niedziela, 11 grudzień 2016 12:03

Paznokcie! POMOCY!!!

W większości artykuły o takim tytule polecają wiele metod na piękne paznokcie. Ja odbiegam od tej reguły i sama szukam pomocy. Otwarcie piszę o problemie, z którym walczę od lat i metodach, które go nie zwalczają. Mam też nadzieję, że w efekcie znajdę właściwe rozwiązanie.

Moje paznokcie nigdy nie były ani super twarde, ani super piękne. Wręcz przeciwnie. Mimo pielęgnacji, traktowania ich różnymi kosmetykami, stosowania setki domowych sposobów lubiły się rozdwajać, skutkiem czego nie stanowiły powodu do chluby. W końcu znalazłam złoty środek (olejek rycynowy), który owszem, działa cuda ale ... tylko w przypadku dziewięciu paznokci. Właśnie tak wygląda sprawa, mam dziewięć ładnych, trochę dłuższych paznokci i jeden króciutki.



A na czym polega problem? Otóż wzdłuż tego dziesiątego paznokcia tworzy się coś w rodzaju wałeczka, który na końcu pęka. Wygląda to tak, jak na zdjęciu. 



Poza stroną estetyczną, paznokieć muszę spiłować na króciutko, inaczej ciągle się o coś haczę. Majątek wydałam już na usunięcie tego problemu, niestety, bezskutecznie. Nie pomagają środki z apteki ani z drogerii, olejek rycynowy, kokosowy, z avocado, lniany, siemię lniane, mleczko z mlecza, nacieranie marchewką, skórką od cytryny i banana, ach, mogłabym wymieniać bez końca. Piszcie, co może być powodem takiej sytuacji i jak sobie z nią poradzić. W końcu kiedyś paznokieć musi przestać pękać.


Pozdrawiam serdecznie,

wtorek, 08 grudzień 2015 10:00

Najlepsze na kurzajki

Na wiele problemów skórnych są skuteczne metody. Zastosujemy się do wskazań lekarza lub aptekarki i po kłopocie. Niestety, kurzajki do tej grupy często nie należą. Walczymy, zmieniamy metody, już nam ręce opadają, o świństwo uparcie zostaje. Czy jest jakiś pewny sposób?

Kto spróbował już wszystkiego, o czym pisaliśmy w artykule Niby tylko kurzajki siedzi teraz zrezygnowany i nie wie, co dalej. Czy naprawdę nie obejdzie się bez wycinania, fachowo zwanego łyżeczkowaniem? Zanim się na nie zdecydujemy warto wiedzieć, że część pacjentów długo do siebie dochodzi, szczególnie, jeśli kurzajki usadowiły się na naszych stopie. Bywa, że kilka tygodni nie można na niej stanąć. W sumie nic dziwnego, bo kurzajki potrafią wpuścić w nasze ciało długie korzenie, a te należy usunąć. Na samą myśl dostajemy gęsiej skórki. Tym łatwiej skorzystać z metody, która działa najlepiej, a są to kąpiele stóp we własnym moczu plus okłady z własnego moczu.

 

Wielu z nas natychmiast się skrzywi i powie: Co? Mam wsadzić nogę we własne siki? Albo położyć na dłoń moczowy okład? Fuj! Nigdy!

Z jednej strony jest to zrozumiałe, z drugiej, cóż, lepsze to od skalpela i długotrwałych trudności w chodzeniu.
U nas kurzajki na stopie, mimo długotrwałego stosowania wielu metod rozprzestrzeniły się w makabryczny sposób. Nie pomogły ani tanie, ani drogie środki z apteki, okłady z żadnych roślin (nawet czosnek się poddał), kreda, ocet, nic, po prostu nic. A codzienne trzymanie stóp w moczu już po tygodniu pokazało pierwsze efekty, wiele kurzajek się zmniejszyło i wysuszyło. Są nadal, więc działamy dalej, tak długo, aż znikną. Powiedzmy sobie jeszcze raz, to dużo lepsze od łyżeczkowania.

A tak przy okazji, często słyszy się opinie, że na problemy skórne najlepszy jest własny mocz. 

I z tym optymistycznym akcentem życzę Wam wspaniałego dnia.


Pozdrawiam,

poniedziałek, 04 maj 2015 20:33

Multisposób na ślimaki

Ślimaki. Na to słowo wielu miłośników ogródka dostaje dreszczy. Te wstrętne mięczaki nie dość, że z apetytem pożerają nasze rośliny, to jeszcze rozmnażają się na potęgę. Jak sobie z nimi poradzić? Popytałam, posprawdzałam, już trochę potestowałam i co wiem, to powiem :-)

Nasze ogrody bezczeszczą dwa rodzaje ślimaków: ślimaki z muszlą oraz ślimaki nagie. Małe ślimaki z muszlą nie są aż tak żarłoczne. Nie dotyczy to winniczków, te mają jednak potężną zaletę, a mianowicie na szczycie ich menu stoją ślimaki nagie, które potrafią spustoszyć nam grządki. Tu należy więc wybrać, czy zatrzymamy winniczki licząc, że zredukują liczbę bezmuszlowych żarłoków, ale trochę roślin też uskubną, czy nie.


