poniedziałek, 15 styczeń 2018 05:57

I znów noc bez seksu

Oto taka sobie zabawna historia prawdziwa z życia dwojga ludzi, z których jedno jest kobietą, drugie mężczyzną, ona jest jego żoną, on jej mężem, oboje żyją ze sobą od lat i wspólnie stworzyli szczęśliwy, stabilny związek - powód do zazdrości wielu znajomych i sąsiadów.

15.01.2018.
Na prośbę czytelników prezentuję ten artykuł jeszcze raz. Cieszę się, że Wam się podoba :-)
Zapraszam do tekstu. 

Późnym wieczorem siedzieli zmęczeni przed telewizorem. Ona po całym dniu spędzonym na dozorowaniu dzieci, sprzątaniu, gotowaniu i uspokajaniu niezawsze posłusznego potomstwa. On po popołudniówce w niezbyt przyjaznym gronie kolegów z pracy. Nic dziwnego, że wino szybko uderzyło im do głowy. W oka mgnieniu zrobiło się zabawnie i w zapomnienie odszedł cały przemęczony świat. Żartowali, śmiali się na przemian, raz z życia, raz z siebie nawzajem, raz z filmu, przyjemnej komedii z dużą dozą erotyki. To właśnie ona skierowała go na TE tory. Przesiadł się na sofę żony i upajając jej zapachem zanurzył twarz w jej włosach. Jego jedna dłoń powoli wędrowała w górę rozchylonych ud, druga pieściła nabrzmiewającą z podniecenia pierś.
- Może byśmy tak spapugowali tych z filmu? - spytał szeptem.
- Bardzo chętnie. - odpowiedziała zniżonym głosem - Ale dziś ja tylko na leniucha.
- Ale to właśnie ja chciałem na leniucha! - zaprotestował.
- No to nic z tego nie będzie...

I znów noc bez seksu :-(
Jak tam, komu ta scenka wydaje się znajoma?



Pozdrawiam, cudnego tygodnia,

 

środa, 16 kwiecień 2014 10:45

CO W KAWIE PISZCZY? - Historia nieprawdziwa

Dziś sporo było o kawie, więc na zakończenie do głowy przyszła mi pewna historia, nieprawdziwa, rzecz jasna. Opowiada o kawowych zmaganiach wewnętrznych Marty - naszej blondynki, która w cyklu Krzyki i szepty modelowo drze się na dzieci.

Wolno nam pić kawę, czy nie? Zaszkodzi, czy pomaga? Czy kawa jest trucizną? Te i podobne pytania Marta zadawała sobie już od dawna. Ale, czasami zbyt zagoniona, a czasami zbyt leniwa nie pokusiła się o poszukanie odpowiedzi w necie. Męża wolała nie pytać, Andrzej znów potraktowałby ją z góry, jak profesor uczniaka, a reszta ludzi z otoczenia, nawet rodzony ojciec, była, jej zdaniem, zbyt głupia, by orientować się w tak skomplikowanej materii. Tak więc, jak się nie obróć, D z tyłu, pytanie pozostawało bez odpowiedzi, a Marta przeżywała wewnętrzne katusze rozważając, czy strzelić sobie dzisiaj trzecią kawkę, czy nie.

