Krzyki i szepty

Napisała  poniedziałek, 31 marzec 2014 02:10

Cholera jasna, jak mnie dziś wszystko wkurza! Mam ochotę wszystkich pozabijać, wybuchnąć. Albo usiąść i płakać. Dlaczego? No bo tak. Zresztą, diabli wiedzą. Niezadowolenie, napady złości, dni pełne smutku. Masz tak czasami? Ja owszem. Pytanie brzmi, co wtedy?

Tym dość realistycznym wstępem rozpoczynamy cykl „Krzyki i szepty” poświęcony naszym kobiecym złościom i smutkom. Nie znam kobiety w pełni opanowanej, takiej, której nic nie wyprowadzi z równowagi. Albo przez dwa dni nie chodzi smutna, choć, obiektywnie rzecz biorąc, nie ma po temu żadnego powodu. Wy też jej nie znacie, bo … takiej nie ma.

 
Za to nerwowe, zestresowane, wybuchowe spotykamy każdego dnia. Przyznam, że sama do nich należę. Czasami. Po kilku szczerych rozmowach ze znajomymi wiem, że gdy emocje już opadną, każda z nas żałuje tego, co się stało, mając przed oczyma swój portret kobiety pogodnej, spokojnej i opanowanej. Albo, gdy smutki odejdą w zapomnienie, zastanawiamy się, po co straciłyśmy tyle czasu?
Czy można coś z tym zrobić? Można, choć sprawa często wymaga czasu, naszego drobnego zaangażowania i dobrej woli. O doświadczeniach, swoich oraz kobiet, które szczerze opowiedziały mi o swoich przeżyciach opowiemy sobie w odcinkach. Dziś pierwsza historia cyklu „Krzyki i szepty”. Co można zrobić? 

