środa, 23 listopad 2016 09:35

Czy wiemy, co pijemy?

Zdrowie to temat w naszym życiu najważniejszy. Woda to element do życia niezbędny, ważne więc jest, by ta, którą spożywamy była dobrej jakości. Również ta z kranu. Czy faktycznie tak jest, ciężko stwierdzić, jedno jednak jest pewne. Większość społeczeństwa skarży się na kamień.

Oczywiście my też, a odkamienianie czajnika należy do czynności codziennych. Pytanie, co ze spożyciem? Szukałam, pytałam i często słyszałam, że kamień w wodzie nie stanowi zagrożenia dla naszego zdrowia, a naszym nerkom nic się nie stanie. Jeśli chodzi o wodę zimną, z której kamień jeszcze się nie wytrącił, OK, zgoda.



Ale jak widzę wodę przegotowaną, mętną, w której pływają kamienne płatki, odstawiam ad acta wszystkie te mundrości. 
Jakiś czas temu przejrzałam rynek filtrów do wody. Niestety, te naprawdę dobre swoje kosztują. Są też filtry węglowe, których jakiś czas nawet używaliśmy, konkretnie tych firmy Brita. Działały, ale zamiast obiecanego miesiąca zaledwie kilka dni, a później, zamiast usuwać kamień z wody, skutecznie usunęły pieniądze z naszego konta bankowego. Nawet zdjęć im nie zrobiłam.

Ale, jak to się mówi: "Na babę nie poradzisz!" :-) Więc wymyśliłam. Oto najprostsze i najskuteczniejsze rozwiązanie. Filtry do kawy. To przez nie nalewamy gorącą wodę do kubka.



Po pierwszych dniach ich stosowania nie mogłam uwierzyć, ile kamienia się w nich zbiera. Masakra. Poniżej przykład po zrobieniu sześciu herbat.



A tutaj zbiórka z dwóch dni. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że ta ilość kamienia miałaby przez nas przechodzić. 



Do tego jeszcze jedna zaleta. Teraz, gdy zalewamy napoje wodą niefiltrowaną, nie jesteśmy w stanie ich wypić. Smakują fatalnie, a kamień gilga w gardło. Fuj! Nigdy więcej!

I tym oto optymistycznym akcentem żegnam się z Wami. Do następnego posta :-)


Pozdrawiam,

Dział: Zdrowie co dnia
środa, 23 wrzesień 2015 09:34

Wakacyjne deja vu

Na wielu obszarach naszego życia stykamy się z różnymi tradycjami, obrzędami, wróżbami. Czy w nie wierzymy, czy coś nam przynoszą, to jedno. Drugie, to ich realizacja. Jaka tradycja wiąże się z udanym urlopem? Pewnie każdy wie. A jednak zobaczmy.

Udane wakacje? Fantastyczne miejsce? Jeśli tak, wielu z nas chętnie wrzuca do wody monetę. Przede wszystkim po to, by jeszcze tu wrócić, przeżyć wakacyjne deja vu. Albo coś zupełnie nowego. Czy wróżba się sprawdza? Szczerze mówiąc nie. Ostatecznie, nawet, jeśli przyjeżdżamy w to samo miejsce, nie dzieje się to za sprawą przypadku, to my ciągniemy za sznurki. Mimo to wielu z nas po prostu to lubi. Stanąć nad wodą i wrzucić do niej pieniążek.


Najważniejsze, by w pewne miejsce, trudno dostępne, gdzieś pod skały, w zagłębienia, szczeliny. Tu będzie bezpieczny.


A jeśli znów tu przyjedziemy ...

UDANYCH WAKACJI!!!

Już za kilka miesięcy.

niedziela, 21 czerwiec 2015 12:52

Dzieci toną po cichu, w samotności

Tonące dzieci nie krzyczą, nie machają rękoma, nie dają żadnych znaków. Idą na dno, samotne, niezauważone, przerażone. Co po nich zostaje? Dmuchane koło, czapeczka gdzieś na brzegu, czasami nic. To nad wodą, a w naszych sercach wielki ból i poczucie winy do końca życia.