Latem Marta wraz z córkami pojechała na wiejskie wakacje do koleżanki. Ta w ciągu tygodnia pracowała, dzieciaki, tak jej, jak i Marty przepadały w stajni, a sama Marta nudziła się jak mops. Któregoś dość już późnego popołudnia wracając z długiego spaceru i bawiąc się telefonem wlazła w stojące na drodze wiadro. Brzęk metalu potężnie podniósł jej ciśnienie, a brudna woda pobrudziła jasne tenisówki.
- Do cholery ciężkiej! - zaklęła nie zważając na siłę swojego głosu - Co za niedołęga postawił wiadro na chodniku?
- Nie na chodniku, paniusiu, tylko na podjeździe. - odparł z kpiną w głosie starszy pan o typowo rolniczym wyglądzie - To nie wie, że w naszy wsi właśnie na podjeździe myje się przyczepę? Dobrze, że w nią nie wlazła z tym swoim startphonem.
- Smartphonem. - bezmyślnie poprawiła go Marta i zaraz zrobiło jej się głupio, bo zapatrzona w ekran musiała iść jak pijana kaczka.
- A tam, ta wasza technika. I potem lezie, jak taka niedołęga. Wodę mi wylała, eeee - dziadek wyraźnie się zirytował.
- Przepraszam, ma pan rację, powinnam była uważać. - Marta uderzyła w nieco milszy ton jednocześnie rozglądając się wokół. 
Nie wierzyła własnym oczom. Była już prawie osiemnasta, a on pił kawę! Dziadek!
- Kawa o tej porze? Nie boi się pan o własne zdrowie? - spytała eksperckim głosem.
- Pani, u mnie kawa z wieczora najlepsza. Mam jeszcze trochę roboty, a potem, w chałupie, to i trochę pomyśleć muszę.
- Aaa, pomyśleć, to ciekawe. - Marta tłumiła w sobie śmiech, ale chyba bez większych efektów.
- Niech mi się tu nie podśmichuje! To nie wie, że kawa rozszerza oskrzela, to jest w nich te naczynia krwionośne. I mamy potem w głowie więcej tlenu. A to pomaga w myśleniu i poprawia koncentrację.
Co on pierdoli, pomyślała, przecież oddychamy głównie przez płuca. Ale że to o mózgu wcale nie brzmiało aż tak niedorzecznie, odpowiedziała w innym tonie.
- Ach tak? To może pan wie, w czym jeszcze pomaga lepsze dotlenienie organizmu?
- Że co organizmu?
- No to, że w mózgu jest więcej tlenu?
- Aaa, tlenu. To nie wie, że tlen dezynfekuje? O wodzie utlenionej pewnie też nie słyszała? A więcej tlenu w naszym ciele zabija zarazki i te inne paskudztwa i chroni przed rakiem.
- To że niby ten tlen chroni przed rakiem?
- Ano chroni. A nie zauważyła, że po kawie to i więcej do ubikacji biega. Kawa pędzi i wypłukuje cały ten syf z nerek. Pewnie też nie wie, a ze startphonem loto.
- A ile kawy pije pan dziennie?
- To dzisiaj trzecia. Czasami strzelę se jeszcze jedną, ale rzadko. Koniecznie z mleczkiem. Bo o wapniu słyszała?
Marta chciała choć raz móc przytaknąć. choć raz wiedzieć coś o tej cholernej kawie, poza tym, że jest dobra. Ale nie wiedziała. W dodatku miała stracha, że dziadek ją odpyta, więc powiedziała prawdę.
- Aj, wy młodzi, ino wam takie cuda w głowie, - tu dziadek wskazał na jej wypasionego smartphona - a o codziennym życiu nie macie zielonego pojęcia. No to niech słucha. Kawa wypłukuje z wnętrzności wapń. To i trzeba mleko pić, żeby i ten wapń do ciała wrócił. Rozumie, co wyszło, musi i wejść, to odwrotnie, jak w łóżku, no nie?
- Tak, tak. - westchnęła cała zła na siebie.
Bo dlaczego, do ciężkiej choinki, przez wszystkie te lata nie znalazła nawet małego kwadransika, by wejść w polskie google i trochę poszperać w temacie? Ach, szkoda słów. I myśli. Marta wcale nie chciała się nad tym zastanawiać, zwłaszcza teraz, miała przecież wakacje.
- To może ja panu pomogę z tą przyczepą? - spytała, w sumie wdzięczna dziadkowi za przekazaną wiedzę.
- A to nie widzi, że właśnie skończyłem? Niech przyjdzie jutro rano, z dziećmi, to pójdziemy do sadu poobrywać śliwki. 
- O, bardzo chętnie. A rano to o której?
- Oj, wy, miastowi to już zupełnie nic nie wiecie. Rano to rano. To co, przyjdzie?
- Przyjdzie, przyjdzie.
Ostatecznie zawsze mogę poszukać, albo dziadka albo sadu, więc po cholerę wypytywać. Grzecznie pożegnała się, a gdy wróciła do gospodarstwa koleżanki, od razu poszła do kuchni i zrobiła sobie duży kubek kawy.
Widzisz, Andrzejku, myślała z satysfakcją, nawet bez ciebie dowiedziałam się, co w kawie piszczy. Ciekawe, co on by na to odpowiedział? Hmmm, tego nie wiedziała. Ale wiemy my.
- Kochana, w podziękowaniach powinnaś wyczyścić wszystkie dziadkowe chlewiki. Gdyby nie on, przez następnych dziesięć lat nie miałabyś o kawie żadnego pojęcia. I częściej spędzać wakacje na wsi, może dowiesz się czegoś jeszcze.
Na całe szczęście, do takowej konfrontacji nigdy nie doszło, Marta podszkoliła się nieco w dziedzinie kawy, a Andrzej miał po prostu święty spokój.