Za to ślimaki nagie to prawdziwa plaga. Potrzebują dużo pokarmu, szybko rosną, a masowe rozmnażanie się należy do ich mocnych stron. Jak sobie z nimi radzić? Najpierw krótki opis i dostępne możliwości wyeliminowania tych mięczaków, a potem MÓJ WIELOSKŁADNIKOWY MULTIPLAN :-)
 

CO LUBIĄ ŚLIMAKI

Warunki bytowe
Przede wszystkim cień i wilgoć. To tam chowają się w ciągu dnia. Na posiłki wychodzą przede wszystkim rano i wieczorem, gdy rośliny wilgotnieją od rosy. Ślimaki lubią ciasne zakamarki, kamienie, grubo mieloną korę drzewną, gdzie zlewają się z kawałkami drewna, duże liście roślin, dające im chłodne i mokre schronienie. 

Rośliny
Mówi się, że są rośliny, których ślimaki nie ruszą. Myślałam, że mam je w ogrodzie, więc mam i spokój. Nic z tych rzeczy. Pożerane są zimowe baletnice, niezapominajki, chabry górskie i nawet liście rozchodnika. Dla spokoju sumienia zasadzę macierzankę i majeranek. Zobaczymy. Ostatecznie, na podstawie własnych obserwacji uważam, że ślimak zeżre wszystko podążając za regułą: Z braku laku dobry i kit, nie ma dalii, zjem i lawendę.

JAK SOBIE RADZIĆ

Profilaktyka i porządek

  • Maksymalnie redukujemy liczbę kamieni i drewnianych elementów.
  • Ogródek skalny planujemy w miejscu możliwie oddalonym od roślin stanowiących przysmak ślimaków.
  • W miarę możliwości redukujemy leżące na ziemi liście roślin, które już przekwitły. Zatrzymują one wilgoć, dają cień i ślimaka znajdziemy tam nawet w południe. Z liśćmi zimowej baletnicy, albo krokusów można się już pożegnać.
  • Regularnie kosimy trawę.
  • Regularnie usuwamy chwasty.
  • Uważamy przy kupnie kory drzewnej. Duże kawałki są idealnym schronieniem dla ślimaków. Lepsza jest kora drobniej mielona, najlepiej drapiąca, a nie łagodna, wtedy ślimakom będzie po prostu niewygodnie. Choć nieco droższa, super sprawdza się kora z pinii.

 

  • Kilka razy w tygodniu spulchniamy grabiami powierzchnię ziemi. Powoduje to przewietrzenie, a tym samym ubytek wilgoci. To przecież do niej ślimaki ciągną najbardziej.
  • Przy okazji grabienia sprawdzamy, czy nie natkniemy się na jaja ślimaków. Z jednego miotu możemy odziedziczyć do 150 ślimaków. Serdecznie dziękuję za taki podarek. Gdy już go znajdziemy, możemy zalać jaja wrzątkiem, przełożyć w suche, słoneczne miejsce, by wyschły.
  • Jakiekolwiek składowiska (drewno, kamienie, dekoracje) stojące bezpośrednio na ziemi planujemy z dala od grządek i rabatek.
Jaja ślimaków. Pod żadnym pozorem nie zostawiamy ich w naszym ogrodzie.Jaja ślimaków. Pod żadnym pozorem nie zostawiamy ich w naszym ogrodzie.


Środki chemiczne

W sklepach jest ich całe mnóstwo. Każdy wybiera według własnego uznania i możliwości finansowych. Ja, po wielu testach najbardziej polecam środki mocno trujące. Żadne tam przyjazne dla środowiska, czy bezpieczne dla dzieci i zwierząt domowych. Z moich doświadczeń wynika, że preparaty ekologiczne to wyrzucony pieniądz. Gdy nasze Trojaczki były malutkie, po wysypaniu granulków nie zostawialiśmy ich samych w ogrodzie. Już w średniakach same dostały gumowe rękawiczki i aplikowały preparat na rabatkach. Zawsze uważałam wtedy na kierunek wiatru, tak na wszelki wypadek. A dzieci oczywiście wiedziały, że rozsypują truciznę, której nie wolno im więcej dotykać.

Domowe sposoby

Właściwe rośliny
Chcąc zredukować liczbę ślimaków w ogrodzie warto regularnie rozmieścić w nim macierzankę, lawendę, mydelnicę lekarską, majeranek. Rośliny te można również ususzyć i rozdrobnione regularnie rozsypywać na rabatkach.
Jeśli w naszym ogrodzie roi się od ślimaków, unikamy sadzenia dalii, astrów, cynii, prawoślazów, łubinu, czy margaretek.
Funkcjonalną tabelę pomagającą właściwie dobrać bezpieczne rośliny znalazłam TUTAJ.