O tonących dzieciach opowiedziała mi dzisiaj pani Nina Orłowska, ratowniczka z Ratownictwa Wodnego Rzeczpospolitej, którą spotkałam na plaży w Jarosławcu.
- Tonących dzieci często się nie zauważa. Znikają pod powierzchnią w oka mgnieniu i w ciszy, z ustami pełnymi wody i sercem pełnym strachu. A wielu dorosłych nie zdaje sobie z tego sprawy.


Czy można mówić tu o winie? Tak, można, a nawet trzeba. Napiszę więc szczerze i brutalnie.

Winni są rodzice.

- Wielu rodziców, gdy zobaczy na plaży ratownika, nie dba o bezpieczeństwo swoich dzieci.  - mówi pani Nina
- I dzieci idą do wody bez nadzoru rodziców? - pytam.
- Tak. - pada zatrważająca odpowiedź -  A rodzice siedzą na plaży i cieszą się życiem wierząc, że my - ratownicy jesteśmy cudotwórcami albo Bogiem. A my jesteśmy tylko ludźmi. Proszę też nie zapominać, że to właśnie rodzice mają obowiązek, powtarzam OBOWIĄZEK dbania o bezpieczeństwo swoich dzieci.

Hmmm, krótki oddech przed kolejnym pytaniem.

Pani Nina Orłowska (w czerwonej koszulce) i jaPani Nina Orłowska (w czerwonej koszulce) i ja


- Czy na tej plaży już się ktoś utopił? - pytam.
- Nie, ale dzieci ratować musieliśmy.  - opowiada pani Nina - Rodzeństwo bawiło się na materacu. W pewnym momencie chłopiec wpadł do wody i nie wypływał. Podbiegliśmy i wydobyliśmy go na powierzchnię. Na czas, więc nic się nie stało. A rodzice, zajęci swoimi sprawami nic nie zauważyli.

Drodzy Rodzice

Jeżdżąc z dziećmi nad plażę idziemy do wody razem z nimi. Nie trzeba się od razu bawić ani kąpać, kto nie chce, nie musi. Ale uważać trzeba. Słyszycie? Uważajmy na nasze dzieci, o popatrzcie, to nic trudnego.

Wspólne ZabawyWspólne Zabawy

 
A one na pewno nam się odwdzięczą :-)

Pani Nino, jeszcze raz serdecznie dziękuję za rozmowę. Dziękuję też panu Kamilowi, który również jest ratownikiem w Jarosławcu. Będzie ciąg dalszy. Do wtorku :-)

Dobrej nocy, pozdrawiam,

Dział: Czas na zabawę
środa, 16 kwiecień 2014 15:34

Woda utleniona - moja dobrodziejka

Wodę utlenioną używamy przede wszystkim do dezynfekcji ran oraz jako odplamiacz. Wielu zapomina o jej wspaniałym działaniu uzdrawiającym. Miałam okazję tak o nim usłyszeć, jak i na własnej skórze przekonać się, że działa. Mam nadzieję, że nie tylko w moim przypadku. A dowiedziałam się przez przypadek.