Biedna Marta nie zdawała sobie jednak sprawy z dalszego braku wielu informacji o kawie. Może kiedyś zapragnie się dowiedzieć. Tutaj trochę medycyny: Nie taka kawa straszna, a do tego nie zaszkodzi odrobina wiedzy ogólnej: Co ty nie powiesz ... - Podstawy kawy.

Pozdrawiam kawowo,

poniedziałek, 07 kwiecień 2014 06:50

ZATOKI W KOLORZE BLOND - Historia nieprawdziwa

Sama ostatnio miałam problem z zatokami. Temat zajął mnie na kilka długich godzin, a przy okazji przyszła mi do głowy taka oto historia nieprawdziwa. Przynajmniej ja nie słyczałam.

ZATOKI W KOLORZE BLOND - Historia nieprawdziwa


Marta z zadowoleniem podziwiała kostium karnawałowy swojej córki. Malwinka koniecznie chciała być biedronką. I będzie, już jutro, na szkolnym baliku. Marta obiecała, że pomoże w organizacji. Wieczorem, cała radosna ucałowała córcię na dobranoc i godzinę później sama poszła spać.

            Nazajutrz obudziła się z lekkim bólem pod prawym okiem. Zdziwiona siedziała na brzegu łóżka i masowała bolące miejsce.

- Andrzej, zobacz. – zagadnęła do męża – Tu mnie boli. O tutaj.

 

- Zatoka nosowa. – odparł bez namysłu – Może gdzieś podmarzłaś, przeziębiłaś się albo cię przewiało. Zatoki tego nie lubią.

- Gdzie niby miałabym przemarznąć, przecież ciepło się ubieram – odparła Marta z irytacją w głosie – A poza tym, jakie zatoki? Przecież nigdy nie miałam z nimi kłopotów.

- No to może dopadł cię jakiś wirus. Ooo, albo bakterie. – mąż nadal szukał powodu bólu.

- Wirus? Ale co ty! Przecież jestem taka odporna.

- Cóż, kochanie, skoro wiesz lepiej, to dobrze. – odparł Andrzej udając obojętność.

            I wyszedł. Głupie baby, myślał później. Skoro sama wie lepiej, po cholerę pyta. Aaa, nie, przecież zaraz powiedziałaby, że wcale nie pytała, tylko pokazała. Nieee, no … w małej wiosce, w miejskim tłumie i dziad baby nie zrozumie.

            Marta w zatoki nie wierzyła. Może i się trochę przeziębiła, ale żeby od razu zatoki? Nie, przecież nigdy jej nie dokuczały. Pewnie źle spała, albo coś tam. Wieczorem będzie po krzyku. Ignorując lekkie pobolewanie w prawym policzku poszła do pracy, po zakupy i na szkolny balik. Ale wieczorem nie było po krzyku. Bolało ją coraz bardziej.

- Ależ byłam głupia, że tak to zlekceważyłam. – żaliła się Andrzejowi – Może gdybym od razu coś wzięła, przeszłoby mi.