Piwo
Miłośnicy ogrodów wiedzą, że nie tylko wielu ludzi je lubi. Przepadają za nim również ślimaki. Warto więc rozmieścić w ogrodzie piwne pułapki. Piwo nalewamy do wysokich na ok. 10 cm pojemników,( Uwaga, nie do pełna), które wkopujemy w ziemię. Zwabione zapachem ślimaki wpadają w pułapkę i po prostu się topią. 

Na zdrowie, koledzy ... Wam to nie wyjdzie ;-)Na zdrowie, koledzy ... Wam to nie wyjdzie ;-)


Ostre igliwie
Wokół narażonych na ślimaki roślin rozsypujemy ostre, kłujące igliwie. Może być z lasu, albo z ogrodowego iglaka pokazanego na zdjęciu. Przy jego pniu rośnie funkia i choć jest to przysmak ślimaków, nie mają szanse, by się do niej dostać.


Rozdrobnione skorupki jajek
Działają tak, jak igliwie. Ostrzegano mnie jednak, że mają jedną zasadniczą wadę, są przysmakiem szczurów, więc trzeba uważać, by gryzonie się u nas nie zadomowiły, bo potem jeszcze i je będziemy tępić.

Popiół
Rozsypujemy go wokół narażonych na niebezpieczeństwo rabatek i grządek. Przez pas szerokości ok. 10 cm śłimak się nie przedrze. Popiołem warto też posypać podłoże lub wymieszać go ze ściółką. To utrudni ślimakom poruszanie się. Dodatkową zaletą popiołu są jego wartości odżywcze dla roślin.


Sproszkowana kreda lub mąka
Działają jak popiół.

Folia aluminiowa
Paski folii aluminiowej mieszamy z podłożem. Ciężko się po niej poruszać, a ostre brzegi ranią ślimaki.

Zabezpieczenie płotu
Nawet nie macie pojęcia, ile ślimaków może być w ogrodzie sąsiadów. Wtedy możemy sobie walczyć do pięknej śmierci i i tak nie wiele wskóramy. Zabezpieczmy więc płot. Nie wiem, czy są w sklepach chropowate, wysokie na ok. 20 cm pasy, które moglibyśmy umocować wzdłuż płotu. Ja na razie ratuję się papierem ściernym, nawet zużytym. Do tego możemy przecież wysypać pas popiołu, kredy lub mąki.

Pomocne zwierzęta
Ślimaki i ich jaja są prawdziwym przysmakiem dla jeży, kaczek, ropuch, jaszczurek i wielu ptaków, również gęsi i kaczek. Jeśli więc mamy je w ogrodzie, problem sam powinien się rozwiązać :-)

Zbieranie ślimaków
To jedna z najskuteczniejszych metod. Rano, nawet wcześnie i wieczorem, aż do ok. 22.00 można udać się na łowy. Ja zbieram regularnie i z mojego małego ogródka jednorazowo potrafię usunąć nawet ok. 200 ślimaków. Patrzcie, a wcale nie wygląda.

Choć nie wygląda, to ok. 200 sztuk.Choć nie wygląda, to ok. 200 sztuk.


Co potem z nimi robić?

  • Wypuścić na odległa łąkę albo do lasu,
  • Przekazać właścicielowi gęsi lub kaczek,
  • Zasypać solą, która zabije mięczaki i wyrzucić,
  • Zalać wrzątkiem i wylać do najbliższego kanału,
  • Poprzecinać sekatorem i ... Patrz poniżej

Jedyną wadą tej metody jest poświęcony czas. Swoje w ogrodzie trzeba spędzić.

Ślimak na ofiarę
To jedna z brutalniejszych metod i nie każdego psychicznie na nią stać, mimo to napiszę.
Część zebranych ślimaków przecinamy sekatorem i pozostawiamy w pobliżu ślimaczych zbiorowisk. Ślimaki to kanibale, więc na 100 procent wypełzną na posiłek i wtedy je dopadniemy.
Do tego fragmentu, z przyczyn zrozumiałych nie robiłam zdjęć.

MÓJ WIELOSKŁADNIKOWY MULTIPLAN :-)

Skutecznej metody walki ze ślimakami nie ma. A co, jeśli metody połączymy? Oto, na co się zdecydowałam.