- Przeczekać. – doradził sąsiad, gdy Marta, wściekła do granic wypaliła bez pardonu, że nie może opanować wybuchów złości.
     Przeczekać? Może to i metoda, ale nie dla mnie, pomyślała. Wszyscy wokół muszą znosić moje humory i co? Mają przeczekiwać ze mną? Ba, co najważniejsze, ja wcale nie chcę taka być. Dlaczego więc, pytam, wciąż nachodzą mnie te przeklęte napady złości? Nie, czekać nie będę. To dobre dla leniuchów albo ludzi bez charakteru. Marta zamknęła za sobą drzwi sypialni i usiadła na łóżku, bezradna i … wściekła.
- Boże, pomóż mi ... - jęczała sama do siebie - Przecież z natury jestem pogodna, spokojna, uśmiechnięta. Na co się tak wkurzam? I dlaczego? Przecież zawsze słynęłam z łatwości rozwiązywania wszelkich problemów i radzenia sobie w sytuacjach stresowych. A teraz? W dodatku, zamiast prasować siedzę tu jak kura na grzędzie i tracę czas.
     Drzwi sypialni uchyliły się i stanęła w nich Dori, młodsza córka Marty.
- Mamuś, Portos znów zahaftował dywan w pokoju dziennym. A Ela, choć to jej pies, powiedziała, że ona tego sprzątać nie będzie.
- Jak to nie będzie?
     Marta pełna przemyśleń na temat swych nerwowych reakcji spokojnie wstała i podeszła do córki.
- Tak to. Nie chce i już.
- Do piernika, ty już sprzątałaś, ja sprzątałam, choć wcale nie musiałyśmy.
     Marta chwyciła dziecko za rękę i obie poszły do pokoju dziennego. Nie zamierzała wszczynać wojny, robić scen, wrzeszczeć, nie, nic z tych rzeczy. Chciała w spokoju porozmawiać z córką i wyjaśnić sprawę.
- Ela, co jest z Portosem? – spytała spokojnie.
- Nie wiem, znów się porzygał.
- Co to w ogóle za pełna ignorancji odpowiedź? Przecież to twój pies, więc wykaż proszę trochę zainteresowania, gdy coś mu dolega. I posprzątaj dywan.
- Znowu ja. Zawsze tylko ja. – jęczała Ela.
- Ooo, chwileczkę. – Marta uniosła w górę wyprostowany, długi palec – Kto chciał psa?
     Nadal była spokojna, ale wolała nie obiecywać, że tak właśnie pozostanie.
- No tak, jeszcze ten twój palec. – Ela dobrowolnie kładła głowę pod nóż.
- Ej, kochana! – warknęła matka – Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele! To twój pies, ty ściągnęłaś go do domu obiecując, że nie obciąży nikogo z nas!!!
     Choć wcale nie chciała, Marta czuła, jak sama się nakręca. A może to coś ją nakręcało? Coś w środku, jakiś potwór, duch, sam diabeł?
- Dość mam twojego nastawienia! Zapewniam cię, że to się zmieni i to od zaraz! Proszę natychmiast posprzątać pokój, a następnie przygotować samochód, byśmy pojechały z Portosem do weterynarza! Natychmiast!!! Rozumiesz? Natychmiast!!! Koszty pokryjesz oczywiście ty!!! Z kieszonkowego!!! To twój pies!!!
     Marta coś tam jeszcze wykrzykiwała i nawet nie zauważyła, że Dori płacze. Oprzytomniała dopiero, gdy Portos zaczął skomleć. Ela sprzątała, Dori płakała, a pies skomlał i to wcale nie z bólu, tylko z hałasu. Dopiero teraz dotarło do niej, jakiego piwa naważyła, dziś już drugi raz.
- Dori, dlaczego płaczesz? – spytała z troską w głosie – Przecież ty nic nie zrobiłaś.
     Sześcioletnia dziewczynka stała bez słowa, patrzyła na matkę i płakał, płakała, płakała.
- Dori, czy znów za głośno krzyczałam? – spytała.
- Tak, za głośno. Boję się, gdy tak krzyczysz. Portos też się boi, dlatego piszczy.
     Teraz popłakała się i Ela. Usiadła koło swojego chorego psa i płakała, płakała, płakała. Niewiele brakowało, a i Marcie popłynęłyby łzy. Opanowała się jednak, przeklinając w duchu samą siebie. Zobacz, co narobiłaś, głupia babo, wyzywała w duchu, gdyby nie twoje napady złości dawno siedziałybyśmy w samochodzie i jechały do weterynarza, a tak musisz najpierw opanować sytuację, uspokoić dzieci i kto wie, czy nie … posprzątać. W dodatku Portos za chwilę  znów się zrzyga. Na sto procent.
     A pewnie, zwymiotował, jeszcze dwukrotnie, w domu i w samochodzie. Ela wszystko posprzątała, ale bardziej ze strachu, niż z poczucia obowiązku, Dori siedziała bez słowa, a Marta? Teraz po prostu była smutna.
- Najprawdopodobniej to grypa żołądka. – oświadczył weterynarz, gdy zbadał psa – Dam paniom lekarstwa. U mnie kosztują tyle samo, co w aptece, więc ominie was zbędna wyprawa.
- Wspaniale. Bardzo panu dziękuję. Na dziś zdecydowanie wystarczy mi już stresu.
- O, to trzeba więcej spać. Zmęczenie i stres to bracia bliźniacy, co gorsza, nierozłączni. Godzinę wcześniej do łóżka i jeden punkt mniej w terminarzu, a za miesiąc się pani nie pozna. Polecam.
     Marta spojrzała na niego spode łba. Co on w ogóle może wiedzieć, pomyślała. Niech pomieszka z nami jakiś czas, to sam zobaczy, ile mam roboty i jak mało czasu.
     Jednak wieczorem, gdy nawet główne wydanie wiadomości nie było w stanie jej zainteresować, a jedynym, o czym myślała było łóżko, Marta wróciła myślami do rady weterynarza. Pewnie tak sobie tylko powiedział, a mimo to miał rację. Właściwie, dlaczego sama nie zainteresowała się tą sprawą, nie poszukała, co zrobić, by sobie pomóc, a nie tylko zmuszać się do spokoju. Tak, poszuka, na pewno. Ale nie teraz. Teraz po prostu pójdzie spać.