            A widzisz, przyszła koza do woza, pomyślał z lekką nutką ironii. Trzeba było NIE LEKCEWAŻYĆ BÓLU, NAWET, JEŚLI ZATOKI NIGDY CIĘ NIE BOLAŁY, głupia gąsko. Ale to nieoficjalnie, bo oficjalnie zaproponował żonie jedno z wielu rozwiązań, jakie znał.

- Marta, najlepsze są domowe sposoby. Zrób ty sobie porządną inhalację. Nawet nie wiesz, jak dużo jest możliwości.

- Ja znam tylko z rumianku. Ta jest chyba najpopularniejsza.

- Tak, ale nie jedyna.

- A co jeszcze pomaga?

- Zobacz tutaj, ile mamy możliwości.
- A co, jeśli inhalacja nie pomoże?
- Oj dziewczę, dziewczę, najpierw spróbuj, a potem zobaczymy. Ważne jest prawidłowe odżywianie i na pewno musisz dużo pić. Spójrz, tutaj tak jest napisane. Zaraz zrobię ci herbatę miętową z miodem i cytryną.
- Oj Andrzej, takie herbatki to ja piję na co dzień, mój organizm jest do nich przyzwyczajony, to jak mają zadziałać?
- W takim razie proponuję ci koktajl z chrzanu.
- Wiesz co, ty chyba zwariowałeś! Naprawdę myślisz, że ja to wypiję?
- Jeśli nie chcesz pić, to znaczy, że wcale aż tak cię nie boli, więc się zastanawiam, po co łamię sobie głowę. Ale przysięgałem to i tamto, jak braliśmy ślub, więc ci pomogę.
Andrzej pomału miał dość. Ty się tu, chłopie, produkujesz, a twoja własna, osobista małżonka torpeduje, cokolwiek powiesz.
- Możesz zrobić sobie okład. Zobacz, jakie od wyboru do koloru. – mężczyzna od niechcenia podał żonie książkę.
- A ty mi nie poczytasz? – Marta udała smutną.
- Nie, nie poczytam. Wszystko wskazuje na to, że możesz czytać sama. Poza tym oglądam film.
Martę trochę zamurowało. Chwyciła leżący przed nią plik kartek i przeglądała od niechcenia.
Te baby to chyba wszystkie są blondynkami, myślał Andrzej. Przecież jak cię boli, to się ratuj, metod nie brakuje. Widać aż tak ją nie boli.
- Andrzej, ja na wiele składników mam alergię. – jęknęła odkładając materiały – Znasz może jeszcze coś.
Marta, z błagalnym wyrazem twarzy głaskała go po ramieniu. W sumie miał ochotę na odpowiedź w stylu:
Znam, ale nie podam.
W końcu sobie zasłużyła. Pomyślał jednak, że nie jest aż taką świnią.
- Masaże, po prostu masuj tam gdzie cię boli używając najnormalniejszego kremu do twarzy. Poczekaj, przyniosę ci.
Andrzej nie chciał, by żona wstawała, więc sam podreptał do łazienki wracając po chwili z gustownym słoiczkiem. Jakież jednak było jego zdziwienie, gdy zamiast skorzystać z jego porady po prostu sobie leżała.
- I co, nie pomasujesz? – spytał.
- Zmarszczki. – szepnęła.
- Co?
- Zmarszczki. Przecież od razu mi się porobią.
Teraz jeszcze się opanował, jednak gdy Marta miałaby się przeziębić po kąpielach stóp, cytrynowe podeszwy poprzez swój odór uniemożliwiłyby sen, a płukanie nosa z pewnością skrzywiłoby jej przegrodę nosową, nie wytrzymał.
- Wiesz co? – warknął poirytowany – W D sobie wstrzel te swoje wielkopańskie chimery. A ja w D mam twoje obolałe zatoki. Ciebie to chyba mózg boli. Prześpij się, może ci przejdzie. Dobranoc.
Andrzej wstał i po prostu wyszedł. Marta, ciężko zaskoczona gwałtowną reakcją męża stwierdziła, że on też ma sobie w D wstrzelić … te swoje metody i wynalazki. Przecież takie abra – kadara i tak nie pomaga.
Na drugi dzień nie odzywali się do siebie, a Marta cichaczem łykała tabletki przeciwbólowe. Trzeciego dnia rano nie wytrzymała i umówiła się do laryngologa. Ten zbadał ją i co orzekł?
- Ma pani silne zapalenie zatok. Od kiedy panią bolą?
- To już trzeci dzień. - odparła nieświadoma tego, co za chwilę miało ją spotkać.
- I tak sobie to pani zlekceważyła? Gdyby od razu zrobiła pani inhalację, albo okład z rumianku, byłaby pani teraz zdrowa. A tak, muszę zapisać antybiotyk.
- A może to i lepiej. – odparła Marta – Pobiorę dwa, trzy dni i mi przejdzie.