  1. Pousuwałam już kamienie i kawałki drewna.
  2. Zredukowałam liczbę roślin, które już przekwitły. Zatrzymywały tylko wilgoć i oferowały ślimakom cień, więc je powycinałam.
  3. Trawnik jest skoszony na jeża, a chwasty nie mają racji bytu. Od razu są eliminowane.
  4. Kilkakrotnie spulchniłam i napowietrzyłam grabiami podłoże.
  5. Porozsypywałam najbardziej toksyczny granulat dostępny w sklepie ogrodniczym.
  6. Wokół najbardziej narażonych roślin rozsypałam popiół. Pierwsze listki już są :-)
  7. Popiół rozsypuję też wzdłuż płotu. Od strony sąsiadki, która ma w ogrodzie prawdziwą plagę ślimaków ustawię też papier ścierny. 
  8. Przygotowała pułapki piwne.
  9. Regularnie zbieram ślimaki. Część z nich pozostawiam na pożarcie, podczas którego nadal zbieram. Nie mam żadnych skrupułów, przede wszystkim gdy pomyślę o zżartych daliach, łubinie albo astrach. Teraz trzymam kciuki za zbezczeszczony kwiat indiański. Może jeszcze dojdzie do siebie.
  10. A do tego jeszcze poczęstuję je zmielonym, suszonym majerankiem. Właśnie kupiłam na promocji.

Jeśli MÓJ WIELOSKŁADNIKOWY MULTIPLAN się sprawdzi, wkopie dalie. Pożyjemy, zobaczymy, tak czy siak, dam Wam znać. Na zakończenie kolejne zbiory. Już nawet nie liczę.


Życzę samych sukcesów w walce ze ślimakami.

A TUTAJ sposób na walkę z kurzem. W domu, rzecz jasna, nie w ogrodzie ;-)


Serdecznie pozdrawiam,

Dział: Uroki ogrodu
poniedziałek, 07 kwiecień 2014 06:50

ZATOKI W KOLORZE BLOND - Historia nieprawdziwa

Sama ostatnio miałam problem z zatokami. Temat zajął mnie na kilka długich godzin, a przy okazji przyszła mi do głowy taka oto historia nieprawdziwa. Przynajmniej ja nie słyczałam.

ZATOKI W KOLORZE BLOND - Historia nieprawdziwa


Marta z zadowoleniem podziwiała kostium karnawałowy swojej córki. Malwinka koniecznie chciała być biedronką. I będzie, już jutro, na szkolnym baliku. Marta obiecała, że pomoże w organizacji. Wieczorem, cała radosna ucałowała córcię na dobranoc i godzinę później sama poszła spać.

            Nazajutrz obudziła się z lekkim bólem pod prawym okiem. Zdziwiona siedziała na brzegu łóżka i masowała bolące miejsce.

- Andrzej, zobacz. – zagadnęła do męża – Tu mnie boli. O tutaj.

 

- Zatoka nosowa. – odparł bez namysłu – Może gdzieś podmarzłaś, przeziębiłaś się albo cię przewiało. Zatoki tego nie lubią.

- Gdzie niby miałabym przemarznąć, przecież ciepło się ubieram – odparła Marta z irytacją w głosie – A poza tym, jakie zatoki? Przecież nigdy nie miałam z nimi kłopotów.

- No to może dopadł cię jakiś wirus. Ooo, albo bakterie. – mąż nadal szukał powodu bólu.

- Wirus? Ale co ty! Przecież jestem taka odporna.

- Cóż, kochanie, skoro wiesz lepiej, to dobrze. – odparł Andrzej udając obojętność.

            I wyszedł. Głupie baby, myślał później. Skoro sama wie lepiej, po cholerę pyta. Aaa, nie, przecież zaraz powiedziałaby, że wcale nie pytała, tylko pokazała. Nieee, no … w małej wiosce, w miejskim tłumie i dziad baby nie zrozumie.

            Marta w zatoki nie wierzyła. Może i się trochę przeziębiła, ale żeby od razu zatoki? Nie, przecież nigdy jej nie dokuczały. Pewnie źle spała, albo coś tam. Wieczorem będzie po krzyku. Ignorując lekkie pobolewanie w prawym policzku poszła do pracy, po zakupy i na szkolny balik. Ale wieczorem nie było po krzyku. Bolało ją coraz bardziej.

- Ależ byłam głupia, że tak to zlekceważyłam. – żaliła się Andrzejowi – Może gdybym od razu coś wzięła, przeszłoby mi.

            A widzisz, przyszła koza do woza, pomyślał z lekką nutką ironii. Trzeba było NIE LEKCEWAŻYĆ BÓLU, NAWET, JEŚLI ZATOKI NIGDY CIĘ NIE BOLAŁY, głupia gąsko. Ale to nieoficjalnie, bo oficjalnie zaproponował żonie jedno z wielu rozwiązań, jakie znał.

- Marta, najlepsze są domowe sposoby. Zrób ty sobie porządną inhalację. Nawet nie wiesz, jak dużo jest możliwości.

- Ja znam tylko z rumianku. Ta jest chyba najpopularniejsza.

- Tak, ale nie jedyna.

- A co jeszcze pomaga?