- Witam nowego sąsiada. - mój tato wyciągnął rękę do mężczyzny, który tydzień temu wprowadził się obok - Jak tam zdrowie?
- A dzień dobry, dzień dobry. - odpowiedział tamten - Teraz już dobrze, panie sąsiedzie, ale jeszcze parę miesięcy temu myślałem, że nie dożyję do Wielkanocy. A tutaj, niech pan patrzy, już czerwiec.
- A co pana tak zmogło, jeśli mogę zapytać?
- Rak, proszę pana, wstrętny rak płuc. Jak w zeszłym roku zdechł mi pies, nawet dołu nie mogłem dla niego wykopać. Normalnie słaniałem się na nogach.
- I co chemia? - pytał tata.
- Na początku tak. A potem przeczytałem w gazecie, że wszelkie bakterie, zarazki, również komórki rakowe najlepiej rozwijają się w środowisku beztlenowym. By je pokonać, trzeba organizm natlenić. 
- A tak, słyszałem. - odparł tata - Robią to w niektórych szpitalach. Tylko ponoć droga impreza, więc tylko w kilku i naczekać się trzeba.
- Ale, kochany, jakie tam szpitale. Sam się natleniłem. Wodą utlenioną!
- Że co proszę?
- Ano tak. Kuracja trwa dziesięć dni. Pierwszego dnia dodajemy do szklanki wody mineralnej jedną kroplę, drugiego dwie, trzeciego trzy i tak aż do dziesięciu. Potem tydzień przerwy i od nowa. To samo natlenienie i dezynfekcja od środka. Stosuję to do dziś i patrz pan, jaki ze mnie chłop. 
- No właśnie widzę i serdecznie panu gratuluje. A o metodzie muszę powiedzieć córce, sama ma trochę kłopotów ze zdrowiem. Życzę miłego dnia.
- A wzajemnie sąsiedzie. Do widzenia.

Nie należę do najzdrowszych ludzi świata i za powyższą informację jestem niezmiernie wdzięczna, tacie, sąsiadowi, Bogu, opatrzności i komukolwiek, kto przyczynił się do jej rozpowszechnienia. O wodę utlenioną pytałam lekarzy, szukałam też w Internecie. Cóż, medyczny świat nie był zachwycony moim pomysłem, bo metoda faktycznie działa, a śladowe ilości zarabia na niej tylko producent "leku". Co usłyszałam?
- Jak pani chce, niech pani sobie pije. Tylko proszę przestać, gdyby piekł panią przełyk.
I to wszystko.
Za to w Internecie znalazłam sporo informacji, w większości bardzo fachowych, które studiowałam przez kilka wieczorów. Faktycznie, im więcej tlenu w naszym organizmie, tym mniejsze ryzyko zapadnięcia na wiele chorób i większe prawdopodobieństwo wyleczenia tych, na które cierpimy. W efekcie nie mamy nic do stracenia, więc spróbowałam i ja. Niestety, na początku źle się czułam, było mi niedobrze, bolała mnie głowa, byłam zmęczona. Okazało się, że w zakresie terapii wodą utlenioną przeoczyłam ważną informację. Wolno zażywać ją z wodą mineralną (najlepiej niegazowaną) na godzinę przed posiłkiem lub w trzy godziny po posiłku. A nie byle kiedy, jak robiłam to ja. Gdy dostosowałam się do tej zasady wszelkie dolegliwości przeszły, a powoli wróciło zdrowie. Na początku brałam wodę utlenioną tak, jak sąsiad taty. Teraz, codziennie rano, na czczo dziesięć kropli dodanych do wody mineralnej, po dwóch tygodniach przerwa (też dwa tygodnie), a potem od nowa. I co? Wyniki rewelacyjne, a ja czuję się jak młody Bóg. Nawet, jeśli utleniony :-)

Zdrowe pozdrowienia Wam ślę,

Dział: Zdrowie co dnia

Styl życia - TOP 5

  • A bombki wciąż wiszą

    A bombki wciąż wiszą

    Są zwyczaje i tradycje znane na całym świecie, są regionalne, popularne tylko na danym obszarze,...

  • Prezent na ... urodziny

    Prezent na ... urodziny

    Święta Bożego Narodzenia już niedługo, ale to wcale nie o nich, tylko o prezencie urodzinowym, imieninowym...

  • Pomysł na prezent

    Pomysł na prezent

    Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej i znów pojawia się jeden malutki problem. Jakie prezenty...

  • Ognisko wielkanocne

    Ognisko wielkanocne

    Wiele krajów w Święta Zmartwychwstania Pańskiego celebruje różnorodne obrzędy. Jedną ze starych,...

  • Wakacyjne deja vu

    Wakacyjne deja vu

    Na wielu obszarach naszego życia stykamy się z różnymi tradycjami, obrzędami, wróżbami. Czy w nie wierzymy,...

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Polecamy


Previous
Next