Już za chwilę pędziła do apteki zrealizować receptę. Antybiotyk brała przez następnych dziesięć dni, jednak zatoki bolały ją dalej.

- A u jakiego lekarza byłaś? – pytała jej mama.

- U tego co zawsze.

- Eee, przecież od lat ci mówię, że żaden z niego specjalista. Pokaż, co ci zapisał. – starsza pani spojrzała na opakowanie, które z dezaprobatą pokazała ojcu Marta.

- Przecież to jest leczenia syfa pudrem! – wykrzyknął i sięgnął po swój smartphone.

Dumny, że mimo poważnego już wieku radzi siebie z tak zaawansowaną techniką, wyszukał numer telefonu do porządnego, jego zdaniem lekarza. Ojciec Marty znał bowiem wszystkich najlepszych specjalistów, był też prawdziwym ekspertem medycznym, przynajmniej we własnym odczuciu.

- Tutaj, proszę, pójdziesz go mojego doktora.

            Co miała zrobić, poszła. Doktor taty spojrzał na puste opakowanie po antybiotyku i popukał się palcem w czoło.

- Kto pani to przepisał? Przecież ten lek nie mógł zadziałać! Z zapaleniem zatok radzą sobie tylko trzy antybiotyki, a ten do nich nie należy.

            Marta siedziała nic nie mówiąc. Co niby miała pbyowiedzieć? Że w D miała lekki ból lewej zatoki? I porady męża też? A do swojego lekarza chodzi, bo nigdy nie musi czekać na termin? Capnęła tylko receptę i szybko wyszła, nie mówiąc nawet:

- Do widzenia.

            Poszła prosto do apteki, wykupiła lek i poczłapała do domu. Była tak rozgoryczona, że postanowiła wziąć urlop do końca tygodnia. Nie zwolnienie tylko, właśnie urlop. I tak miała jeszcze zaległy z zeszłego roku, a za zawonienie mniej by jej zapłacono.

            Kolejnego przedpołudnia ostry dzwonek do drzwi wyrwał ją z błogiego nicnierobienia.

- Marta, otwórz. – prosiła sąsiadka – Potrzebuję pomocy.

            Co było robić, otworzyła.

- Zobacz, boli mnie. – wypaliła sąsiadka bez zbędnych grzeczności i wstępów – O, tutaj.

- Zatoka nosowa. – odparła Marta rzeczowo – Masz szczęście, bo jestem w tym temacie prawdziwą ekspertką. Otóż przede wszystkim musisz dużo pić. Najlepiej posłużą ci herbaty malinowa, z dzikiej róży, hibiskusa, … Do tego inhalacje. Zdecydowanie najlepsza jest ta z czosnku. I musisz pić koktajl z chrzanu. Nie zapomnij o okładach. Proszę, tu są ziemniaki, gdybyś nie miała. Właśnie ten okład jest najlepszy. A poza tym przykładaj jeszcze … i płucz nos. A na noc zrób sobie cytrynowe podeszwy …

poniedziałek, 07 kwiecień 2014 06:43

MULTI ZAKOCHANY NASTOLATEK - Historia prawdziwa

Otaczający nas świat jest coraz bardziej skomercjalizowany, płytki, pełen obnażonego seksu i przemocy. Może właśnie dlatego coraz częściej zwracamy uwagę na normalność, miłość, przyjaźń, przede wszystkim wśród młodzieży, która jest na nowe trendy najbardziej podatna.