- Zobacz tutaj, ile mamy możliwości.
- A co, jeśli inhalacja nie pomoże?
- Oj dziewczę, dziewczę, najpierw spróbuj, a potem zobaczymy. Ważne jest prawidłowe odżywianie i na pewno musisz dużo pić. Spójrz, tutaj tak jest napisane. Zaraz zrobię ci herbatę miętową z miodem i cytryną.
- Oj Andrzej, takie herbatki to ja piję na co dzień, mój organizm jest do nich przyzwyczajony, to jak mają zadziałać?
- W takim razie proponuję ci koktajl z chrzanu.
- Wiesz co, ty chyba zwariowałeś! Naprawdę myślisz, że ja to wypiję?
- Jeśli nie chcesz pić, to znaczy, że wcale aż tak cię nie boli, więc się zastanawiam, po co łamię sobie głowę. Ale przysięgałem to i tamto, jak braliśmy ślub, więc ci pomogę.
Andrzej pomału miał dość. Ty się tu, chłopie, produkujesz, a twoja własna, osobista małżonka torpeduje, cokolwiek powiesz.
- Możesz zrobić sobie okład. Zobacz, jakie od wyboru do koloru. – mężczyzna od niechcenia podał żonie książkę.
- A ty mi nie poczytasz? – Marta udała smutną.
- Nie, nie poczytam. Wszystko wskazuje na to, że możesz czytać sama. Poza tym oglądam film.
Martę trochę zamurowało. Chwyciła leżący przed nią plik kartek i przeglądała od niechcenia.
Te baby to chyba wszystkie są blondynkami, myślał Andrzej. Przecież jak cię boli, to się ratuj, metod nie brakuje. Widać aż tak ją nie boli.
- Andrzej, ja na wiele składników mam alergię. – jęknęła odkładając materiały – Znasz może jeszcze coś.
Marta, z błagalnym wyrazem twarzy głaskała go po ramieniu. W sumie miał ochotę na odpowiedź w stylu:
Znam, ale nie podam.
W końcu sobie zasłużyła. Pomyślał jednak, że nie jest aż taką świnią.
- Masaże, po prostu masuj tam gdzie cię boli używając najnormalniejszego kremu do twarzy. Poczekaj, przyniosę ci.
Andrzej nie chciał, by żona wstawała, więc sam podreptał do łazienki wracając po chwili z gustownym słoiczkiem. Jakież jednak było jego zdziwienie, gdy zamiast skorzystać z jego porady po prostu sobie leżała.
- I co, nie pomasujesz? – spytał.
- Zmarszczki. – szepnęła.
- Co?
- Zmarszczki. Przecież od razu mi się porobią.
Teraz jeszcze się opanował, jednak gdy Marta miałaby się przeziębić po kąpielach stóp, cytrynowe podeszwy poprzez swój odór uniemożliwiłyby sen, a płukanie nosa z pewnością skrzywiłoby jej przegrodę nosową, nie wytrzymał.
- Wiesz co? – warknął poirytowany – W D sobie wstrzel te swoje wielkopańskie chimery. A ja w D mam twoje obolałe zatoki. Ciebie to chyba mózg boli. Prześpij się, może ci przejdzie. Dobranoc.
Andrzej wstał i po prostu wyszedł. Marta, ciężko zaskoczona gwałtowną reakcją męża stwierdziła, że on też ma sobie w D wstrzelić … te swoje metody i wynalazki. Przecież takie abra – kadara i tak nie pomaga.
Na drugi dzień nie odzywali się do siebie, a Marta cichaczem łykała tabletki przeciwbólowe. Trzeciego dnia rano nie wytrzymała i umówiła się do laryngologa. Ten zbadał ją i co orzekł?
- Ma pani silne zapalenie zatok. Od kiedy panią bolą?
- To już trzeci dzień. - odparła nieświadoma tego, co za chwilę miało ją spotkać.
- I tak sobie to pani zlekceważyła? Gdyby od razu zrobiła pani inhalację, albo okład z rumianku, byłaby pani teraz zdrowa. A tak, muszę zapisać antybiotyk.
- A może to i lepiej. – odparła Marta – Pobiorę dwa, trzy dni i mi przejdzie.

Już za chwilę pędziła do apteki zrealizować receptę. Antybiotyk brała przez następnych dziesięć dni, jednak zatoki bolały ją dalej.

- A u jakiego lekarza byłaś? – pytała jej mama.

- U tego co zawsze.

- Eee, przecież od lat ci mówię, że żaden z niego specjalista. Pokaż, co ci zapisał. – starsza pani spojrzała na opakowanie, które z dezaprobatą pokazała ojcu Marta.

- Przecież to jest leczenia syfa pudrem! – wykrzyknął i sięgnął po swój smartphone.