Cdn.

UWAGA

Nasza historia nie jest prawdziwa, a wszelkie podobieństwa są przypadkowe.

Kochane, Kochani

Nie jestem lekarzem, psychologiem ani księdzem, więc nie będę tu wypisywać mundrości na temat ważności snu dla istoty ludzkiej i niebezpieczeństw związanych z ciągłym zmęczeniem. Każdy o tym wie i … często zapomina, bo wszystko inne jest ważniejsze. Wiecie co, na pewno wiele, ale czy ważniejsze od naszych kontaktów z najbliższymi, od miłości i zaufania naszych dzieci oraz od stanu naszych nerwów? Dla mnie nie. I wcale nie chodzi tu o leżenie brzuchem do góry i wykręcanie się stresem. Tylko o zdjęcie z siebie odpowiedzialności za wszystko wokół. Jeśli dziś nie wyprasuję, to nie, zrobię to jutro. Dziś przepracowałam osiem godzin, posprzątałam, mieszkanie i ugotowałam porządny obiad. Czy miałam czas dla dzieci? Czy znajdę go dla męża? Prasowanie, czy rodzina?

Wiecie, kto zwrócił mi na to uwagę? Mój Boss.

Jakiś czas temu rozmawiałam przez telefon ze znajomą. Była godzina dwudziesta druga. Moja rozmówczymi oświadczyła, że tamtego wieczora musi jeszcze upiec tort, posprzątać mieszkanie i pofarbować włosy, bo jutro ma gości. Kiedyś, choć prawie w nocy pewnie też bym piekła, ale na pewno nie tort, tylko cudowny multi placek. Dziś piekę go nieco wcześniej, a jak mi się rozjedzie plan dnia (względnie kilku dni) kupuję jakiś gotowy wypiek. A jeśli już nie ciasto, to i dobre lody mogą być.

Pozdrawiam względnie bezstresowo ;-)

Czytany 1359 razy Ostatnio zmieniany środa, 01 październik 2014 18:33
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

2 komentarzy

  • Link do komentarza MultiLady środa, 28 styczeń 2015 08:28 napisane przez MultiLady

    Kropka, witaj w grupie:-)
    To jesteśmy już dwie w sytuacji kryzysowej. U mnie ostatnio też cienko. Pewnie za jakiś czas się pozbieram, ale teraz mi się po prostu nie chce. I w D mam, że noszę niewyprasowaną bluzkę. Taka moda, o. Dawaj znać, co u Ciebie, ja też będę pisać i będziemy się wspierać.
    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Multi

  • Link do komentarza kropka306 wtorek, 27 styczeń 2015 00:41 napisane przez kropka306

    Chciałabym bezstresowo... Ostatnio zauważyłam, że nie jestem sobą i bardzo mi siebie brakuje :( Daleko mi do pedantki, w domu zawsze pełen kosz prania, góra ciuchów do poskładania piętrzy się na kanapie, kurz też nie jest mi obcy, a i tak humor nie ten i czasu na cokolwiek brak.

Portret kobiety - TOP 5

  • Noworoczne postanowienia inaczej

    Noworoczne postanowienia inaczej

    Dziś pierwszy dzień Nowego Roku 2017, początek nowej ery, zmian, świeżego wiatru w żaglach. To już...

  • Totalna załamka

    Totalna załamka

    Znacie to uczucie bezsilności, totalnego zrezygnowania? Kiedy ręce nam opadają, w dodatku ochnasty...

  • Moja pierwsza książka

    Moja pierwsza książka

    Każdy z nas czegoś pragnie, o czymś marzy, z czasem może do czegoś dąży. Ano właśnie! Pytanie...

  • Przerwa w czasie

    Przerwa w czasie

    Każda kobieta ma tyle planów, postanowień, zadań do wykonania, z optymizmem patrzy w przyszłość...

  • Jaka piękna para

    Jaka piękna para

    Zakochane? Napotkane przypadkiem? A może nowa moda? Nie ma to jak niespodzianki przygotowane nam przez...

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Pokrewne tematy

Polecamy


Previous
Next