Wydarzenie, o którym dziś opowiadam opisałam już na moim blogu. Dlaczego wracam do niego również i tu? Już za chwilę przeczytacie historię, która bardzo zapadła mi w serce. W dzisiejszym świecie, powierzchownym, komercyjnym,  takim, jaki na co dzień ukazuje się naszym oczom, trudno dostrzec prawdziwe wartości, miłość, zaangażowanie, bezinteresowność ... . Mi się udało.

Historia prawdziwa - MULTI ZAKOCHANY NASTOLATEK

     Byłam dziś na zakupach, między innymi w drogerii. Przed stendami z kosmetykami stali chłopak i dziewczyna. On, nastolatek o młodzieńczym, niemal dziecinnym wyglądzie, było jednak widać, że za parę lat przerodzi się w przystojnego mężczyznę. Ona, gustownie umalowana, wystylizowana wyglądała na starszą, choć też była przed dwudziestką. Początkowo myślałam, że to para, ale się pomyliłam. Chłopak, multi zakochany nastolatek, szukał prezentu dla swojej ukochanej i poprosił tą dziewczynę o pomoc.

- Bo widzisz, ja się na kosmetykach nie znam. A chcę, żeby Ani się naprawdę podobało, żeby używała. – tłumaczył.

- Słuchaj, a jakiego ona używa tuszu do rzęs? – spytała dziewczyna.

- A skąd niby mam to wiedzieć? Przecież nosi go w torebce, a po rzęsach to ja nie poznam.

     Przystanęłam i udając, że też czegoś szukam z rozczuleniem przysłuchiwałam się rozmowie.

- To może lakier do paznokci? – zaproponowała dziewczyna – Zobacz tutaj. Jakim kolorem maluje?

- Chyba takim. – po chwili namysłu chłopak wskazał na pomarańcz – I jeszcze takim. – tym razem wiśnia.

- O to już coś mamy. A tobie który się bardziej podoba?

- Ten wiśniowy. Jest taki sexy. – multi zakochany nastolatek uśmiechnął się z zażenowaniem, chwycił lakier i szukał jeszcze czegoś na półce.

- Co, on kosztuje tylko tyle? – ucieszył się – To możemy jeszcze coś wybrać.

- O, to może pasującą pomadkę? Zobacz, taką. – zaproponowała doradczyni.

- Tak, super pomysł.

     Młodzież ruszyła do kasy i już nie słyszałam, o czym dalej rozmawiali. I nic straconego, nie musiałam, wystarczyło mi to, co zobaczyłam i usłyszałam. Na szczęście, nawet wśród dzisiejszej młodzieży jest jeszcze miejsce na miłość, młodzi ludzie wciąż zadają sobie trud, by uszczęśliwić tych, których kochają. Tak, jak ten multi zakochany nastolatek. Na szczęście nie liczy się tylko kasa, sex i szpan.

Miłego dnia, pozdrawiam,

piątek, 04 kwiecień 2014 08:54

TRUSKAWKOWY DZIADEK - Historia prawdziwa

Wiecie już, że pisanie to jedna z moich pasji. Przed około rokiem przytrafiła mi się bardzo przyjemna historia, którą opisałam na moim blogu. Po dziś dzień myślę czasami o tamtym dniu, więc podzielę się nią i tutaj, gdzie tak naprawdę jestem sobą.

Historia prawdziwa - TRUSKAWKOWY DZIADEK

     Którejś lutowej soboty byłam na szybkich zakupach. W sklepie oczarowały mnie truskawki. Piękne, soczyste, jak na załączonym zdjęciu. Wyglądały tak smakowicie, że dałam się skusić i sięgnęłam po dwa opakowania.


     W kolejce do kasy stał przede mną sympatyczny dziadek w podeszłym wieku, na pewno sporo po siedemdziesiątce.

- O, jakie piękne truskawki. – zauważył uśmiechając się – Aż miło popatrzeć.

- Ma pan rację. Wyglądają tak zachęcająco, że nie mogłam się im oprzeć. – odpowiedziałam.