Dumny, że mimo poważnego już wieku radzi siebie z tak zaawansowaną techniką, wyszukał numer telefonu do porządnego, jego zdaniem lekarza. Ojciec Marty znał bowiem wszystkich najlepszych specjalistów, był też prawdziwym ekspertem medycznym, przynajmniej we własnym odczuciu.

- Tutaj, proszę, pójdziesz go mojego doktora.

            Co miała zrobić, poszła. Doktor taty spojrzał na puste opakowanie po antybiotyku i popukał się palcem w czoło.

- Kto pani to przepisał? Przecież ten lek nie mógł zadziałać! Z zapaleniem zatok radzą sobie tylko trzy antybiotyki, a ten do nich nie należy.

            Marta siedziała nic nie mówiąc. Co niby miała pbyowiedzieć? Że w D miała lekki ból lewej zatoki? I porady męża też? A do swojego lekarza chodzi, bo nigdy nie musi czekać na termin? Capnęła tylko receptę i szybko wyszła, nie mówiąc nawet:

- Do widzenia.

            Poszła prosto do apteki, wykupiła lek i poczłapała do domu. Była tak rozgoryczona, że postanowiła wziąć urlop do końca tygodnia. Nie zwolnienie tylko, właśnie urlop. I tak miała jeszcze zaległy z zeszłego roku, a za zawonienie mniej by jej zapłacono.

            Kolejnego przedpołudnia ostry dzwonek do drzwi wyrwał ją z błogiego nicnierobienia.

- Marta, otwórz. – prosiła sąsiadka – Potrzebuję pomocy.

            Co było robić, otworzyła.

- Zobacz, boli mnie. – wypaliła sąsiadka bez zbędnych grzeczności i wstępów – O, tutaj.

- Zatoka nosowa. – odparła Marta rzeczowo – Masz szczęście, bo jestem w tym temacie prawdziwą ekspertką. Otóż przede wszystkim musisz dużo pić. Najlepiej posłużą ci herbaty malinowa, z dzikiej róży, hibiskusa, … Do tego inhalacje. Zdecydowanie najlepsza jest ta z czosnku. I musisz pić koktajl z chrzanu. Nie zapomnij o okładach. Proszę, tu są ziemniaki, gdybyś nie miała. Właśnie ten okład jest najlepszy. A poza tym przykładaj jeszcze … i płucz nos. A na noc zrób sobie cytrynowe podeszwy …

środa, 15 luty 2017 06:36

Domowe sposoby na zapalenie zatok

Mam nadzieję, że zaglądacie tutaj z ciekawości albo po prostu, profilaktycznie, nie zaś z konieczności. Ja zajęłam się tematem ze względu na moje zapalenie zatok i nawet nie wiedziałam, ile jest sposobów, by sobie pomóc. 

15 lutego 2017 uzupełniłam artykuł o kolejne doświadczenia. Dalsze porady już w przygotowaniu.

Zapalenie zatok? Nawet nie mrugniesz, a już jest.
Nigdzie nie zmarzłam, nie byłam uprzednio przeziębiona, rzadko przebywam w dużych skupiskach ludzi, dobrze się odżywiam, a mimo to któregoś pięknego dnia obudziłam się z bólem prawego policzka. Czyżby zatoki? Przecież nigdy mi nie dokuczały. A poza tym skąd? U innych, owszem, zdarza się, ale u mnie?
Ile z nas myśli w ten sposób, a potem …
- To zapalenie zatok. – stwierdza laryngolog i zaczyna tłumaczyć, co to za organy, do czego służą i jak dochodzi do zapalenia.

Zanim jednak pójdziemy do lekarza i damy się zbombardować antybiotykami, które w przypadku zapalenia zatok często są zapisywane, warto zadziałać samemu. Zmobilizowana potrzebą i bólem głowy zainteresowałam się tematem i … sami zobaczcie.

ODŻYWIANIE

DUŻO PIĆ
Do wyboru mamy:

HERBATY
Miętową, rumiankową, malinową, lipową, z hibiskusa, dzikiej róży czy majeranku (UWAGA, przyszłe mamy lepiej niech sobie majeranek podarują, to podobno naturalny środek na poronienia. Tak zawsze opowiadała moja babcia), do których można dodać miód i cytrynę.

KOKTAJL Z CHRZANU
Niedobry, ale działa.
3 łyżeczki świeżego chrzanu (jeśli nie mamy, to kupnego, najlepiej ostrego i bez żadnych dodatków, najlepsze są te najtańsze) zalewamy litrem mocno ciepłej wody, dodajemy sok z jednej cytryny i odstawiamy na osiem godzin, najlepiej na noc. Od rana pijemy, co kwadrans po troszku, tak, by wystarczyło na cały dzień. W nagłych przypadkach można pić od razu albo czekając krócej, wtedy lekarstwo podobno słabiej działa. Warto wtedy przygotować dwie porcje, jedną na teraz, a drugą na za osiem godzin. Przygotujcie się tylko, że do wykwintnych delikatesów nasz koktajl nie należy. Czułam go również w żołądku, ale nie było to nieprzyjemne uczucie.

