przed rodziną, a przede wszystkim przez dziećmi. Mało tego utyjemy, a lato stoi na progu.


Wiecie co? Nie wkurzajmy się. Zamiast tego proponuję spacer. W końcu aż tyle nie nakradliśmy, ani kruszonki, ani ścinków ciasta. A ile jest do podziwiania ... O, bardzo porszę.


Pięknie jest, a w tajemnicy możemy trzymać inne grzeszki, ale o tym sza ...

Kochani, pozdrowienia, idę piec ciasto,

Strona 1 z 2