- To na pewno będzie dzisiaj tort truskawkowy. – dziadek podtrzymywał rozmowę.

- Nie, tort następnym razem. Dziś zjemy sobie tak, bez niczego.

- A ile kosztują te truskawki? – spytał.

     Podałam cenę.

- O, to niedrogo. Ja też chętnie kupię.  – dziadek powolnym krokiem ruszył do stoiska z owocami, które znajduje się na samym końcu sklepu.

- Proszę nie zadawać sobie trudu, ja panu przyniosę. Ile opakowań? – zaproponowałam.

- Poproszę o jedno. – odpowiedział uradowany.

     Pognałam po truskawki, wybrałam najpiękniejsze, jakie były i już za chwilę znów stałam przy kasie. Dziadek podziękował chyba ze trzy razy i przystąpił do pakowanie swoich zakupów, podczas gdy kasjerka zajęła się moimi. Gdy przyszło do płacenia dziadek niemal odepchnął mnie od kasy oświadczając:

- Ja zapłacę. Ta pani była tak miła i przyniosła mi moje truskawki.

     Kasjerka osłupiała, ja też.

- W żadnym wypadku. – odpowiedziałam z uśmiechem ale i zdziwieniem.

- Ależ oczywiście, że tak. – upierał się dziadek kładąc pieniądze na blacie – Ja płacę.

- Nieee, nie ma mowy. – schowałam banknot do kieszeni dziadkowego płaszcza.

- Oj, przecież ja tylko chcę się jakoś odwdzięczyć. – zaprotestował starszy pan.

- Oj, przecież już pan to zrobił, dziękował pan dobre trzy razy. Może spotkamy się jeszcze raz, wtedy pójdziemy sobie na kawę. – zaproponowałam z uśmiechem – Ooo, tam, zaraz obok jest kawiarnia.

- Dobrze, pójdziemy. – odpowiedział – A ja na pewno będę o pani dużo myślał. Jeszcze raz dziękuję.

- Pomyśleć może pan zawsze. To dla mnie dużo cenniejsze, niż zapłacony rachunek. Do zobaczenia, bo mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

- Do zobaczenia. Pomyślę na pewno. – dziadek pożegnał się, a ja pognałam do domu.

     Niby taka sobie banalna historia. A jednak nie aż tak. Bardzo pozytywnie mnie nastawiła. Naprawdę mam nadzieję, że dziadek o mnie pomyślał. Naprawdę mam nadzieję, że jeszcze go kiedyś spotkam i pójdziemy razem na kawę. Albo chociaż trochę porozmawiamy. Ludzkie uczucia, dobre słowo, uczynek, poświęcona uwaga mają dla mnie ogromne znaczenie. Lubię obdarowywać nimi ludzi i dobrze się czuję, gdy i mnie ktoś obdaruje.

     Często myślę o tym dziadku. Czy wszystko u niego w porządku, co porabia, jak się czuje, w końcu nie jest już najmłodszy, czy jeszcze kiedyś gdzieś na siebie natrafimy? A wszystko zaczęło się od truskawek...

Pozdrawiam,

We dwoje - TOP 5

  • I znów noc bez seksu

    I znów noc bez seksu

    Oto taka sobie zabawna historia prawdziwa z życia dwojga ludzi, z których jedno jest kobietą, drugie...

  • Walentynkowe prezenty

    Walentynkowe prezenty

    Walentynki już za parę dni. Wielu z nas chce z tej okazji sprawić swym drugim połowom wspaniały...

  • Nie wszystko jest dla ludzi

    Nie wszystko jest dla ludzi

    Pewnie i Was dopadają takie niespodzianki. Kłótnia, choć wcale na nią nie wygląda, wpada nagle...

  • Od piłki do miłości

    Od piłki do miłości

    Panowie z reguły kochają piłkę nożną, a panie z reguły od niej stronią. Dwudziestu dwóch chłopa...

  • Multi użyteczność tamponu

    Multi użyteczność tamponu

    Wiecie, ile zaskakujących funkcji spełniają otaczające nas przedmioty? Ważne, by funkcje te można...

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Polecamy


Previous
Next