PRODUKTY WSPIERAJĄCE DIETĘ
Dużo produktów zawierających witaminę C lub ostrych. Maliny, jeżyny, czarny bez, porzeczki, koperek, pietruszka, cebula, chrzan, czosnek, peperoni. Co do tych z witaminą C planujemy je równomiernie na cały dzień.

INHALACJE
Tu mamy naprawdę wiele możliwości. Rumianek, olejek z drzewa herbacianego, mięta, tymianek, świeży utarty chrzan (jeśli nie mamy, to kupny, ostry i bez żadnych dodatków, najlepsze są te najtańsze), rozgnieciony czosnek, eukaliptus, czarny bez, sól, ocet winny jabłkowy.
Jeden z powyższych produktów dodajemy do chłodnej wody w takich proporcjach, doprowadzamy do wrzenia i wskakujemy pod ręcznik.

OKŁADY
To nie do wiary, co można przykładać na policzki lub czoło, gdy bolą nas zatoki.
UWAGA!!!
Zapalonych zatok wcale nie trzeba tylko ogrzewać, można też zastosować coś chłodnego, a nawet zimnego. Zaczniemy od ciepełka.


ZACZYNAMY OD CIEPEŁKA

MAŚĆ Z RUMIANKU
6 łyżek kwiecia rumianku wsypujemy do garnuszka i zalewamy małą ilością wody. Powoli doprowadzamy do wrzenia i pozostawiamy na małym ogniu rozjuszając łyżką na maść. Uważamy, by nie przypalić, przy małej ilości wody to nic trudnego. Po ok. 10 minutach dodajemy sok z połowy cytryny i 3 łyżki miodu. Maść nakładamy na przygotowane kompresy – gazę, ściereczki, watę, przykładamy na policzki (nic się nie stanie, jeśli również na oczy i nos), a na to kładziemy termofor lub poduszkę elektryczną. Leżymy aż okład nie przeschnie, u mnie potrwało to dwie godziny i przyniosło sporą ulgę. Poleżałabym dłużej, gdybym tylko mogła.

 

 

NAPAR Z RUMIANKU
Łyżkę kwiecia rumianku zalewamy ciepłą wodą, powoli doprowadzamy do wrzenia i pozostawiamy na kwadrans, by napar popykał i dobrze naciągnął.  Po tym czasie odcedzamy, nasączamy gazę, ściereczkę albo mały ręczniczek i przykładamy. Trzeba się z tym pospieszyć, do okład szybko stygnie. Dobrze jest okład dobrze okryć lub położyć termofor, by za szybko się nie wystudził. Do płynu, po odcedzeniu można dodać sok z połowy cytryny kilka kropli olejku eukaliptusowego albo z drzewa herbacianego.

MASECZKA Z ZIEMNIEKÓW
Kilka ziemniaków ugotować w mundurkach, bez soli. Gdy zmiękną, nie obierać, rozdusić w starym ręczniku i robić okłady. Jeśli będą za gorące, zawinąć w dodatkowy ręcznik. Dobrze jest przyłożyć na to termofor, by ziemniaki dłużej pozostały ciepłe. Okład pozostawiamy do ostygnięcia.

OKŁAD Z SIEMIENIA LNIANEGO
Dwie łyżki siemienia lnianego zalewamy małą ilością wody i gotujemy na małym ogniu tak długo, aż zrobi się kisiel. Ziarenka siemienia nakładamy na kompres i przykładamy do policzków lub czoła pozostawiając do ostygnięcia lub tak długo, aż kompres zacznie nam przeszkadzać.

OKŁAD Z GORCZYCY LUB GROCHU
Gorczycą lub grochem napełniamy lniany woreczek albo starą skarpetkę i podgrzewamy w mikrofali, piekarniku, na pokrywce gorącego garnka lub na patelni – tu trzeba uważać, by nie spalić. Taki okład pozostawiamy na bolących zatokach ok. pół godziny.

OKŁAD AFRYKAŃSKI
Sól oraz wszystkie przyprawy, jakie mamy w domu mieszamy w równych proporcjach, zawijamy z lniany materiał tak, by się nie wysypało i podgrzewamy w mikrofali, piekarniku, na pokrywce gorącego garnka lub na patelni – tu trzeba uważać, by nie spalić. Taką mieszaniną okładamy pozostawiając na pół godziny.

TERAZ COŚ CHŁODNIEJSZEGO, A NAWET ZIMNEGO

MAZIDŁO Z TWAROGU
100 g twarogu lub serka homogenizowanego mieszamy z sokiem z jednej cytryny i trzema łyżkami miodu. Mazidło przenosimy na ściereczkę i przykładamy na policzki lub czoło pozostawiając do wyschnięcia. Serek musi być na tyle suchy, by pękał.

