Grypa nam nie straszna

Napisała  poniedziałek, 09 marzec 2015 10:11

Grypa szaleje i to nie tylko u nas. Gdy włączymy radio okazuje się, że choroba ta opanowała już pół Europy i końca, niestety, nie widać. Za to nas zaraza nie powaliła i tak mi się coś grubo wydaje, że wiem dlaczego. Chętnie się z Wami podzielę, mając nadzieję, że albo nikt już nie zachoruje, albo szybko wyzdrowieje.

W dodatku, nie tylko grypa, żadna inna zaraza też nam nie poradziła, a stan taki zawdzięczamy tylko i wyłącznie domowym metodom. Sama już nie pamiętam, kiedy brałyśmy jakiekolwiek leki.

 


Choć domowych metod jest całe mnóstwo, z obserwacji wynika, że za nasze zdrowie odpowiedzialnych jest raptem kilka sposobów walki z chorobami, których konsekwentnie, ja wręcz maniakalnie przestrzegamy. Odkąd wprowadziłam je w życie, choroby zostawiły nas w spokoju. Obecnie rządzi grypa, jakiś czas temu w szkole i w ogóle wszędzie szalała szkarlatyna, zapalenie spojówek i dwa razy sensacje żołądkowo - jelitowe. A my ... zdrowe! Nie jestem lekarzem, mimo to uważam, że właśnie nasze "nowości" nas uratowały. Wcześniej ciągle coś się nas czepiało, a teraz, po wprowadzeniu tego i owego nie. Zaczynamy.

OLEJ LNIANY 

Pisałam już o nim TUTAJ, więc teraz podaruję i Wam i sobie wielki wykład. Kto chce, może w linku poczytać, jaki to cudotwórca. W tym artykule powiem Wam tylko, że przede wszystkim olej lniany najbardziej nam pomaga. Specyfik ten oczyszcza organizm z różnych świństw, a to właśnie one są najlepszym podłożem rozwoju wszelkich zarazków i ponoć również wirusów. Dodatkowo olej lniany wzmacnia wnętrze komórek, ich ścianki plus jeszcze odbudowuje i utrwala wiązania międzykomórkowe. Dla mnie to logiczne, dziurawa, słaba ściana szybciej ulegnie atakowi, niż cała i mocna. Tak też jest z naszą odpornością. 


Jak zażywać olej lniany?
Prosta sprawa. Dorośli trzy razy dziennie stołową łyżkę, dzieci najlepiej podwójną dawkę. 
Powiem od razu, że olej lniany do przysmaków nie należy, wręcz przeciwnie. Zażywamy go jak najnormalniejsze lekarstwo, a te przecież nie zawsze są dobre. W przypadku dorosłych od razu popijamy go kawą lub herbatą, dla dzieci polecam sok jabłkowy albo pomarańczowy. Przy szybkim popiciu nawet nie poczujemy, że to nie delikates.

Dodatkowo jeszcze jedna informacja. Któregoś wieczora zdarzyło mi się porządnie przemarznąć. Już po kilku godzinach dopadło mnie uczucie przeziębienia. Podwoiłam dawkę oleju lnianego i pomogło. Już po dwóch dniach czułam się jak nowo narodzona. Myślę, że nawet, gdy już jesteśmy porządnie chorzy, warto brać olej lniany. To super wsparcie w pokonaniu zarazy.

NAPÓJ ZDROWIA

Ogólnie wiadomo, jak ważną rolę odgrywa dla naszego zdrowia prawidłowa gospodarka wodna organizmu. Ten szumny termin oznacza jedno, dużo i dobrze pić. Nasz eliksir zdrowia to napój miodowo - cytrynowo - imbirowy. Przygotować go łatwo, a do zalet zaliczyć należy wspaniały smak. Nawet, jeśli już źle się czujemy, warto wypić cztery szklanki dziennie. Albo więcej :-)

Jak przyrządzić?
Mały kawałek imbiru (ok. 3x3x2 cm) obieramy ze skórki, kroimy w kosteczkę, zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy na pół godziny. Po tym czasie dodajemy miód, sok z cytryny i gotowe. Proporcje najlepiej ustalić sobie samemu, tu jednak podam trzy ważne uwagi. 
W pierwszej kolejności należy wiedzieć, że wysoka temperaturę niszczy wartości odżywcze miodu i cytryny. Dodajemy je więc do wody o temperaturze max. 60 stopni.
Druga dotyczy cytryny. Ta, po przekrojeniu szybko traci swoje wartości, więc dobrze spożyć napój w miarę szybko po przygotowaniu.
Trzecia dotyczy imbiru, który nadaje naszej miksturze ostry smak. Jeśli więc przygotowujemy napój dla dzieci, nie przesadzajmy z imbirem, inaczej dziecko po prostu nie wypije.