OKŁAD Z MUSZTARDY
Mieszamy trzy łyżeczki musztardy i trzy łyżeczki mocno ciepłej wody. Taką maść nakładamy na gazę i przykładamy do bolącej zatoki na około 15 minut. Po tym czasie skóra powinna się zaczerwienić. Okład powtarzamy najwcześniej po 24 godzinach, a jeśli skóra nadal jest czerwona i być może wrażliwa, po 48 godzinach.

OKŁAD Z LODU
Tak, tak, dobrze czytacie. Z lodu. Specjaliści twierdzą, że bakterie giną w temperaturze powyżej 60 stopni (tu byśmy się poparzyli) i gdy się je wymrozi. I to jest właśnie powód, by na obolałe zatoki kłaść lód, albo zamrożone woreczki z żelem.

PROMIENIOWANIE PODCZERWONE
Siadamy przed lampą emitującą promienie podczerwone i zanim w ogóle ją włączymy, przygotowujemy porządną ochronę dla oczu, np. złożoną kilkakrotnie chustę w ciemnym kolorze, którą na samym początku działania wiążemy na czole. Zaraz po włączeniu lampy ochraniamy oczy i kierujemy światło na bolące miejsce w takiej odległości, by wyraźnie czuć przyjemne ciepło. Naświetlanie nie powinno przekroczyć 10 minut.

PŁUKANIE NOSA
Pojemnik do płukania musimy kupić w aptece. Na kwadrans przed płukaniem mocno zakraplamy nos, najzwyklejszymi kroplami, nie używamy wtedy takich z olejkami eterycznymi. Do pojemnika wlewamy ciepłą wodę, dodajemy ampułkę soli emskiej albo 20 kropli wody utlenionej. Stojąc nad umywalką wylewkę przykładamy do jednej dziurki nosa i albo pozwalamy wodzie samej wpływać do nosa albo, naciskając na pojemnik sami ją wpompowujemy. Woda wylatuje drugą dziurką i nie pytajcie mnie, co czasami można zobaczyć w umywalce.
UWAGA, płukanie nosa może boleć, może też piec, wywoływać dreszcze i ciarki na plecach. Może, ale nie musi. Spróbować warto.

MASAŻE
Poza produktami ostrymi, takimi jak chrzan albo czosnek, wmasowywać można praktycznie wszystko, nawet zwykły krem do rąk. Już samo masowanie przynosi ulgę i poprzez tarcie rozgrzewa zatoki.

OKLEPYWANIE
Baaardzo pomaga. W przypadku prawych zatok przechylamy głowę w lewo lub kładziemy sie na lewym boku, gdy bolą lewe zatoki, robimy odwrotnie. Lekko oklepujemy bolącą zatokę zaczynając od skroni, a kończąc przy nosie. Każdej zatoce poświęcamy około minuty, czynność powtarzamy możliwie często.

KĄPIELE STÓP
Stosuje się je nie tylko przy zapaleniu zatok, ale również przy przeziębieniach. Przygotowujemy dwie miski, jedną z wodą o temperaturze powyżej 38 stopni, woda musi być mocno ciepła, ale jeszcze nas nie parzyć. Do drugiej miski wlewamy wodę o temperaturze ok. 10 stopni. Nogi wkładamy na przemian do jednej i drugiej miski, trzymając w ciepłej wodzie 10 minut, a w zimnej 30 sekund. Czynność powtarzamy kilka razy dziennie.

CYTRYNOWE PODESZWY
Obrać dwie cytryny tak, by skórki były w miarę możliwości duże. Wewnętrzną stroną przyłożyć skórki do stóp, bandażem zabezpieczyć przed przesuwaniem się i przykryć skarpetką. Pozostawić na 12 godzin.

 

Podobnie, jak w przypadku stłuczenia, metod leczenia zapalonych zatok jest więcej. Jednak te, które jeszcze znalazłam są zbyt skomplikowane lub zbyt drogie, więc je sobie podaruję. I tu również Was poproszę, kto jeszcze coś zna, proszę podać, będziemy uzupełniać.

Życzę Wam dużo zdrowia i pozdrawiam,

Moda i uroda - TOP 5

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

  • Paznokcie! POMOCY!!!

    Paznokcie! POMOCY!!!

    W większości artykuły o takim tytule polecają wiele metod na piękne paznokcie. Ja odbiegam od tej reguły...

  • Organizer do kosmetyków

    Organizer do kosmetyków

    Kosmetyki! Narkotyk wielu kobiet! Z radością je kupujemy, przyjmujemy jako prezent, używamy i często...

  • Raj dla włosów

    Raj dla włosów

    Piękne, zadbane włosy to jest to! Część kobiet wiele poświęca by osiągnąć upragniony cel. Część,...

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Polecamy


Previous
Next