A tak na marginesie, jak już jesteśmy przy imbirze. Czy wiecie, że wielu gastronomów często rozcieńcza aromatyczne alkohole, dodając do nich sok z imbiru? Przez swoją ostrość drapie w gardło tak samo, jak wódka. Idealnym polem do oszustw jest też grzane wino, do którego imbir dodajemy nadzwyczaj często. Test jednego z redaktorów radiowych przeprowadzony na bożonarodzeniowych kiermaszach przedświątecznych pokazuje, że w połowa sprzedawców wcale nie oferuje grzanego wina, tylko brzany sok wiśniowy, owocowy albo poncz dla dzieci z dużym dodatkiem soku z imbiru. I potem cieszymy się jak wariaci, że mamy TAAAKĄ mocną głowę ;-)

ROSÓŁ Z KURY

To żadna nowość, a mimo to metoda często zapominana. U nas już od października zeszłego roku porządny rosołek gości na stole dwa razy w tygodniu. I pozostanie co najmniej do kwietnia.

HIGIENA

Już Nostradamus, francuski lekarz, astronom i matematyk ją polecał. I sprawdziło się, bo jego osiągnięcia w zakresie leczenia dużo odbiegały, in plus, rzecz jasna, od tych jego kolegów, a w owych czasach nie było przecież leków, którymi dysponujemy dziś.

U nas, podobnie, jak u Nostradamusa na czele stoi mycie rąk. Nawet, jeśli nie trzeba, nawet, jeśli nic specjalnego nie robiliśmy, po prostu je myjemy. Porządnie, długo, z dużej ilości mydła.


Gdy jesteśmy w miejscach publicznych, środkach komunikacji miejskiej, na zakupach, siłą rzeczy dotykamy tego, czego dotykają wszyscy, uchwyty, wózki na zakupy, pieniądze. A fuj! Jak tylko można, natychmiast myjemy ręce. A jeśli nie? Też są sposoby. W samochodzie zawsze wożę wilgotne chusteczki dla niemowląt i po zakupach wszyscy wycieramy porządnie ręce. Chusteczki takie można też nabtć w mniejszych opakowaniach i nosić w torebce. Tu jednak przyznam, że odpuściłam, w miejsca publiczne z reguły jeździmy samochodem. Gdybym w większości korzystała z komunikacji miejskiej, na pewno bym się w nie wyposażyła.

Do tego dochodzi wietrzenie, również polecane przez francuskiego uczonego. Nic tak dobrze nie działa na ludzi, jak świeże powietrze. Więc wietrzymy, nawet zimą, porządnie, dwa razy dziennie. O samym wietrzeniu również już pisałam, a artykuł znajdziecie TUTAJ.


Czystość w domu
I tutaj warto się wysilić i częściej odkazić klamki, włączniki światła, często dotykane wtyczki. Co z tego, że umyjemy ręce, skoro zaraz zgasimy nimi światło, dusząc na pełen bakterii klawisz, a potem chwycimy za klamkę i zamkniemy za sobą drzwi. Badania pokazują, że na wielu klamkach jest więcej bakterii, niż w pysku psa.


PSIKANIE

Ha! Tutaj pewnie wielu popuka się w czoło. Nie zapominajmy jednak, że psikanie to naturalna metoda oczyszczenia organizmu z bakterii. Więc psikajmy, gdy tylko podrapie nas w nosie. Porządnie, z otwartymi ustami, a nie "w sobie". Świństwo musi z nas wyleźć i już. Usta zasłaniamy dłonią i zaraz myjemy ręce. Jak się na da, psikamy we własne ramię.

Do tego dochodzi dieta bogata w warzywa i owoce, a poza tym ... nic. Kto chce, niech wątpi, ja jednak wiem swoje. Mój Boss nie wierzy w takie tam naturalne abra - kabdabra, oleju lnianego nie pije i co? Chory był. A nasze Trojaczki i ja nie, czego wszystkim Wam życzę.

Cudnego poniedziałku, pozdrawiam,

Czytany 2354 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 10 marzec 2015 08:47
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Zdrowym być - TOP 5

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Pokrewne tematy

Polecamy


Previous
Next